sobota
Marudzenietakie o życiu…
Rozglądam się wokół – i jakoś tak dziwnie się czuje.
Piszę parę minut po tym, jak przestał mi działać internet w domu. Może to znak, żeby wyjść, porobić jakieś zdjęcia, albo nawet po prostu – pochodzić, powdychać nadchodzącą wiosnę…
Z tymi zdjęciami, które niby robię, to nota bene ciężka sprawa.
Rozmawiałem ostatnio z kolegą. Nie, nie o fotografii. O samochodach. W sumie, z perspektywy czasu to dziwne, bo ja zwykle nie umiem rozmawiać o samochodach. No ale niech tam. Gadamy, stoimy i… on coś rzucił po angielsku, a ja go poprawiłem, zresztą chyba niesłusznie. I nagle: czas delikatnie zwolnił, mój umysł zaczął chwytać najlżejsze ruchy mas powietrza wokół, zmiany zapachów i tak dalej – a wszystko to po to, by przygotować się na nadchodzący punkt krytyczny – cios, wybuch, zaskoczenie, błysk – cokolwiek. I usłyszałem, jak mówi, pełen mściwej satysfakcji:
– Angielski może i znasz lepiej, ale zdjęcia nadal robisz gorsze od moich.
No tak. Taaaak… A ja w pewnym momencie już poważnie zacząłem się zastanawiać, czy może go nie przerosłem. I popatrzcie – jak szybko i precyzyjnie pozbawił mnie złudzeń!
Abstrahując od tego, czy rzeczywiście należy naszą fotografię traktować na zasadzie lepsza/gorsza, to przyszło mi do głowy, jak bardzo dałem się wciągnąć w jakieś ambicjonalne gierki – jak spieszno mi było, żeby prześcignąć tego „lepszego”. Żeby wygrać! Być pierwszym!
I na cholerę to komu?
Daję sobie spokój.
Post Tags: ambicja, angielski, wyścigi
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

lut 20, 2010
Reply
Strasznie chamski ten Twoj kolega. Daj linka do jego fotek to sie posmiejemy i zjedziemy publicznie.
Moze nawet jakies kamienie sie znajda.
lut 20, 2010
Reply
Łagodnie głaskać kwiaty w ogrodzie fotografii i oddychać tam pełną piersią. Być szczerym i nie bać się tego. Nie patrzeć na innych.
lut 20, 2010
Reply
…właśnie – na cholerę to komu?
lut 20, 2010
Reply
Dokładnie.
Powinno się zorganizować jakąś ligę mistrzów, pojedynki, tabele, rankingi itd. Dodatkowo, unormować jakieś jednostki miary dobroci poszczególnych zdjęć, np. miliAvedony, dekaCartier-Bressony, mikroNewtony (eee…. to już jest), ćwierćAdamsy. Byłoby czarno na białym kto tu rządzi i kto jest lepszy w te klocki.
Oczywiście, my zasiadamy w komisji.
lut 20, 2010
Reply
marudzenie. Jakość tworzy się miedzy słowem a obrazem. Między gestem a wyobraźnią. Tak jak tu… czasami. Nie ma zdjęć „najlepszych” i „najpierwszych”, dopóki nie doczekają się komentarza, nie da się jednak wyjść poza ocenę – źródło oceny nie może wyschnąć, ale takim źródłem nie może być przeciętny facet, który nerwowo reaguje na swoje braki w angielskim. Żeby przynajmniej chodziło o niemiecki ;)
To mówisz, ze internet ci padł Rudolfo? ;)
lut 21, 2010
Reply
Żeby przynajmniej chodziło o niemiecki ;)
O tak, język Goethego jest bardziej… hmmmm … sexy! :)
lut 21, 2010
Reply
Dobrą lekcją pokory jest oglądanie swoich starych fotografii, dodatkowo miło jest czasem poczuć ewolucje na własnej skórze ;-)
lut 21, 2010
Reply
moja fotografia jest moja… uznanie? cieszę się, jeśli się spodoba komuś poza mną. I zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie uważał, że ktoś jest gorszy od kogoś… Oceny? Bolą, a i owszem. Wypowiedziane w niewłaściwej chwili, padając na rozedrgany wiosną zimowy puch potrafią wbić w dziuplę i kazać się zamkną wraz ze swoim spojrzeniem.
a… śpiewny niemiecki w wydaniu austriackim potrafi być sexy! ;)
lut 21, 2010
Reply
Całkiem fajnie o życiu sobie myślisz. Teraz i tu.
Niestety a propos niemieckiego – dla mnie ten język nigdy nie będzi sexy. Zbyt długo musiałam się go uczyć i słuchać (siostra i najlepsza przyjaciółka to germanistki).
No cóż pozdrawiam miłośników tego języka =)
lut 21, 2010
Reply
Popieram Cię Ula, moja narzeczona i jej dwie siostry są w 1/4 Austriaczkami po linii matki, która sama urodziła się już w Polsce. Twarze i sylwetki, blondynka i dwie szatynki, czysta Germania. A ten język może jest ciekawy w literaturze ale na co dzień to koszmar, one same unikają tego języka jak mogą, ale jak przyjedzie ich rodzina austriacka to nie da się tego wytrzymać, ponadto mają wszyscy taki śpiewny głos jak te nie wydymane raszple brytyjskie ze szkółki dla panienek.
lut 22, 2010
Reply
Oczywiście komentarz był na temat wpisu. Ostatnie zdanie, którego nie zamieściłem, brzmi: ale to wszystko i tak nie obchodzi Austriaków, przeciwnie mają nas Polaków za nic. I jeszcze „narzeczona”, żeby było grzeczniej, to kwestia punktu widzenia.
To o tym, że wszystko jest relatywne.
lut 22, 2010
Reply
Magik:
pisałam o języku. nie o ludziach.
Ty natomiast pojechaleś deko po bandzie – duży przeskok, nie każdy może go zinterpretować zgodnie z Twoim tokiem myślenia.
BTW: Tak samo my, Polacy mamy za nic Białorusinów?
Stereotypy.
Ułatwiają życie ;)
I dzięki niebiosom, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia! Inaczej nie byłoby dyskusji, a przytakiwanie ;)
lut 22, 2010
Reply
@wolly
Masz rację, chciałem pokazać, że to prawo naturalne i nie ma sensu się tym wszystkim przejmować.
Podobnie krytyka czyiś zdjęć, taka zmasowana. Należy mieć dystans, wierzyć w siebie.
lut 23, 2010
Reply
„(…) naszą fotografię traktować na zasadzie lepsza/gorsza, to przyszło mi do głowy, jak bardzo dałem się wciągnąć w jakieś ambicjonalne gierki – jak spieszno mi było, żeby prześcignąć tego “lepszego”. Żeby wygrać! Być pierwszym! I na cholerę to komu?”
Rudolf podpisuję się pod tym dwoma rekami. Właśnie sobie uświadomiłem, że też dałem się zmanipulować, fotografuję bo lubię, a co chwila angażuję się w jakiś „wyścig foto”. Fotografuję dla siebie, a konkursy, galerie internetowe i punkty miały być sposobem pokazania prac innym, a od pewnego czasu stały się celem samym w sobie. Od dziś przestaję się ścigać ;-))))
A tak na marginesie ciekaw jestem czy szanowni czytelnicy ZK znają ten wykres:
http://img40.imageshack.us/img40/3430/2086644b800.png
I w którym miejscu się Odnajdują? ;)
lut 24, 2010
Reply
czyli można wrócić do frajdy z robienia zdjęć :)
lut 24, 2010
Reply
Weźmy metodę obserwacji rzeczywistości i zobaczmy o co chodzi. Przecież oczywistą rzeczą jest, że żadna fotografia, żadna, nie ma takiej na świecie, nie zadowoli wszystkich. To fakt. Fotografia to konwencja, styl, coś co jest bliskie lub dalekie czyimś… gustom. To fakt. A więc fotografia jest ze swojej natury skierowana do jakieś wybranej grupy ludzi. Fotograf robi fotografię określonego typu, w określonej konwencji, robi wyczerpująco dobrze i… to wszystko. Więcej się już nie da! Na tym koniec roboty. Zrobione jest dla pewnego kręgu odbiorców. Jakie znaczenie ma więc to, że komuś, do kogo nie adresowano fotografii, powie coś, że mu się ona nie podoba albo coś mu nie pasuje. Oczywiście każdy zawsze ma prawo skrytykować technikę jeśli widoczne jest jej złe użycie niezależnie od wszystkiego. Panowie, czym się tu przejmować. Wolność jest najważniejsza.