Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1268
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

sty 29
piątek
Informacje, Marudzenie
Adam Pańczuk w Yours Gallery

No więc byłem tam.


Poszedłem wczoraj wieczorem na wernisaż wystawy Adama Pańczuka (pisaliśmy o nim już), który możecie oglądać do 7 marca 2010. Pewnie wiecie, że uważam zdjęcia Adama za kawał dobrej roboty, więc o tym, co zrobił – nie będę się jakoś rozpisywał. Zdjęcia są porządne, acz osobiście nie potrafiłem wyczuć w nich rytmu – prostokątne kadry „z życia” przeplatane są wielkimi kwadratowymi portretami – i zapewne rytm był w jakiś sposób zaprojektowany, ale ze względu na wernisażowy gwar najwidoczniej nie dane było mi go odczuć.

Niektóre zdjęcia ujmują – więc naprawdę powinniście je zobaczyć na żywo.

Jednak dziś głównie chciałbym opisać moje odczucia z wernisażu jako spotkania/imprezy.

Pewnie to również moja wina, bo zabrałem małżonkę i syna, ale… był tłok. Nie będę pisał, że nie lubię tłumów, bo mnie zakrzyczycie, jak ostatnio, ale naprawdę było mnóstwo ludzi. A to, uważajcie, tym razem przełożyło się na coś pozytywnego. Stały się dwie rzeczy:

  • pierwsza, to pojawiła się ledwo uchwytna atmosfera iskrzenia spowodowana zderzeniem dwóch światów: warszawskiego światka modnych ludzi, którzy chodzą na wystawy, rozmawiają po angielsku i flirtują zamiast oglądać zdjęcia – oraz tego zwykłego, do cna prawdziwego świata,który sfotografował autor – bo wyobraźcie sobie, że na wernisażu byli bohaterowie jego zdjęć!
    Według mnie to wspaniały ruch – a dla kogoś obserwującego to zderzenie różnych światów – rzecz fascynująca.
    Szkoda, że jestem marnym fotografem, bo gdybym był lepszym, pewnie pokazałbym Wam kadry, na których wymalowane i modnie ubrane laseczki w towarzystwie swoich przystojnych, opalonych partnerów, wszyscy trzymający z wystudiowaną niestarannością kieliszek wina, rzucają kątem oka spojrzenia na grupkę prostych ludzi, która – zbita w gromadkę, starając trzymać się razem – ubrana w odświętne koszule, czerwieni się z poczucia ważności i jednocześnie jakiegoś niedopasowania do miejsca.
  • druga rzecz, to ludzie tak zwanego fotograficznego światka. Wiecie, naprawdę można spotkać nietuzinkowe postacie polskiej fotografii na takich imprezach. Sam poznałem – prócz autora – bardzo interesującą kobietę kadrującą w kwadrat, z czego bardzo się cieszę; zastanawia mnie jednak czy to nie jest tak, że YG jest po prostu miejscem, w którym należy bywać? Albo inaczej: może po prostu to sama fotografia jest tym czymś, co jest modne, i w związku z czym należy się pokazać w miejscu z nią związanym? To by znaczyło, że Polska dogania świat i (okrężnymi drogami) zaczyna coraz bardziej cenić fotografię!

Tu pewnie powinienem skończył pisać – ale do beczki miodu muszę wrzucić łyżkę dziegciu. Mój blogowy kolega wysmażył kiedyś zjadliwy tekst o polskich wernisażach – no więc mimo wszystko jest on nadal w dużej części aktualny. Oczywiście tutaj nie było kotleta i pobrzękiwania sztućców, ale… pozostałe zarzuty (w tym irytująca obsuwa czasowa w rozpoczęciu imprezy) – wciąż mają moc.

Czy naprawdę trudno jest zrobić dobrze zorganizowany wernisaż? Tym bardziej, że do poprawy jest tak niewiele…


Post Tags: , , , ,

11 Responses to “ Adam Pańczuk w Yours Gallery ”
  1. Nie dane mi było poznać Adama, bo w Trzciance się nie pojawił i żałowałem, bo kazałbym mu plamy wymazać – ot takie zboczenie jednak w nas tkwi :)
    A co do zdjeć, to jest to przykład rzadkiego u nas coraz bardziej, przemyślanego cyklu portretów. Znaczy ja widziałem tylko kwadraty wiec trudno mi sie odnieść do całości, ale to, co widziałem tworzyło zwartą opowieść i jest to największa zaleta tego pomysłu.

    Piszesz o sportretowanych, obecnych na wernisazu i przez skórę czuję wprost ich zagubienie i pomylenie światów, w sytuacji, w jakiej się znaleźli na wernisażu… :) Ale jest to magicznie nieodzowna część takich projektów… moi bohaterowie „Portret-Grobla”, choć mieszczanie, też zagubili się pośród młodych „artystów” z ASP :)

    Pozostaje jedynie trzymać kciuki za YG, bo rzeczywiście stało to się jednym z nielicznych miejsc w stolicy chyba, i w kraju też gdzie promuje się naprawdę prężnie fotografię.

    Dziegciem smarując jednak te laurkę, też pragnę napomknąć, że dużo bardziej „populistyczna” wystawa otwarła się w Toruniu (WPP2009) i tam też były tłumy nieprzebrane… :)

    Każdy ma więc swoją estetykę do podziwiania…
    Coś się dzieje… dobrze..

    [A na marginesie już trzecim, dzisiaj o 18:00 w Ratuszu Starowiejskim w Gdańsku jest spotkanie/wykłąd otwarty z Jowitą Bogną Mormul w ramach "Spotkaś z Mistrzami"... sorry za off-top]

  2. jak to pieknie poczytac drogi Rudolfie, jak to pieknie poznac malzonke ;) widac bylo w jej oczach bezgraniczna milosc i wyrozumialosc do humanoidalnego kwadratu ;), tuze-muze polskiej fotografii kwadratowej mialem zaszczyt przedstwiac sam osobiscie ;) szkoda, ze nie przedstawiles mi modeli, zafrapowalem sie po czytaniu tekstu, jak trzymalem kieliszek? ;)

  3. Na wystawy to masz czas, ale na współprace to już nie Jac…?!

  4. Nie byłem nigdy na wernisażu sławnych fotografów, więc nie wiem jak to jest. Bywałem natomiast na wystawach fotografów nieznanych szeroko ale równie dobrych z ambitnymi projektami i było zazwyczaj przyjacielsko bez lansu ;) Natomiast co mnie ciekawi na takich wystawach. O czym mówią artyści na wystąpieniu?

  5. Najczęściej zapominają języka w gębie… niestety zazwyczaj bowiem ktoś, kto robi foty nie umie mówić i odwrotnie :)

  6. Magik z Bombaju

    sty 29, 2010
    Reply

    Tak mi się zdaje, że fotografia to jest styl a nie odbitki; styl życia zawierający nieco snobizmu, seksu, cool esteticę, uznany autor plus jakieś cool miejsce lub cool ludzie na zdjęciu = markowy produkt przeznaczony do wystroju wnętrz i podniesienia prestiżu posiadacza; na odbitce to wszystko chyba musi być żeby ktoś ją zechciał wziąć z sobą z galerii. Jak obrazy, meble, bibeloty, ciuchy, i fotografie muszą dawać to samo.
    Ale uważam, że trzeba powiedzieć coś jeszcze. Uważam, że sztuka jest kaprysem, bo dzieła sztuki nie są praktyczne, służą czemuś niepraktycznemu. W YG byli ludzie rozkapryszeni, i dobrze, ale dopiero kiedy do ich rozkapryszenia dojdą pieniądze zacznie się ruch w interesie. Zamożni ludzi, chcąc sięgnąć dalej, skierują się w stronę sztuki skłonni coś dla siebie kupić. A skąd mają wiedzieć co jest warte kupienia? Z galerii itp. jednej, drugiej, trzeciej, te same nazwiska w galeriach, w mediach, nagrody, publikacje itd. to tworzy pozycję fotografa i budzi zainteresowanie jego pracami. Ludzie zamożni nie mają pojęcia o sztuce, to dyletanci, są mecenasami, potrzebują kogoś kto im wskaże wartość.
    Z reguły do galerii i mediów powinni trafiać ci najlepsi. Ale chyba niezależnie od tej zamożności polskie galerie zawsze pozostaną na uboczu, co najwyżej jako pierwsze miejsce wystawy dla początkujących fotografów lub jako stała ekspozycja przeciętnych dokonań. Dzisiaj przy praktycznie nie występujących problemach komunikacyjnych Paryż, Londyn jest dostępny dla wszystkich. Tak samo coś może nieoczekiwanie przyjść do Warszawy lub Krakowa, ale to raczej mało prawdopodobne, bo dla ludzi rozkapryszonych i próżnych w polskich miastach jest niewiele ciekawego.
    Poza tym YG to charytatywna działalność p. G, pamiętajmy, po prostu ciekawe miejsce dla pewnego rodzaju ludzi.
    …ale nigdzie nic nie jest przecież przesądzone. Czy boom w polskiej fotografii jest możliwy? A czemu nie, czemu nie nazywać tego co się pokaże polską fotografią? Mamy np. tradycje filmowe i nazwiska. Do tego potrzebne są tylko… yaya u fotografa, nie aparat za 10.000 ale yaya.

  7. (…) „To by znaczyło, że Polska dogania świat i (okrężnymi drogami) zaczyna coraz bardziej cenić fotografię!”

    jest wręcz odwrotnie.

    a YG to jedyne miejsce rozpoznawalne w PL z punktu widzenia Europejczyka…

  8. no w końcu coś nowego w Yours :)

  9. Tomasz Pawłowski

    sty 31, 2010
    Reply

    Nie byłem, bo nie bywam. Ale czuję się jakbym był, a nawet jakbym bywał.

    Myślę, ze hassel – którym się tak chwalisz Rudolfo – nie objąłby tak szerokiego zakresu dynamicznego wernisażowej rzeczywistości jak ten – dobrze naświetlony i ciekawie skadrowany obraz werbalny. Może mało szczegółów w cieniach, może jakiś przepał w światłach, ale forma blogowa nie zawsze pozwala na hadeera ;)

    muchas gracias – także za linka do „zjadliwego tekstu o polskich wernisażach” autorstwa iczka, któren to bez kolodionu, ale analogowo i z właściwym sobie przywiązaniem do szczegółu prawdę o wernisażach obnaża! Ole!

  10. czesc,
    ja tez bylam na wernisazu Adama Panczuka i przyznam szczerze, ze zadziwia mnie Twoj opis. Zadziwia o tyle, ze piszesz iz Polska dogania swiat, ale sam tego nie robisz. Fascynujace jest jak bardzo skupiasz sie na ludziach, ktorzy przyszli na wernisaz, a nie wspominasz jak np. prezentowaly sie same fotografie juz we wnetrzu galerii. Fascynujace, jak umiesz zauwazyc malomiasteczkowosc niektorych osob (wystudiowane trzymanie kieliszka), a dokladnie w tym samym tonie napisales swoj komenatrz. Szkoda, ze skupiles sie na opisywaniu otoczki, a nie meritum – czyli zdjec Adama Panczuka. Przypuszcam jednak, ze z kazdym wernisazem bedzie szlo Ci lepiej. p.s. obsuwa czasowa zdarza sie rowniez w wielkim swiecie, to naturalne dla takich imprez, jak wernisaz.

  11. @mm: Widzisz, ja ogólnie jestem małomiasteczkowy i lubię tzw. projekcję swoich wad na bogu-ducha-winnych młodych i pięknych ludzi. A wszystko dlatego, że nie grzeszę urodą i zawiść mnie zżera.
    A gdybyś czytała troszkę uważniej, to byś zauważyła, że o samych zdjęciach już było, i to bardzo pozytywnie. Jednym słowem – weź się w garść! ;)


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.