Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


0
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

lut 05
piątek
Marudzenie
Co zrobić?

Piotr Zawojski na swoim blogu pisał tak o Baudrillardzie:

(…) sam właściwie telewizji nie oglądał, bowiem monitor telewizyjny był dla niego doskonałym ucieleśnieniem „znikania obrazów” przy jednoczesnym przekształcania widzów w przezroczyste ekrany. W ten sposób niejako sam potwierdzał swoje pomysły zawarte w głośnej książce W cieniu milczącej większości, w której formułował przewrotną (jak zwykle) hipotezę, iż jedynym sposobem oporu  wobec nieustannego bombardowania nas przez medialne, totalnie zorganizowane, wizualne przede wszystkim, bodźce – jest milczenie. Czyli rodzaj wycofania, braku odpowiedzi, co można też rozumieć jako świadomą rezygnację z uczestnictwa w globalnym spektaklu przez odmowę poddawania się  medialnemu „masażowi” (…)

Co prawda sam Jean Baudrillard jest na tyle ciekawą postacią, że można o nim nie tyle oddzielny post napisać, co całe serie, czy wręcz książki, ale – póki co chciałbym skupić się na milczeniu jako sposobie oporu przed medialnymi bodźcami. Bo wiecie, zainspirował mnie ten akapit do postawienia pewnej sprawy przed Wami.

W fotografii teraz dzieje się naprawdę dużo, nie sposób zaprzeczyć. Jeszcze 20, 30 lat temu fotografia traktowana była jako sztuka, względnie dość trudne i wymagające rzemiosło, ale już od początku naszego stulecia zdjęcia to tak naprawdę przejaw tej masowej kultury, która zalewa nas kolorowymi obrazkami z każdej strony, bombarduje misternie skonstruowanymi reklamami, i… co tu dużo mówić – często kojarzy się ze śmierdzącym komercyjnym gównem.

Z drugiej strony ci, którzy 20 lat temu jeszcze świetnie orientowali się w tym, co w fotografii piszczało – dzisiaj gubią się właśnie między korporacyjną papką a jakimś dziwnym zdziadzieniem (zgredowstwem?), często objawiającym się pluciem na przykład na… cyfrówki (jakby były czemuś winne).

Muszę przyznać, że w środowiskach, w jakich się obracam (raczej wśród tych ‘młodszych’ niż ‘starszych’) coraz gorszą opinią cieszy się na przykład największy rodzimy związek fotografów-artystów, ZPAF. Często słyszę (a bywa, że sam też artykułuję) narzekania o tym, że jego działalność nie przystaje do czasów, w jakich żyjemy. Że powinien zrobić coś więcej, że „zpafowcy” to zamknięta grupa ludzi, których trudno zrozumieć.

No więc proponuję Wam pomarudzić dziś konstruktywnie.

Milczenia dość!

Co trzeba zrobić, by trochę „rozbujać” polską fotografię? Co według Was powinien robić duży, prestiżowy i ogólnopolski związek fotografów? Jak sprawić, by fotografia nie traciła na wartości?

Jeszcze kiedyś nie odważyłbym się zadać takich pytań – ale dziś tworzymy naprawdę sporą grupę wartościowych, inteligentnych ludzi i grzechem byłoby nie wykorzystać tego potencjału! Dobrze mówię?

Wiem, że wśród czytających są też tacy, którzy są członkami ZPAFu i innych stowarzyszeń. Liczę, że oni szczególnie rzucą dobre pomysły – w końcu po coś w te szeregi wstępowali, tak?


Post Tags: , , ,

85 Responses to “ Co zrobić? ”
  1. Tomasz Pawłowski

    lut 5, 2010
    Reply

    @ ” Milczenia dość! ” – no właśnie!;)

  2. no to sobie nagrabiłeś rudolf. zgnoją cię, zniszczą, zbojkotują, oplują. przecież to polska i polskie metody. a po co wstępowali … jedni bo kiedyś nie było innej moźliwości przynależenia do czegoś, inni bo to daje fajny tytuł, który prawdę mówiąc mało kogo dzis obchodzi.

  3. ZPAF… … … … milczy.

  4. Moim zdaniem fotografia będzie tracić na wartości, nie spowolnią tego procesu „jakieś” działania „jakiejś” organizacji, jak i ich (organizacji) nie działanie nie spowoduje dla tego procesu przyspieszenia, jest to proces od nich niezależny.

  5. ZPAF (związek polskich artystów fotografików) sama nazwa brzmi dość szczególnie :) więc cóż można zrobić? zapewne założyć TPF (towarzystwo fotografów polskich) :) i przestać się przejmować ZPAF. … cytując za wspomnianym blogiem ‘…Baudrillard akceptuje taki stan rzeczy, zarówno jako fotograf, jak i teoretyk fotografii, dobrowolnie rezygnuje z uprzywilejowanej roli władcy przedmiotów pojawiających się przed obiektywem. Bo tak naprawdę to przecież one decydują o wszystkim. Ich moc, wewnętrzne i zewnętrzne światło jest siłą sprawczą fotografii jako medium i każdego zdjęcia z osobna.’ .. a takie np zdanie zupełnie nie pasuje do większości prac tzw artystów fotografików, którzy tak sobie cenią ingerowanie w zastane stany rzeczy i traktują aparat jako narzędzie (pośrednie, pozując, modelując, retuszując, przycinając) a nie rejestrator światła i przy okazji rzeczywistości, która się odsłania :) fotograficy bywają przeciwieństwem fotografów :)

  6. Fajny tytuł? Być może. Prócz tego jeszcze coś, dla każdego z osobna.

    Jestem w związku, i wiem dlaczego. Wiedza i czas, znacie coś cenniejszego?

  7. Jak można coś zmienić jeśli potencjalni kandydaci plują na związek? Większość tu piszących tak myśli. Większość także nie dojrzała do wstąpienia, związek skupia dojrzałych twórców, nie jest szkółką niedzielną.

  8. A ta dojrzałość czym się objawia?
    Bo patrząc na dzieła członków to chyba niekoniecznie fotografią.
    Napisz tak szczerze Rafał. Dasz radę? W czym trzeba być dobrym?

  9. @Produkt: wyobraź sobie, że sianie defetyzmu jest dziś passe ;)

    @zover: no właśnie nie wydaje mi się – zakładanie czegoś nowego to strasznie upierdliwa praca (długa i kosztowna), którą nota bene ktoś już wykonał (więc czemu nie skorzystać?)
    Swoją drogą, prócz osławionego ZPAF jest inne stowarzyszenie, będące „odnogą” FIAP w Polsce – Fotoklub RP.
    Co z nim?

  10. -po pierwsze nie ma konieczności oddzielania „fotografiki” od „fotografii”, sztuki od komercji, bo to się robi samo. Tyle, że w fotografii/ce jest może trochę trudniejsze. Digitalizacja nie powoduje utraty wartości produktu jako takiego. Ten proces jest płynny. Patrz np. źródła piktorializmu i jego dzisiejszy odbiór. Podobnie było secesją.
    -po drugie, na pewno nie powinien tego robić żaden związek. kondycja polskiej „myśli fotograficznej” jak i publicznego odbioru twórczości fotograficznej jest funkcją tego, kto tę sztukę tworzy i tego czym dysponuje do jej propagowania (media). a tu żaden związek nie pomoże. ZPAF jest nieszkodliwy i jednocześnie niepotrzebny.
    -wreszcie, „fotograficy” mają u nas znacznie większą skłonność do zadzierania nosa niż np. ci, co tworzą sztukę współczesną. Warto o tym pomyśleć.

  11. ZPAF przez wiele lat przeksztalcil sie w skostniala formule nijak nie przystajaca do realiow wspolczesnego swiata i wspolczesnej fotografii. Byl instytucja skupiajaca glownie starszych panow wspominajacych swoich odchodzacych kolegow i czasy ktore juz minely. Jednak ostatnio zauwazam spore zmiany. Do Zwiazku wchodzi coraz wiecej mlodych ludzi, zmieniaja sie wladze w okregach (prezes OW ma 30 pare lat) i jak da sie zaobserwowac na przykladzie Warszawy idzie ku lepszemu. Mam ze ZPAFem doczynienia od przeszlo 10 lat i dopiero teraz widze swiatlo w tunelu. Powiem wiecej… ostatnio przeszlo mi przez mysl aby sie do „szacownego grona” przylaczyc. Nie krytykujmy, tylko wlaczmy sie w dzialalnosc tej instytucji. Zwiazki, czy stowarzyszenia tworza ludzie, czyli…..MY! Do dziela zatem!

  12. Nie identyfikuję się z pracami wszystkich członków związku i nic mnie to nie obchodzi, odpowiadam tylko za siebie. Miałem poważne opory przed wstąpieniem, bo jest tam duża ilość ludzi która nie powinna się tam znaleźć. Jest też sporo takich co mają coś do powiedzenia i nie dziwcie się że nie biorą udziału w takich dyskusjach – bo to jest żłobek. Prawie zawsze w komentarzach pod postem znajdę coś co mnie żenuje, sam także stałem się ofiarą debili internetowych, mniejsza o to.
    Ziggy S jeśli będziesz miał szczęście spotkać mądrego człowieka i jeśli on uzna że warto ci to powiedzieć, to będziesz miał szczęście i najważniejsze to nie przegapić tego momentu.

  13. Muehehehehe w Katowicach ZPAF zorganizował wernisaż prezydentowi tegoż miasta. Cóż, bez komentarza.

  14. ZPAF ma głos. Jestem w Zpaf-ie … I wcale się tego nie wstydzę. Zważywszy na tradycję i wiele wspaniałych nazwisk, które przewinęły się przez związek – jestem dumny.
    Prawdą jest, że pojawia się w ZPAF coraz więcej młodych, zdolnych, świadomych fotografów, którzy próbują zmienić dość jak przyznam skostniałą strukturę. Myśle, że stanie z boku i tania krytyka to pójście na łatwiznę. Znacznie trudniej zabrać sie do pracy i poświęcić swój prywatny czas aby budować dla dobra wspólnego. A artyści to egoiści, łatwo więc nie jest.
    Jeszcze jedna sprawa. Otóż, odnoszę wrażenie, że wielu krytyków chciałoby się tam znaleźć, ale niestety … trzeba jeszcze trochę twórczo popracować, nie tylko analizować wykresy rozdzielczości nowych obiektywów … (taka mała złośliwość na koniec). pozdrawiam Paweł

  15. Rodzi sie pytanie ile trzeba owej pracy tworczej. Niektorzy zajeci fotografowaniem, wciaz zadajacy sobie pytanie czy „artysta byc” to wlasnie to co czuja rozgladajac sie bezradnie i trwoznie wokol, poprzez swoje watpliwosci i wrodzona dzikosc, nie maja szans na dwoch czlonkow wprowadzajacych. Wydawaloby sie, ze fotografia to pokazywanie i milczenie a tymczasem to taka sama sztuka iluzji jak zycie codzienne, pelne unikow i celnych ciosow.

  16. Rafa… ja nie rozumiem i zrozumieć nie umiem, czemu to dyskusje tutaj są żenujące i debilne? Ja zdaje sobie sprawe, że spotkania sa fajne, ale nie twórzmy mitow z tych osobistych kontaktów i wspaniałych dyskusji w gronie „prawdziwych” fotografów (czasami i członków ZPAF). Uczestniczę w takich spotkaniach i są one czasami równie gówno warte zapewne, jak to określasz w stosunku do internetu. A mam wrażenie, że nawet częściej ocierają się o jakies żałosne pitolenie o „sztuce”. :)

    ZPAF…. cóż. Kiedy w latach 90 zacząłem świadomie myśleć o fotografowaniu, to był to związek martwy. Widzę jednak teraz zmiany.
    Wiem, że będę chciał wstapić. Zmienić coś. Działać. Bo widze w tym sens!
    Sens aby działać tam, tutaj (w Internecie) i łączyć te obszary. Bo co to za problem? Żaden.
    Tylko chęci i kilka młodych osób rozumiejących, że Bułhak to nie jest jakiś Zeus i mozna go nie lubić :)

    Kwestia dojrzałości, to sprawa względna… znam nastolatków, którzy swą fotografią są dojrzalsi ode mnie…. i „spafowych” dziadków, których kolejne fotki półnagich panienek są żałosne.

  17. Iczek – przeczytaj wpisy pod postem o samorodkach.

  18. Tomasz Pawłowski

    lut 6, 2010
    Reply

    rafa@ „Iczek – przeczytaj wpisy pod postem o samorodkach.”

    Myślę, ze w tym kontekście znacznie ciekawsze byłoby przypomnienie niektórych żenujących wypowiedzi w ciekawej – skadinnąd – dyskusji pod artykułem o opiniach Słomskiego ( ZPAF ) ;))
    Trudno jednak , raz jest tak a raz inaczej, ale wydaje mi się, ze – pomimo internetowych wad – Zawsze Kwadrat stwarza w całym tym wirtualnym chaosie-kosmosie przestrzeń do rozmowy dla ludzi, którzy czasem myślą i maja nie tylko odpowiedzi z recyklingu, ale tez własne pytania.

  19. @Rudolf: passe jest scheise warte ;)

    Co trzeba zrobić, by trochę “rozbujać” polską fotografię?
    Brać udział w jak największej ilości konkursów o zasięgu nie tylko lokalnym (polskim). Przymiotnik „polska” ma znaczenie jedynie w odróżnieniu tej fotografii na świecie bo tu jest po prostu fotografią (wiadomo że polską).
    Nie olewać pytań typu: „Dlaczego właśnie tak?” odpowiadając „Bo tak miało być”. Skończyć z mitem „Prawdziwa sztuka powinna bronić się sama” (moim zdaniem bardzo polska przypadłość) i nie bać się wyjaśniać, objaśniać, opowiadać o tym co się zrobiło i dlaczego tak się zrobiło.

    Co według Was powinien robić duży, prestiżowy i ogólnopolski związek fotografów?
    Jak najlepiej reprezentować interes grupy osób w nim zrzeszonych, nie starając się przy tym „zawłaszczać” bycia jedynym „właściwym” reprezentantem „całości” fotografii polskiej.

    Jak sprawić, by fotografia nie traciła na wartości?
    Pozwolić jej toczyć się własnym trybem.

  20. Iczek W związku wydano już ponad tysiąc legitymacji. Duża część członków jeszcze żyje, choć średnia wieku jeszcze do niedawna była imponująca. Z częścią być może nie ma o czym rozmawiać, z niektórymi co najwyżej można napić się wódki i pogadać o d. Maryny, ale są i tacy, wcale nie będący w mniejszości, z którymi naprawdę warto się spotykać i dyskutować. Trzeba tylko wiedzieć czego się oczekuje i odpowiednio dobierać towarzystwo by nie tracić czasu. .
    rK Spokojnie , jeżeli zechcesz wprowadzającego, to w Twoim przypadku nie będzie problemu. Musisz się tylko pofatygować do Sandomierza.

  21. Tomasz Pawłowski, wszystko jedno co kto ma na myśli, lub kogo. Poziom niektórych komentujących jest poniżej dna, jestem bardzo grzeczny pisząc te słowa, zwykle mówię wypierd… kundle!
    Słomskiego znam osobiście i gdyby nie to że jest przewodniczącym OKK (okręgowa komisja kwalifikacyjna) byłby moim wprowadzającym do ZPAF, duchowo jednak to on jest moim wprowadzającym, przyjechał na komisję do Wawy osobiście sprawdzić jaki jest wynik.
    Podpiszę się pod Pawłem (dosadniej) – do roboty matoły!!! Większość matołów pewnie myśli – jestem tak zajebisty że powinni mi przysłać zaproszenie poleconym. Ups….. ale niestety, świat ma was w d…..

  22. Tomasz Pawłowski

    lut 7, 2010
    Reply

    no tak… zdaje się, ze rozmawialiśmy o poziomie dyskusji. Rafa pokazał już pułap swoich werbalnych możliwości i charakterystykę mentalną. Ciekaw jestem czy ktoś go przebije?

  23. do założenia stowarzyszenia zgodnie z ustawami i prawem, wystarczy 15 osób, siedziba i statut :) więc TPF (towarzystwo polskich fotografów) :)), można śmiało założyć w każdej chwili, jak ktoś lubi działać to jest dzisiaj pole do popisu. to tak na marginesie. moja marginalna uwaga ma charakter czysto informacyjny, a jej sens, należy odczytywać tak, że czasami łatwiej coś zbudować od nowa, niż reformować skostniałe układy. inne sensy wynikające z tej uwagi nie są zamierzone i wymierzone w kogokolwiek :) http://umwo.opole.pl/docs/zakladanieirejestracjastowarzyszen.pdf

  24. Duzo tu projekcji. Nawet rzutnik nie potrzebny do ogladania.
    Daleki ten Sandomierz Leszku. Daleki.

  25. rR Przesadzasz. Z Warszawy do Sandomierza nie jest tak daleko – choć chcąc płynąć Wisłą , to będzie pod prąd.
    Co do reszty. Można zakładać towarzystwa , ale co z tego wyniknie? Ile osób zaangażuje się w jego działalność ? Po jakimś czasie zostaną dyskusje w necie i sporadyczne spotkania garstki wytrwałych. Takie towarzystwo ma sens, ale w wymiarze lokalnym, nie liczcie na sukces ogólnopolski. Dla wielu fotografia jest pasją , ale poza nią mają aktywne życie zawodowe , rodzinę. Ilu jest gotowych poświęcić się takiej działalności ryzykując , że jednocześnie mogą stracić dużo ze swojego pozafotograficznego życia?
    Związek będzie taki jak jego członkowie. Nic nie stoi na przeszkodzie by osoby gotowe zaangażować się w działalność wstępowały w jego szeregi. Bo przecież jak powszechnie wiadomo przygotowanie zestawu i przejście całych procedur kwalifikacyjnych to tak zwany pikuś. Chcecie działać? To do startujcie.
    Co do poziomu dyskusji, to bywa różnie. Jakoś w necie niektórym łatwo przychodzi obrażanie innych osób choć wydawałoby się , że tak wąskie i niszowe forum powinno być od tego wolne.

  26. Tomasz Pawłowski

    lut 7, 2010
    Reply

    ZPAF nie jest jednorodny, jest tam wielu twórców o różnych osobowościach i poziomie estetycznym – o kulturze języka nie wspominając. ( języka rafy nie będę już komentował, ale warto byłoby, żeby nie stał się on językiem „promocji sztuki” )

    Blisko to może być wszędzie i wszędzie może być daleko. Mnie jest blisko tylko tam, gdzie ludzie używają głowy do formułowania myśli i serca do tworzenia wspólnego horyzontu refleksji i przestrzeni odczuwania. Fotografia stała się dzisiaj sportem masowym, rodzajem rytuału codziennego życia. Ruch fotoamatorski rozwija się żywiołowo i nic go nie zatrzyma, a pamietajmy, że dobremu fotoamatorowi bliżej do artysty niż zawodowcowi – nie musi kierować się gustami klienta, ale własną intuicją. Dlatego wśród zdjęć wielu fotoamatorów mozna znaleźć dzisiaj perły fotograficznej finezji – pełne światła, plastyki i piękna. A nie zapominajmy, ze piękno – jak to pięknie ujął Cyprian Kamil Norwid – jest kształtem miłości.

    Do czego zmierzam?

    Bliskie jest mi to, co napisał KRC @ – o ile go dobrze zroumiałem – o próbach definiowania sfery twórczej i mniej twórczej ( fotograf/fotografik ) ” nie powinien tego robić żaden związek. kondycja polskiej “myśli fotograficznej” jak i publicznego odbioru twórczości fotograficznej jest funkcją tego, kto tę sztukę tworzy i tego czym dysponuje do jej propagowania (media). a tu żaden związek nie pomoże ”

    Związek tu nie pomoże, ale jest faktem, ze monopolistyczny charakter instytucji wprowadza dezorientację w przestrzeni odbioru, bo ludzie kierują się ciągle jeszcze ( i zawsze chyba będą ) etykietami, papierami i pieczątkami. Przy tym stopniu dezorientacji łatwo jest właśnie o prywatyzację publicznego autorytetu instytucji i tradycji jakiej by nie była. ( ” To jest gościu, bo jest ze ZPAF „… )

    Wydaje się, że – nie oceniajac ZPAF-u jako instytucji ( bo to nie miejsce na to i ogólnie zawsze takie oceny wychodzą gorzej niz protokoły komisji śledczych ) – można powiedzieć z całą pewnością, ze w Polsce jest przestrzeń na inne związki twórcze o zasięgu ogólnopolskim. I tak się pewnie stanie.

  27. Etykietowanie i wartościowanie ze względu na przynależność do takiej czy innej grupy jest powszechne. Nie jest to problem wyłącznie polskiej fotografii. (Spróbujcie nie mając dyplomu ASP organizować sobie wystawę w jakieś galerii BWA – wtedy dopiero zobaczycie czym jest etykietowanie.) Poza tym to już nie te czasy gdy ZPAF , niczym korporacja zawodowa, bronił interesów swoich członków. Czy teraz brak legitymacji w/w związku może komuś przeszkadzać w realizowaniu się w fotografii? Wątpię.
    Czy ZPAF jest monopolistyczny? Przecież nie rości sobie również prawa do wyłączności oceny i kreowania tego co dzieje się w fotografii. Może to kwestia słabości potencjalnej konkurencji?
    Jaki miałby być związek twórczy o zasięgu ogólnopolskim? Czy może powstać nowy , powszechny i skupiający całe spektrum osób używających twórczo fotografii? Trochę nam się zmieniły realia i jakoś nie wierzę by udało się stworzyć od podstaw coś zupełnie nowego. Jest na to taka szansa jak na ponowne upowszechnienie szkolnych „kółek fotograficznych”. Nie da się pewnych rzeczy powtórzyć, wkroczyć ponownie do tego samego strumyka, bo po tylu latach może być już rzeczką lub ściekiem.
    Jeżeli jesteście dobrzy w tym co robicie, to ruszajcie na podbój ZPAFu. Taki będzie związek jacy będą jego członkowie.
    Boleję tylko nad jedną rzeczą. Związek powinien sam aktywnie przyciągać młodych twórców, dobrze rokujących i zachęcać ich do współpracy, a nie biernie oczekiwać aż zgłoszą się ze swoim portfolio.

  28. No dobrze, świetnie.
    Pogadaliśmy sobie jak u Szekspira: być w ZPAFie, czy nie być w ZPAFie. Oto jest pytanie!
    Tylko że tak naprawdę wolałbym, żebyśmy przeszli do meritum.

    Czyli: będąc w jakimkolwiek związku (ZPAF, Fotoklub RP, czy TPF) – co należałoby robić? Jak działać? Co zorganizować?
    Sugestie tutaj wyartykułowane mogą naprawdę komuś zaświecić światełko w głowie – nawet ewentualnie władzom tego wzbudzającego emocje ZPAFu!

  29. A może taka organizacja powinna dbać o wszechstronny rozwój twórczości fotograficznej, współuczestniczyć w kształtowaniu polityki kulturalnej, chronić swobodę wypowiedzi twórczej, chronić dorobek fotografii polskiej (także przez upowszechnianie jej w kraju i zagranicą), zabiegać o rozwój mecenatu artystycznego ?

  30. Leszeg napisal dokladnie to co ja chcialem. Wydaje mi sie, ze zwiazek skladajacy sie z fotografow na nic sie nie zda. Potrzebna jest trzecia sila, ktora umozliwi szeroki kontakt miedzy fotografami a odbiorcami. Trzeba tez wyrwac sie z zamknietego kregu, w ktorym tylko czynnie fotografujacy sa zainteresowani fotografia. Aby ten kontakt byl mozliwie szeroki, trzeba wspierac fotografow i edukowac odbiorcow. Potrzeba nam po prostu takiego polskiego Johna Szarkowskiego. Duzo dobrego juz sie dzieje. Swietna robote robi Gudzowaty, Kuba Dabrowski w Przekroju, krecia robote odwalaja jednostki, ktore szerza dobre slowo na wszelkich forach fotograficznych. Wydaje mi sie, ze potrzeba nam jeszcze pare lat, w ogolny obieg z impetem wejdzie otwarte na swiat pokolenie, spoleczenstwo w koncu przeskoczy na wyzszy stopien piramidy Maslowa i bedzie OK. Ale zaden ZPAF lub inny twor sam tego nie zmieni ani tu ani teraz.

  31. Jarek!!! Potrzeba nam lekcji plastyki w przedszkolu, podstawówce i szkole średniej! Na równi z lekcjami matematyki i fizyki.
    Tak samo jak potrzeba lekcji muzyki.
    Przez 50 lat sprowadzono poczucie estetyki u dzieci do poziomu starszej pani, z której wszyscy śmieją się na lekcji rysowania…
    Praca u podstaw.
    Nazwiska, które wymieniłeś są chwalebnymi przykladami, ktore utoną w masie społecznej takosamości i kretynizmu wynikającego z braku podstaw estetycznych.
    Uczcie swoje dzieci patrzeć na motyle, rysować drzewa i słuchać dźwięków kuchni, morza i wiatru. A moze za 30 lat Wasz syn stanie się wrażliwym ojcem…
    I może kupi kolekcje niejakiego Rudolfa lub Keeka za miliony.

    @Rafa – przykład dyskusji o Marcinie (samorodku) doskonale znalazłby swoje odniesienie w Waszych dyskusjach przy realnych fotografiach. Nie raz bylem świadkiem podobnych „napadów” w realu. To nie może stanowić o prymitywizmie uczestników. Internet daje Ci dodatkowo możliwośc natychimastowego zweryfikowania czy komentator ma pojęcie o tym, o czym mowi, a jak zauważyłeś w tamtej dyskusji – krytycy należeli raczej do bardzo średnio wybitnych polskich fotografów :)

  32. I ci zwykle najczęściej napadają na związek, może jest to frustracja przed znikomą szansą na dostanie się.
    Znam tylko jedną receptę, praca, tylko praca, choć to może nie wystarczyć jeśli talentu brak.

    Poza tym, kiedy już człowiek mocno zaangażuję się w temat, samoistnie pojawiają się pola do działan edukacyjnych i może świadczyć swoją osobą.

  33. Może przydałby się głos kobiety, bo ja tu czegoś nie rozumiem. Wszyscy tu piszą o jakichś „napadach” na Związek , a ja tu widzę zwykłe lizusostwo wobec tego związku… A te działania edukacyjne, hi hi, oglądałam zdjęcia pana „Rafy”, czytałam to co pisze i jedno tylko powiem: chroń nas Boże przed taką edukacją!!!

  34. Potrzebna jest organizacja, która powinna dbać … itd. … Trzecia siła, która umożliwi kontakt pomiędzy odbiorcami a fotografami …”
    No to chyba przespali przedpiszcy rozwój internetu i powstanie w nich internetowych galerii. Pociąg już odjechał i teraz aby do niego wsiąść trzeba by było przytrzymać galoty w garści i trochę za nim pogonić, a ponieważ nie ma w nim rezerwacji miejscówek to trochę popracować nad miejscem dla siebie. Choć pisząc to nie mam wiedzy ilu z tych tutaj się wypowiadających jest obecnych na internetowych galeriach ze swoimi pracami, domniemam że raczej niewielu, a ilu jest tam członków tych wymienionych organizacji? Z jednej strony piszecie o otwartości, dotarciu do odbiorców itp … ale najchętniej pod skrzydłami „organizacji” i zapewne w bezpiecznych murach galerii, które obronią przed zderzeniem z rzeczywistym odbiorem prac przez szeroki krąg odbiorców …. Tak, wiem, również wolałbym oglądać to na papierze itp. ale realia się zmieniają.
    Być może wystawianie tam (w internetowych galeriach) jest passe?

  35. Produkt, o czym ty w ogole piszesz? Jakie galerie internetowe? Ty tak na serio?

  36. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    Bardzo dobry temat. Tyle już powiedziano w komentarzach, że pod wieloma się podpisuję.
    Od siebie dodam, że pomysł dostrzeżenia ZPAFu jako istniejącego związku, który można wykorzystać, nie powoływać niczego nowego, ale podrasować istniejący, przekształcić go itp. jest bardzo mądrym pomysłem. Mecenas PRL potrzebował organizacji, konkretnego podmiotu, któremu mógłby przekazywać pieniądze. Stąd powstało w PRL wiele takich związków. Ale dzisiaj ZPAF to musi być coś zupełnie innego. Dzisiaj tylko nazwa pozostała i pozostał jakiś na pewno dorobek polskiej fotografii. Myślę, że starsi fotografowie widzą w ZPAF związek jakim był dawniej w PRLu a młodsi, tego nie pamiętając, widzą w nim pewne centrum instytucjonalne fotografii w Polsce. Patrzenie na ZPAF jako wartość na dzisiaj do wykorzystania jest świetnym pomysłem i moim zdaniem właściwym kierunkiem.

    „Co według Was powinien robić duży, prestiżowy i ogólnopolski związek fotografów?”
    Wszystko co się da w zakresie promocji polskiej fotografii, a więc szukanie mecenasów, PR, działalność galernicza, warsztaty, działalność agencyjna dla fotografów, sprowadzanie fotografii z zagranicy. To czym będzie ZPAF będzie zależało od ludzi nim kierujących. W PRLu ZPAF mógł być związkiem „artystów” dzisiaj musi być instytucją zarządzającą polską fotografią w interesie polskich fotografów, artyści powinni być u siebie, poza ZPAF, a w ZPAF powinni myć menedżerowie sztuki. Drugą funkcją ZPAF to działalność jako archiwum, muzeum polskiej fotografii.

    Ale tego aby tak było kierownictwo ZPAF musi mieć yaya, najlepiej żeby to były młode yaya nie skażone PRLem. Stare yaya skierować do działalności archiwalnej i do loży mistrzów, mentorów, ale w żadnym wypadku za to mentorstwo nie wynagradzanych – skoro tacy mądrzy to pewnie sami sobie poradzą. No właśnie a co z tą konkurencją? Czy ZPAF ma być związkiem dla członków opłacających składki czy instytucją neutralną finansowaną przez sponsorów, działającą na rzecz polskiej fotografii instytucjonalnie, organizując niejako „rynek” „branżę” czyli np. pewne miejsca, do których z jednej strony ściągnie fotografię a z drugiej publiczność. Ktoś kto chce nad tym zapanować musi mieć naprawdę wielkie yaya.

  37. Produkt. Chyba nie przeczytałeś czego dotyczy dyskusja.
    Odnośnie mojego poprzedniego postu. Zacytowałem tylko część celów statutowych ZPAF. Można resztę doczytać jeżeli tylko ktoś pofatyguje się na stronę http://www.zpaf.pl/ Idee szczytne – więc dlaczego by nowe pokolenie nie mogło ich wcielać w życie? Może jest wygodniej siedzieć przed monitorem i krytykować z pozycji wiecznego malkontenta?
    Czytając de dyskusje na ZK można by mieć wrażenie , że wytworzyły się dwa skrajne środowiska. Tj starych działaczy ZPAFu , którzy uważają , że członkostwo w związku powinno być ukoronowaniem drogi twórczej i z rezerwą należy podchodzić do osób , którym siwizna nie przyprószyła jeszcze skroni i nie mają jeszcze problemów z prostatą oraz młodych, którzy robią świetną fotografię, za nic mają to co się dotychczas wydarzyło w polskiej fotografii, drwią ze brodatych ZPAF – owców, wiedząc (przynajmniej w teorii) jak zrobić karierę w wielkim świecie, ale niestety poprzestają z jakichś przyczyn na tworzeniu fotobolga i sporadycznych wystawach kawiarnianych.
    Rudolf. Co powinien robić Związek lub inna taka organizacja? Może szukać młodych zdolnych, zachęcać by nie poprzestawali na wrzucaniu skanów do sieci. Dać im szanse na powieszenie swoich prac na jakieś przestrzeni galeryjnej.
    Ale czy takie sugestie zamieszczone w sieci mogą coś zmienić? Jeżeli będzie to tylko dyskusja w ZK to raczej wątpię. Na razie ujawniło się tutaj trzech członków ZPAF. Dlaczego nie ma ich więcej? Dlaczego jakoś nikt więcej się nie stara? Sądząc z niektórych wpisów teorię co niektórzy maja już opanowaną , czytują ambitne teksty o fotografii (nawet w obcojęzycznym oryginale) . Nic tylko przygotować dobry zestaw i szturmować Związek. Co Was powstrzymuje ?

  38. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    P.S.
    Bo zapomniałem puenty.
    Jakiś czas temu zrobiło się głośno o 7-letnim Brytyjczyku Kieron’ie Williamson’ie, którego talent malarski został dostrzeżony i wstępnie określono go jako nowego Picassa, następcą wielkich mistrzów. Dlaczego o tym piszę? Bo rzeczywista sztuka, talent zostaną dostrzeżone od razu. Nawet jak koleś powiesi zdjęcia w kawiarni, zdjęcia pierdolnięte Practicą i tym standardowym Pentaconem 1.8 a będą dziełem kogoś autentycznie wyjątkowego, utalentowanego, to rynek sam go dostrzeże bez niczyjej pomocy, i na chuj mu ZPAF i inne tego typu przybytki. Przykład Kieron’a pokazuje, że wielka sztuka się nigdy nie kończy! Po prostu mamy kilka dekad suszy.

  39. >(…) to rynek sam go dostrzeże

    To u nas jest rynek fotografii? „Rempex” odbitki na licytacji sprzedaje. Jest jeszcze coś?

    >(…) i na chuj mu ZPAF

    Chyba o to się tu rozchodzi: czy fotografowie są dla ZPAFu, czy ZPAF dla fotografów? Przydałoby się to drugie, skoro jest to nawet w statut towarzystwa wpisane.

  40. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Robert
    A po co rynek fotografii? Jakiś mit to. Rynek Robercie, no wolny rynek. Tam gdzie słodka krew tam się schodzą pijawki. Najpierw zawisną w kawiarni, ktoś to zauważy, napisze lokalna Wyborcza, przedukuje krajowa, potem Onet, potem zobaczy to w internecie ktoś kto tym poważnie się zainteresuje w Polsce albo zagranicą (albo nie), może TV pokaże, bo ktoś ważny w Londynie skomplementował fotografa…taki przykład, nie wiem jak by to poszło… ale na pewno samo pójdzie.
    Ale pisałem o Kieron’ie Williamson’ie :) o tym formacie. Taki format broni się sam, po prostu. Moim zdaniem nawet w Polsce można zostać zauważonym, spokojnie. Bez ZPAF i podobnych wynalazków.
    Tym skromniej przez naturę obdarzonym pozostaje taki ZPAF jak najbardziej. Ale taka instytucja musi istnieć w Polsce tak czy siak, o czym pisałem wyżej, bo to moim zdaniem stan naturalny, że jakaś dziedzina jakoś jest zorganizowana.
    Kieron’owi Williamson’owi na chuj związek malarzy UK :)

  41. Nie sposob sie nie zgodzic z autorem. Sam kilkukrotnie bylem w galeriach ZPAFu i wyszedlem rozczarowany widzac 2 dobre zdjecia w calej galerii. Troche za malo sztuki i czegos nowego na co z zaciekawieniem chcialbym popatrzec.

  42. Jakos na zachodzie rynek fotografii istnieje i zdjecia sprzedaja sie w galeriach za niebotyczne kwoty. Sa tez sponsorzy, licytacje i wernisaze przed rozpoczeciem ktorych wszystkie fotografie sa juz sprzedane za grube tysiace. W Polsce tez by sie cos takiego przydalo. Ale sa tez plusy…bo tak wystawe w Polsce moze zrobic mlody/nieznany artysta ktory nie ma znanego nazwiska i nikt go nie wypromowal. Na zachodzie to duzo trodniejsze. Tam kazda wystawa wiaze sie z kasa… jesli nie masz znanego nazwiska to nikt nie zobaczy Twoich prac.

  43. >A po co rynek fotografii? Jakiś mit to. Rynek Robercie, no wolny rynek.

    Bo ja wiem, czy to mit? W Polsce nie ceni się odbitek – w sensie: czy pójdziesz na jakieś targowisko, pchli targ, do Stodoły i znajdziesz tam niedrogie odbitki na sprzedaż? Może ludzi na to nie stać, a może nie ma przekonania, ze warto kupować fotografie dla samych fotografii, a nie dla inwestycji w nazwisko. Może brak ludziom wrażliwości plastycznej, a może nikt tej wrażliwości ich nie nauczył. Taki rynek byłby bardzo zdrowy, odarłby fotografię artystyczną z jej pretensji. Oprócz „ekstraklasy” dojrzałych twórców ze ZPAFu, potrzebne są ligi okręgowe, czyli szeroki, naturalny i wolny rynek fotografii.

  44. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Robert
    P.S.
    Najpierw fotografie, talenty, potem rynek. Taka jest logiczna kolejność. Nikt nie będzie wykładał kasy żeby komuś dogadzać. :)
    Nowe społeczeństwo jest potrzebne, jeszcze być może się kształtuje, ale na pewno się kształtuje. Plus więcej kasy, snobizm.

  45. „Nawet jak koleś powiesi zdjęcia w kawiarni, zdjęcia pierdolnięte Practicą i tym standardowym Pentaconem 1.8 a będą dziełem kogoś autentycznie wyjątkowego, utalentowanego, to rynek sam go dostrzeże bez niczyjej pomocy, i na chuj mu ZPAF i inne tego typu przybytki.” Był taki chłopak, zrobił sobie skrzypki z gontu i grał… a to taka tak wersja z happy endem.

  46. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Robert
    Uważam, że warto kupować stare fotografie polskie na pchlich targach, byle gdzie, od ludzi itp. Na pewno nie osiągną one wartości historycznej i materialnej w skali Europy ale przesuwanie się granicy kultury zachodniej na Wschód sprawia, że kiedyś Polska będzie atrakcyjna, na swoja miarę, i cenne staną się zabytki polskiej fotografii. Kto dzisiaj kupuje taką fotografię moim zdaniem dobrze robi.
    Zgadzam się, że odbitki w Polsce to temat jak z baśni… na razie. Po prostu odbitki trzeba umieć zrobić, a wygląda, że nikt tym się nie chce zajmować, ale przyjdą czasy, że wrócą kopiarze i będzie ranking kopiarzy. Tak jest w Europie tak musi być w Polsce. Polska ma tradycje filmowe, mnóstwo świetnych operatorów, studia filmowe, a dlaczego z uwagi na to ktoś z Europy nie zechciałby tu robić odbitek z tego powodu np. u ludzi z filmówki w ich studiach? Może jakościowo i cenowo studia w Polsce mogą być konkurencją dla tych zachodnich. W Polsce jeszcze panuje opinia, że Polska jest prowincją świata, że tu jest dziadostwo, co jest całkowitą nieprawdą. Potencjał w Polsce jest bardzo duży, to kwestia czasy kiedy się ujawni, na razie trwa budowanie tego kraju od podstaw.
    Czy być tu teraz wybitnym fotografem, artystą, ma sens. A dlaczego nie? Kto tego zabrania? Nikt, przeciwnie, wszyscy czekają na coś interesującego żeby się wydarzyło. Poza tym czas leci i obecni fotografowie nie mogą tracić czasu, czekać niewiadomo na co, bo być może właśnie dzisiaj zmarnowali to ważne zdjęcie. To co, że w Polsce nie ma rynku, ale jeśli są artyści to jest wszystko czego potrzeba, rynek się wokół nich od razu sam zorganizuje. :)

  47. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Leszeg
    Więcej inwencji, nie wynika z tego, że koleś na Practice poprzestanie. Porównanie do Antka Muzykanta jest całkowicie błędne! Antek to biedne dziecko sięgające po skrzypce, chcące się rozwijać, a koleś to ktoś ad 2010 wieszający swoje zdjęcia w modnej knajpie. Ot co znaczy wyobraźni ruch, nieco wysiłku i bach.:) Okazuje się, że przeszkoda jest pozorna.
    Zainspirowany Twoim komentarzem uważam, że ZPAF powinien organizować cykliczne comiesięczne konkursy fotograficzne i publikować lepsze prace w ilości znaczącej w swoim biuletynie, lub nawet wystawę, ot taki mój projekt dla ZPAF. Z jakimś komentarzem ogólnym, wskazując na wyróżniające się prace. To już coś. Przynajmniej dla weryfikacji własnych dokonań.

  48. >Najpierw fotografie, talenty, potem rynek. Taka jest logiczna kolejność. Nikt nie będzie wykładał kasy żeby komuś dogadzać. :)

    Fotografii jest całe morze. I talentów w Polsce jest bardzo wiele, tylko zostają w szufladach, albo rozmydlaja się na „plfoto”. Nie uważam, by demokratyczne „głosowanie internautów” było jakąś drogą dla twórcy fotografii – to nie stworzy rynku.
    ZPAF, korzystając ze swojej wiedzy i zaplecza, mógłby i powiniem zająć się całym tym potencjałem.

  49. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Leszeg
    P.S.
    Nie wiem czy to chodziło o Antka, te „skrzypki z gontu”. No ale Practica to całkowity aparat fotograficzny, nie z gontu. Może szło wyżej o koszt jaki należy ponieść żeby zyskać sławę :)

  50. Wydaje mi sie, ze zadne konkursy, publikacje w zpafowskich gazetkach, albo rynek odbitek nie wprowadzi zmiany jakosciowej. Potrzeba nam metodycznej i przemyslanej pracy inteligentnych fotografow. Gwarancje tego daja publikacje ksiazkowe, poniewaz cykl, koszty i specyfika procesu wydawnicznego z automatu narzucaja pewne rygory redakcyjne. Tak naprawde to jest tak samo jak z wydawaniem ksiazek literackich. Trudno oczekiwac, aby fotografowie finansowali wydawnictwa, dlatego potrzeba nam tez wydawcow i madrego finansowania. John Szarkowski i MoMA sie klania po raz drugi. Mamy taka instytucje i ludzi z taka charyzma?

    Ale przede wszystkim potrzeba nam zdeterminowanych fotografow z jajami. Nikt nie twierdzi, ze to ma byc latwy kawalek chleba. Co z tego, ze Frank albo E.W. Smith pracowali na grantach/zleceniach. Czy wsrod dzisiejszych polskich fotografow, znajdziecie kozaka, ktory zapakuje cala rodzine do samochodu i bedzie jezdzil przez rok po calym kraju zbierajac material fotograficzny? Czy znajdziecie kozaka, ktory podczas jednego projektu calkowicie narzuci swoje chore warunki, a na realizacje drugiego poswieci swoje zdrowie, produkujac jednak jedna z najwazniejszych ksiazek fotograficznych w historii?

    Obawiam sie, ze nie mamy ani jednego, ani drugiego.

  51. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    Natura galaktycznego podróżnika i lata świetlne spędzone na radzeniu sobie samemu każą mi postawić pytanie: A może artysta sam wie ile jest wart i nie musi o to nikogo pytać, po prostu wie i robi swoje?
    A czemu jego agentem czy kimś w tym rodzaju nie może być jego koleżka, jego brat, ojciec itp? Jak jest np. w tenisie? Radwański wziął się za córek trenowanie sam. Taki jest świat. A może więc jakiś ZPAF z tego punktu widzenia nie ma żadnego znaczenia?
    @Jarek
    To jest peunta wszystkiego co napisałeś. To jest to właśnie.

  52. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Jarek
    To co napisałeś, to jest peunta całego problemu.

  53. >Czy wsrod dzisiejszych polskich fotografow, znajdziecie kozaka…

    A dlaczego ich nie ma? Czy Frank albo Smith wzięli się znikąd, z powietrza? Oni wyrośli na pewnym gruncie. U nas nie było / nie ma tego gruntu.

  54. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Robert
    Moja intuicja podpowiada mi, że słynni fotografowie pochodzą… znikąd. Sławę zawdzięczają swojej pasji, pracy i tej energii, która ich pchała do przodu, do zadań karkołomnych. Polacy, taka moja opinia przy wódce ;) wyrośli w państwie sterującym wszystkim i nie umieją działać samodzielnie nie zerkając raz w lewo raz w prawo szukając kogoś kto odpalił lokomotywę i wydał własną kasę, żeby wskoczyć do takiego pociągu, a najlepiej, żeby państwo takie pociągi zorganizowało. Słynni fotografowie doszli do czegoś bo nie oczekiwali żadnej takiej pomocy, funkcjonowali na wolnym rynku, oparli się o własny potencjał a resztę sami poszukali i wykorzystali. Powiedzmy sobie też, że bycie fotografem to nie jest ani łatwe ani komfortowe zajęcie. Wielcy tego świata cenią dobrą fotografię ale sami nie odważyliby podjąć się tego zajęcia. Słynni fotografowie przeszli znikąd do panteonu sław… na własnych nogach, wielu z nich gryząc ziemię.

  55. popieram Magika w 100%

  56. Magiku, zastosuję jeszcze raz piłkarskie porównanie – w Brazylii jest dobry grunt dla piłki nożnej, to są i dobrzy piłkarze. Pewnie biorą się oni znikąd, ale takiego znikąd u nas nie ma. Jest za to PZPN i ZPAF.

  57. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    Myślę, że się zgadzamy i tak samo myślimy.

  58. Tomasz Pawłowski

    lut 8, 2010
    Reply

    I tak oto w galaktycznym tempie oddaliliśmy się od głównego tematu tego wątku, którym była kiepska kondycja polskiej filatelistyki i odpowiedzialność jaką ponosi za to Związek Działkowców… ;)

    W takich sytuacjach jak ta… włączam sobie videło i oglądam po raz setny fantastyczny ale jakże niedoceniony film o zdewastowanej planecie, której ludność terroryzowana była przez jednookich bandytów. Znacie? Jednoocy widzieli tylko dwa wymiary i nic nie robili tylko patrzyli i patrzyli. Nie mieli uszu ani nosa, obcy był im smak i dotyk, a nad tym wszystkim unosił się duch Fotografa z Jajami wielkimi jak dzwon na Kremlu :)

  59. Magik z Bombaju
    Muzykant miał na imię Janek. Antek był kandydatem na inżyniera , a nie na artystę ;) Forma literacka się zgadza, ale autor już inny.

  60. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Tomasz
    Nie Fotografa z yayami ale kierownika ZPAF z yayami ;) Fotografa znikąd, kozaka.
    Przyjmijmy, jeśli to oddalenie aż w takiej skali, że chwilowe, taki skok w bok na peta, jakiego na sali wystawienniczej nie wypada pokazywać;)
    Tomasz odloty w andromedę zaczynasz od poniedziałku czy to taka inercja weekend’u;)

  61. Magik z Bombaju

    lut 8, 2010
    Reply

    @Leszeg
    tak myślałem :) że ta historia polska społeczna taka skomplikowana.

  62. @jarek
    Pisałem jak najbardziej na serio. Wielu fajnych autorów ten temat odpuszcza, rezygnuje w końcu z niego szydzi … przez co sami tworzą barierę …
    O czym piszę?
    już nieważne

  63. Tak. Pokazywanie swoich zdjec w internecie jest w pewnych kregach passe. Jak mozna sie znizyc do poziomu zwyczajnego pstrykacza z cyfrowka. Na szczescie w wiekszosci przypadkow jest to zwykly strach. Nie pokazuja Ci, ktorzy nie maja wiele do pokazania, lub wielbiciele wielkich formatow, ktorzy boja sie, ze gdy obedrze sie ich z zachwytu technicznej jakosci, niewiel im zostanie. Tak czy siak smieszne to.

  64. Tomasz Pawłowski

    lut 9, 2010
    Reply

    muzykanta, muzykanta ( ani muzy ani Kanta )

    Magik @ Żadnych odlotów na andromedę nie zarejestrowałem, może były, ale się nie załapałem.
    A jeśli chodzi o Janka Muzykantka, to nie wiem czy wiecie, ale według najnowszych badań historyczno-literackich nie napisał go wcale Sienkiewicz, tylko zupełnie inny facet, tyle że tak samo się nazywał.
    Na wszelki wypadek czuję się zobowiązany wyjaśnić, że film, o którym wspominałem…( o jednookich ) …hm… nie istnieje, ale nakręcił go Polak, który otrzymał nagrodę Grenobla.

    A tak na serio, to nie bądźmy tacy poważni i ważni ;))

  65. rK, niestety to nie jest śmieszne, chyba nie widziałeś co jest na odbitce stykowej z wielkiego formatu i nie wiesz zczego by mogło być obdarte.
    Oglądałem fotografie Pawła Żaka, kwiaty, najpierw w internecie, później w galerii, w internecie nie zwróciłam na nie uwagi, odbitki oryginalne mnie zachwyciły. No cóż, co kto lubi prawda? Nie chcę nikogo przekonywać do słuszności moich słów, tylko jak nie można zauważyć różnicy? i mówić że to tak samo wygląda. Jestem totalnie konserwatywny i chyba nie muszę mówić co myślę na temat cyfry i wydruków doskonałych?

  66. @Produkt. Internet jak najbardziej, ale nie zamiast „normalnego” obiegu, tylko jako uzupelnienie. Fotografie to przedmioty. Wystawy i publikacje to niezbedny zaczyn. Na samym internecie nic wartosciowego nie upedzisz. Malarstwo i rzezbe tez bys prezentowal w internecie?

  67. Tomasz Pawłowski

    lut 9, 2010
    Reply

    Internetowe galerie nie zastąpią realnych, ale chyba nie można już dziś pominąć internetu jako środka komunikacji wizualnej – tu chyba można wypracować jakiś kompromis.

    Co do odbitek, to też zgoda, ale przy tej okazji rodzi się pytanie czy aby na pewno te odbitki z aparatów cyfrowych muszą być gorsze? Trafiłem kiedyś na wypowiedź znanego reportera amerykańskiego z agencji Magnum – Alexa Webba, który tak się wypowiedział:

    „Elementem technologii cyfrowej, który wywarł na mnie wpływ jest technika wykonywania odbitek. Te zdjęcia wykonane zostały przy zastosowaniu urządzenia lambda czy light-jet, dającego zdjęcia na papierze fotograficznym ale naświetlanego ze skanu światłem laserowym. Dla mnie oznacza to znacznie większą możliwość kontroli koloru niż ma to miejsce w przypadku ciemni.” Cytuję za http://fototapeta.art.pl/2005/axw.php

    To komu tu wierzyć?

  68. Mam kilka odbitek stykowych. Co prawda nie z WIELKIEGO formatu tylko z 8×10 cali i doskonale wiem jak wygladaja na zywo i jak w miniaturce 600×400 pixeli. Tylko rozumiem tez, ze odbiorce wypadaloby zachecic i nie sprzedawac kota w worku. Jesli bedzie inteligentny i dojrzaly, bedzie swiadom roznicy tego co widzi w internecie i co zobaczy na zywo. Droga srodka i rownowagi jest najpiekniejsza i zarazem najtrudniejsza. We wszystkim. Co z tego, ze ktos bedzie powalal jakoscia swoich fotografii skoro w tresci nie bedzie tam niczego? Co wtedy pokazuje? Bedzie zwyczajna reklama Dagora i Deardorffa czy Schneider i Sinara – kombinacje sa rozne. Czy nie lepiej zachecic wchodzacych na strone ludzi trescia i zaprosic na wystawe obiecujac forme i jakosc. Nikt wtedy nie bedzie jechal w ciemno przez pol kraju.
    Ten pan robil duzo zdjec wielkoformatowych. Na szczescie sa w internecie i moge sobie na nie popatrzec kiedy tylko bede mial na to ochote. Wiem tez, ze na zywo tylko zyskaja.
    http://www.richardavedon.com/
    Tak wiec podtrzymuje. Sztuczne niepokazywanie zdjec w internecie jest dla mnie smieszne i wszystkie „obejrzane” przypadki, z ktorymi mialem do czynienia na zywo, potwierdzaja to co napisalem wyzej.

  69. Magik z Bombaju

    lut 9, 2010
    Reply

    Internet dla fotografii to katalog, brulion, elektroniczny magazyn. Wszystko jest konwencjonalne i standaryzowane. Jak w papierowym katalogu LG. Z zasady ma on odsyłać do realu. Większości wystarczy kopia w katalogu. Mnie osobiście nie.
    Czasami to jeszcze tzw. blogi, czyli wypociny różnych autorów.
    Najczęściej katalogi sklepów.
    Internet to katalogi rozszerzone o publicystykę (czasem wypociny) i informacje ze swiata.

    ZPAF czyli związek członków, a więc ZPAF tylko dla członków i w ich interesie. To gildia fotografów chcąca kontrolować zlecenia i kierować je do siebie, czyli jak kogoś nie chcą tam albo ktoś ich nie chce to może spokojnie ZPAF zignorować. Byłoby jednak fajnie gdyby ZPAF mając już jakąś biografię przekształcić w coś wartościowego. Ale jednak uważam, że jest to niemożliwe. Chodzi jednak o kasę a nie o kulturę. ZPAF starzy cwaniaczkowie i marni amotorszczycy w piórkach profesjonalów chcą z tego kasy.

  70. @jarek
    Również sobie cenię fotografię jako przedmiot. Jednak fotografia w odróżnieniu od wymienionych przez Ciebie sztuk ma powielanie/reprodukowanie wpisane w swój charakter i nie trzeba na siłe porównywać jej do wymienionych przez Ciebie..
    Dopuszczasz przecież reprodukowanie jej (fotografii) w publikacji/albumie, który nie jest wszak fotografią a stanowi samodzielny byt, nie zawierający jednak realnych odbitek … album z reprodukcjami obrazów nie jest tak samo odbierany (a może się mylę?).
    E-boki – są już teraźniejszością, nie sądzę by „zabiły” tradycyjne publikacje, ale to idzie nowe, a i rodzą się z tym nowe możliwości …
    Chcesz zrobić album … kto ci broni? przygotuj w PDF (czy inaczej) … możesz nawet przecież oferować go do kupienia .. etc etc.
    Nowe technologie etc., nie każdy musi przecież z nich korzystać, po co jednak negować je a priori?
    Dopuszczasz slajdshow(diaporame) do rangi „doświadczania” sztuki?

  71. http://www.ashesandsnow.org – pewno wielu zna tą stronę niemniej dobry przykład jak połączyć jedno z drugim i stworzyć coś spójnego …

  72. Produkt, my mowimy o zupelnie roznych rzeczach. Nie wciagaj mnie w dyskusje o forme i diaporame, bo ja pisze o fotografii jako takiej. Dzisiaj kazdy moze sobie wydac album za 40 zl sztuka. Jak sie tylko troszke bardziej postara, to nawet z ISBNem. Tak samo kazdy moze zrobic sobie wystawe. Nie o to mi chodzi. Ja nie wypowiadam sie tutaj jako fotograf, ktory domaga sie opieki instutucjonalnej, tylko jako odbiorca, ktory chce miec dostep do tego co realnie najlepsze i najciekawsze w fotografii. Powtorze jeszcze raz – Internet obowiazkowo, ale jako medium komplementarne. Czysta publikacja w internecie najczesciej wyklucza udzial kuratora oraz calego szerego osob trzecich, ktore sluza za sito. Internet daje mi dostep do oceanu zle zredagowanej fotografii, w ktorym gdzies na dnie moze i sa jakies perelki, ale nigdy na nie nie trafie. Nie mam czasu ani ochoty na ogladanie pierdylarda galerii i portfoliow. Ten caly system obiegu sztuki, oparty na interakcji artystow, kuratorow, wydawcow i odbiorcow nie powstal z jakiegos widzimisie i tajemnego spisku swiatowego TWA, tylko w prosty sposob umozliwia odbiorcom dostep do sztuki o okreslonej i ugruntowanej jakosci.

  73. (…) Ten caly system obiegu sztuki, oparty na interakcji artystow, kuratorow, wydawcow i odbiorcow nie powstal z jakiegos widzimisie i tajemnego spisku swiatowego TWA, tylko w prosty sposob umozliwia odbiorcom dostep do sztuki o okreslonej i ugruntowanej jakosci.
    No to nie mam pytań.

  74. Magik z Bombaju

    lut 9, 2010
    Reply

    @jarek
    Tak jest. Jak ktoś, jak ja, skacze z jednej francuski na drugą angielkę żeby się zatracić na parę tygodni z amerykanką z NY i przy okazji, w przerwach, pochodzi pooglądać zdjęcia w różnych, tych znienawidzonych przez internetową gawiedź komercyjnych galeriach, niejednym muzeum, ten wie jak wielkim gównem fotograficznym jest internet. W internecie nie ma NIC. Kto twierdzi inaczej ten ch.j widział a nie fotografię.

  75. Nie zgadzam sie… sam jezdze na rozne wystawy fotograficzne…jednak nie wszystko mozna na nich znalezc. Nie zawsze te zdjecia ktore chcesz zobaczyc znajdziesz na wystawie … ale w internecie na pewno beda. I z przyjemnoscia je bede ogladal. Druga rzecz ze ostatnio bylem na wystawie zdjec Bruno Bisanga… i te prace byly tak male, ze nie zauwazylem wielkiej roznicy w ogladaniu zdjec na monitorze czy na papierze w owej galerii.

  76. wybaczcie mi moje długie milczenie, ale starałem się nie sugerować odpowiedzi na pytania, które sam postawiłem

    @Jarek: John Szarkowski dla Polski? Tak, na pewno jest potrzebny. Tylko tacy ludzie nie biorą się znikąd, ale tu już chyba za głęboko wchodzimy.

    @iczek: „Uczcie swoje dzieci patrzeć na motyle, rysować drzewa i słuchać dźwięków kuchni, morza i wiatru.”
    Tak, na pewno tak – pracy u podstaw wciąż za mało. Co gorsza, z mojej obserwacji wynika, że szkoły raczej dryfują w zupełnie odwrotnym kierunku, tj. ich program nauczania coraz bardziej oddala się od stymulowania wrażliwości dziecka.
    Ale może właśnie tu jest część odpowiedzi na pytanie, co w fotografii powinno się dziać? Może właśnie powinniśmy jakoś bardziej otwierać się na młode pokolenia? Na nastolatków?

    @Magik z Bombaju: „Ale tego aby tak było kierownictwo ZPAF musi mieć yaya, najlepiej żeby to były młode yaya nie skażone PRLem”

    I tu prawdopodobnie dotykamy sedna – wydaje się, że przede wszystkim, jeśli chodzi o ZPAF, trzeba zacząć od wymiany krwi na młodą i świeżą – a to się właśnie dzieje, o ile się orientuję.
    Tylko trochę trzeba temu pomóc! Więc do dzieła – Jarek, Iczek, Tomek i wszyscy ci, którzy są świadomi tego, że potrafią coś pokazać – do ZPAFu!

    Inna sprawa, że widać wyraźnie brak działań w związku na polach nowoczesnych – gdzie jest ZPAF w Internecie? Na http://zpaf.pl ? Porównajcie to sobie do stron innych związków fotografów, choćby Magnum, na co zwrócił mi uwagę Robert Kresa: http://www.magnumphotos.com Tam aż kipi od pomysłów, prezentacji, inicjatyw!
    Tak samo wydawnictwa i konkursy – ZPAFie, nie widać cię tam! A jesteś potrzebny!
    (co znowu skłania do kopnięcia w dupę wszystkich tych, którzy wiele potrafią, a jeszcze do Związku nie aplikowali)
    Podsumowując – ZPAF kojarzy się czasem z przestarzałym podejściem, ale dajmy mu przynajmniej pokolenie na wypracowanie nowego sposobu bycia, ok?

    Kończąc, muszę przyznać, że trudno wyciągnąć od Was wszystkich, czego tak naprawdę w polskiej fotografii Wam brakuje. Pojawiają się hasła, ale samych konkretów jak na lekarstwo. Trudno znaleźć propozycję, która byłaby na tyle zdefiniowana, że ktoś mógłby się wziąć za nią i zrealizować.
    Czy to znaczy, że nikt pomysłami nie chce się dzielić, czy po prostu JEST DOBRZE? ;)

  77. Magik z Bombaju

    lut 9, 2010
    Reply

    @Rudolf
    Grzesząc skromnością wyraziłem sugestię, że do ZPAF trzeba menedżerów (sztuki), niekoniecznie artystów, taki bym sugerował na początek pierwszy krok. I jak najbardziej, przenosić wzorce światowe pełna zgoda i to ten drugi krok. Trzeci to zapanowanie nad polskim dorobkiem. Dalej niech zajmą się tym fachowcy. Nie miałbym nic przeciwko temu aby z dyplomami sztuki, MBA, zawodowi krytycy, a w sekcji reportaż polscy aktywni reporterzy. Dobra, niech do sekcji publicystyka dadzą legitkę Rudolfowi.

  78. @Rudolf, ja może, tak strategicznie podejdę do sprawy, żeby mieć Szarkowskiego, najpierw trza mieć Guggenheima, paru Rockefellerów wyrosłych na zdrowych kapitalistycznych podstawach..(takich wiesz, co to nie ukradli pierwszego miliona).. na razie mamy państwowego lewiatana wpie..ającego swe łapska we wszystko – Min. Kultury i Dziedzictwa, nie dość, że traktuje kolekcjonerów jak potencjalnych złodziei (ba! żeby tylko w tym aspekcie), to jeszcze na domowe muzea chce wydawać licencje.. Bo co – założysz sobie towarzystwo i ..ustawisz się w kolejce po państwowe ochłapy? I do kogo chcesz trafić? Sztuka potrzebuje mecenatu.. nie przez przypadek Ossolińscy, Zamoyscy, Potoccy mieli większe zbiory sztuki wszelkiej niż Stanisław August czy inny Jan Kazimierz.. A Magnum, Magnum to biznes i mecenat.. brakuje nam jednego i drugiego..

  79. @hobbes, ale żeby pojawił się mocny mecenas, to trzeba najpierw mieć coś do zaoferowania, nieprawdaż?
    A o to właśnie my musimy zadbać…

  80. @Rudolf — do zaoferowania mamy, tylko do kogo ta oferta ma trafić i przez kogo? Bo załóżmy, że 50-ciu najlepszym, mających coś do powiedzenia, do opowiedzenia, do pokazania.. zakłada taki PTF.. i co dalej? Dyskutują nad składkami? ..pójdą do C***na czy Ni***na poprosić o „patronat medialny”? wynajmą gdzieś salkę na spotkania, itd. itp.. aż uznają, że szkoda im czasu, pieniędzy i wrócą do swojego trybu pracy i swojej sztuki od czasu do czasu coś gdzieś pokażą, przejdzie z jakimś echem w blogosferze, może w niskich lotów wysokich obcasach..hopsasa..

  81. Magik z Bombaju

    lut 10, 2010
    Reply

    @hobbes
    „A Magnum, Magnum to biznes i mecenat.. brakuje nam jednego i drugiego..”
    Zgadzam się z Tobą co do kwestii generalnych.
    W jednym się nie zgodzę, że mamy coś do zaoferowania. To mit. Raczej bym powiedział, że wydaje się, że w Polsce jest ku temu potencjał, ale to musi zostać zweryfikowane przez rynek.
    Uważam ponadto, że mecenas, sądzę w porządnie robionym biznesie jak Magnum, nie powinien być wielkim problemem. Uważam więc, że najpierw ludzie, ich zaangażowanie, potem Magnum, potem mecenas. Inaczej się nie da. Trzeba zrozumieć, że każda działalność wiąże się z ryzykiem, którego nie da się uniknąć.
    Rockefeller, Rotchschild itp. to kapitały zdobyte łatwo, dzięki silnym związkom politycznym. Zostawmy moralność, mówmy o pieniądzach.
    W Polsce potrzeba fachowców od rynku sztuki, fotografii, kogoś pomiędzy twórcami a mecenasami, ktoś mecenasom musi zarekomendować tą twórczość, gdzieś oni muszą się z tą twórczością spotkać. Początek więc widzę przede wszystkim w aktywności twórców i tych podmiotów/firm/instytucji/galerii/związków galerii pośredniczących. Według zasady, że nikt nie wywali kasy za friko. Chodzi więc nie tylko o jakąś sztukę, jakieś zdjęcia, ale o coś najwyższej klasy, coś na co warto będzie wydać kasę, choćby 100zł. Mecenas musi czuć, że finansuje (kupuje) coś świetnego tanio. Tanio! Jeśli zapłaci twórcy 10.000 to musi uważać, że dzieło warte jest 100.000. Mecenas to nie antykwarysta-hobbysta jak się pospolicie zwykło uważać, archiwum gminne, ale to kolekcjoner rzeczy wartościowych.

  82. @Magiku, ja też się z Tobą zgodzę — nawet z tym tanio/drogo. Wiem też co to mecenat, czy kolekcjoner. Chociaż napisałem tego wprost – u nas nie ma rynku, bo nie ma klasy średniej. Koniec kropka. Posiadanie kolekcji, apetyt na sztukę, estetykę to są zabawy dla ludzi majętnych, oczytanych, mających czas, mających wizje, znających się na inwestycjach, a czasem kierowanych zwykłą ludzką próżnością.. itp. A.Adamsowe Sunrise at Hernandez poszło za tyle za ile CHCIAŁ ktoś to kupić. a chciał.. bardziej od innych..tych którzy też chcieli. Jednego tylko nie rozumiem – czyżbyś sugerował, że najpierw twórcy mają się napocić, nabiegać, nastowarzyszać.. po to aby zalać rynek fotkami za 100pln? I co.. mecenasi biorąc skupując te foty z 10x przebitką mają nakręcić rynek?? Gdzie? w Ikei ..czy w Castoramie – bo tam większość narodu przesiaduje w weekendy, kiedy urządza swoje pielesze.. Gdzieś na zawsze-kwadracie był artykuł, kto kogo wypromował z wielkich na rynku zza Wielkiej Wody, ale znowu.. czy można porównywać bez wzięcia pod uwagę, realiów i uwarunkowań.

  83. Magik z Bombaju

    lut 10, 2010
    Reply

    @hobbes
    Podpisuję się pod tym, że „nie ma klasy średniej. Koniec kropka. Posiadanie kolekcji, apetyt na sztukę, estetykę to są zabawy dla ludzi majętnych, oczytanych, mających czas, mających wizje, znających się na inwestycjach, a czasem kierowanych zwykłą ludzką próżnością.. itp. A.Adamsowe Sunrise at Hernandez poszło za tyle za ile CHCIAŁ ktoś to kupić. a chciał.. bardziej od innych..tych którzy też chcieli.”
    Ruchawka musi się zacząć uważam pomiędzy artystami a pośrednikami. Dopiero jak coś z tego będzie wychodzić można próbować przyciągnąć mecenasów, to chciałem wyrazić. Myslę jak o biznesie. Artyści i pośrednicy jadą na jednym wózku, zależą od siebie w 100%.
    Piszesz: „czyżbyś sugerował, że najpierw twórcy mają się napocić, nabiegać, nastowarzyszać. po to aby zalać rynek fotkami za 100pln? I co.. mecenasi biorąc skupując te foty z 10x przebitką mają nakręcić rynek?” Odpowiadam: tak, oprócz tego nastowarzyszać, ale napocić to tak, bardzo napocić.
    Czy pomysł zalania zdjęciami za 100zł aby przyciągnąć mecenasów jest dobry… nie myślałem tak, ale może właśnie wskazałeś na genialny sposób rozkręcenia rynku. Powiedzmy, że 10 galerii kupi każda 50 zdjęć na własność po 10zł, wolne od roszczeń autora. Wtedy galerie może będą zainteresowane wypromowaniem tych zdjęć. To tylko tak na gorąco. Ja jako galernik powiedziałbym: czemu nie.

  84. Co może robić nowoczesne stowarzyszenie fotograficzne?

    Zdjęcia.

    Jakie?

    Np. http://www.near.li/html/portfolios.html

    Ciekawe.

    Szwajcarska wersja. Popatrzcie na daty urodzin swoją drogą.

    Czego w polskiej fotografii brakuje? Podejmowania prawdziwych, ciężkich w wykonaniu, ciekawych tematów. Bez śladu błahości i medialnego chamstwa.

  85. Magik z Bombaju

    lut 11, 2010
    Reply

    @querilla
    Przyznałbym Ci rację we wszystkich 3 punktach.


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.