czwartek
Artykuły, Czarno-białe, Felietony gościnne, Fotografie, Kadrowane w kwadrat, Pisane proząChoroba
-Mówi pan do mnie?
Jak zwykle o tej porze ścisk był niemiłosierny. Odwróciłem się z pewnym trudem i zdumiony spojrzałem w twarz nieznajomemu. Byłem przekonany, że kontynuuję rozmowę z kumplem, wsiedliśmy do tego autobusu razem. Rozglądałem się rozpaczliwie – gdzie on, do cholery, się podział?
- Przepraszam – wydukałem – mówiłem do kolegi, ale go tu nie ma. Zdaje się, że jednak nie wsiadł.
- Ależ nie szkodzi. Możemy się poznać i również zostać kolegami – uśmiechnął się.
- Wysiada pan teraz? – Starsza pani trąciła mnie od tyłu torbą na kółkach.
- Kiedy tylko się otworzą drzwi, proszę pani. Teraz jest to niemożliwe. – odparłem zirytowany.
- Jest pan niegrzeczny, młody człowieku! – staruszka przeszyła mnie oskarżycielskim wzrokiem. Zgrzytnąłem zębami. Emerytki w publicznych środkach komunikacji muszą chyba żyć w ciągłym strachu, że nie zdążą wysiąść i ze zostaną zmuszone do podróży aż do końcowego przystanku na pętli, a tam, w pustym już autobusie, sterroryzuje je grubiański kierowca, zabierze tytułem okupu karmę dla kota, receptę na leki i ostatnie pieniądze z portmonetki.Na przystanku ludzie w pośpiechu rozchodzili się do swoich spraw. Mijali z obu stron nieznajomego, który stał parę kroków ode mnie i enigmatycznie uśmiechał się.
- Czy ma pan trochę czasu?
- A o co chodzi? – spytałem.
- Miałby pan ochotę na mały spacer i na chwilę rozmowy?
- Rozmowy? Na jaki temat?
Wskazał palcem kieszeń mojej kurtki; trzymałem w niej rękę. Krótki pasek owijał dłoń. Zawsze byłem gotowy, by wyjąć aparat i szybko robić zdjęcia na ulicy.
- Robi pan zdjęcia, prawda?
- Tak.
- Tak myślałem, zainteresowało mnie to. Skusi się pan na tę rozmowę?
Wyjąłem aparat i wycelowałem w niego. Patrzył wprost w obiektyw, a na twarzy wciąż błąkał mu się ten uśmieszek. Powoli naciskałem spust migawki, a przez głowę galopowały mi myśli. Kim jest? Czego ode mnie chce? Postawił mnie przed wyborem: czy dać się ponieść przygodzie, czy też ulec obawom przed tym złośliwym, wrednym, niebezpiecznym światem? Ryzykować? A może ulec bezpiecznej rutynie i grzecznie się wymówić? Oto kolejny brak zdecydowania, oto mój wstydliwy strach, oto dlaczego nie robię dobrych fotografii. Czułem jak chwila nieznośnie wydłuża się i pogłębia moje wewnętrzne zmieszanie. Im dłużej to trwało, tym bardziej byłem niezdolny do podjęcia decyzji. O czym on chce rozmawiać? O fotografii?
- Zajmuję się pan fotografią uliczną?
- Tak. Niestety.
- Dlaczego niestety?
- Bo całkiem mi nie idzie. Tracę w nią wiarę. Właściwie, to chyba już straciłem.
- Tak? A dlaczego?
- Widzi pan… Weźmy takie zdjęcie uliczne, ułamek sekundy zatrzymany w kadrze. Historyjka bez początku i bez końca. Pozór rzeczywistości, pozór prawdy. Wybierając moment, niejako siłowo tworzymy treść, ale powierzchowną, słabą. Sens, którego trzeba wypatrywać w przypadkowym ułożeniu osób i rzeczy w kadrze. Nie ma w tym ani prawdy, ani piękna.
- Piękna? Chce pan znaleźć na ulicy piękno?
- Tak, właśnie tak! Szukam piękna w tym brzydkim, szarym i brudnym mieście. Piękno jest moją potrzebą. Chcę się wznieść ponad nudną egzystencję, ponad ten wielopokoleniowy wyścig szczurów. Marzy mi się tworzenie piękna i dobra, bo tworząc piękno, czynię dobro.
- Piękno i dobro. Bardzo klasyczne podejście.
- Tak, to bardzo stare podejście. Ale wielka teoria piękna upadła, jest dziś niemodna, zdziadziała, zramolała. A przecież tak pasuje do fotografii, bo piękno to proporcja i blask. Blask! Światło!
- Udaje się panu znajdować to piękno?
- Nie. Bardzo łatwo jest mi sfotografować brzydotę, na swoich zdjęciach widzę brzydkie, brudne miasto. I jak to o mnie świadczy? Przecież tworząc, a chodzi mi o świadome tworzenie, poznaję siebie, prawdziwie żyję. Czy jestem więc brzydki i brudny wewnątrz?
- Wyciąga pan zbyt daleko idące wnioski.
- Tak pan myśli? Cóż, niestety, ale tak właśnie to czuję. To jest smutny kraj, zamknięci ludzie. Trudno tu zrobić jakieś dobre zdjęcie.
***
Palec napotkał opór i migawka pstryknęła. Aparat odgradzał mnie od nieznajomego, od jego wyszczerzonych zębów. Krew tętniła coraz głośniej w żyłach, przed oczami zaczęły mi błyskać iskierki. Niebo przechyliło się, a chodnik uderzył mnie w tył głowy.
- Pierwszy raz zdarzyło się panu zemdleć na ulicy?
W grubych, wypukłych szkłach okularów lekarza odbijały się świetlówki; nie mogłem dojrzeć jego oczu.
- Tak, to był pierwszy raz.
- W jakich okolicznościach to się stało?
- Rozmawiałem z…pewnym nieznajomym na ulicy. Przeżyłem jakby taki… intensywny moment. Zrobiłem mu zdjęcie… i nagle straciłem przytomność, upadłem.
- Zrobił pan mu zdjęcie? Dlaczego?
- Takie hobby, pasja.
- Pasja. – powtórzył i zamyślił się na chwilę. – Ma pan to zdjęcie?
Położyłem przed nim odbitkę na biurku. Podniósł okulary na czoło i oglądał zdjęcie w skupieniu.
- I? Gdzie on jest, ten nieznajomy?
- W tym problem, panie doktorze. Nie ma go.
Opuszczenie okularów zgrało się zabawnie z podniesieniem brwi.
- Nie ma go? A powinien tu być?
- Tak.
- Interesujące. Ma pan może przy sobie inne swoje zdjęcia?
Z westchnieniem sięgnąłem do torby i wyjąłem niewielkie, płytkie pudełko z odbitkami. Patrzyłem na swoje buty, gdy lekarz powoli przeglądał odbitki. Gdy skończył, odłożył pudełko na blat.
- Szczerze mówiąc, nie znam się na fotografii… artystycznej. Ale to co widzę, a także ta sprawa z nieznajomym, którego nie było… Muszę wziąć pod uwagę zaburzenia widzenia.
Świetlówki zimno błysnęły w szkłach okularów.
- Dam panu skierowanie do okulisty… i do neurologa.
Schowałem aparat i ruszyłem powoli w stronę domu.
Post Tags: fotografia otworkowa, fotografia uliczna, pinhole
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)


mar 18, 2010
Reply
xanax na początek, spoko, w Polsce kilka milionów tak żyje
mar 19, 2010
Reply
O! Robercie? Tez zaczynasz cipiec? Witamy w klubie :D
mar 19, 2010
Reply
ha!
dobre.
Takie łapiące za włosy i przyduszające do brudnej płyty chodnikowej ;)
mar 19, 2010
Reply
>Takie łapiące za włosy i przyduszające do brudnej płyty chodnikowej ;)
Jeśli ktokolwiek po przeczytaniu poczuł się zdołowany – przepraszam! ;)
Idzie wiosna!
mar 19, 2010
Reply
@Robert
Myślę, że wyszła Ci naprawdę bardzo ciekawa miniatura. Gdyby podrasować język, styl byłoby zupełnie dobrze, bardzo dobrze. Dostrzegam w tej miniaturze skomasowanie wielu spraw w krótkiej formie. Może więc dałoby się to sfotografować? Zamiast pisać, zrobić historię fabularną na zdjęciach. Zdjęcia można podpisać paroma zdaniami „komiksowymi” tak to widzę. I Rudolf weźmie je do swojej galerii 50zł za sztukę, nie, hurtem to 25 za sztukę. Sam próbowałem czegoś w tym stylu ale zabrakło mi dobrego wątku fabularnego, jestem statysta, wiesz cycki – bach! bach! No nie żartuję. Ten lekarz jest świetnie zrobiony, widać go jak w TV. Natomiast pierwszą część z teorią piękna bym zbanalizował. Jakiś banał, zwykła rzecz ale piękna. To piękno bym pokazał w czymś, zamiast o nim pisać. Piękno nawet niewyszukane, w czymś zwyczajnym. Ale zostańmy przy pisaniu. Weźmy zbiór kilku takich miniatur, wszystkie zaskakujące, ze zwrotem akcji, dobrze wykończonych, to kto wie.
mar 19, 2010
Reply
@Robert
Wykreśl moje zdanie „Ale zostańmy przy pisaniu.” wprowadzające zamieszanie. Miałem od początku na myśli pisanie.
mar 19, 2010
Reply
Mocne, dobre, szczere mam nadzieje. Podziwiam odwagę pisania. Łatwiej przefocic – nie trzeba się tak obnażać wtedy. Ja czytałam z zapartym tchem. Jak fragment dobrej książki. Nie czepiać się proszę.
mar 20, 2010
Reply
Tylko w pamiętniku narrator tożsamy jest z autorem, więc dopóki Robert nie tytułuje swoich tekstów jako
„kartki z pamiętnika” należałoby się wstrzymać z podawaniem mu xanaxu ;)))
ps. Robert, dlaczego faceta nie było na zdjęciu? Za długa ekspozycja? :)))
mar 20, 2010
Reply
> dlaczego faceta nie było na zdjęciu?
Jest ku temu powód, ale nie każcie mi tłumaczyć! Nie będę spojlerował ;) – ktoś może jeszcze chcieć to przeczytać.
A co do recepty na xanax: w równoległym świecie jeszcze jej nie zrealizowałem. ;).
mar 20, 2010
Reply
U@ ” przefocić „… piękne, dodaję do ulubionych!
mar 20, 2010
Reply
Wiem, przefocić faktycznie ma w sobie to coś – no to chyba jutro coś przefocę… ;D
mar 20, 2010
Reply
Jak robię za dużo zdjęć to fotografia mi powszednieje… nie chcę tego i robię ich mniej ostatnio. Więcej patrzę, a czasem też z szacunku/chęci nie odbierania czegoś sytuacji po prostu się nią po cichu nasycam i zapamiętuję.
mar 21, 2010
Reply
„przefocenie” samo w sobie jest zbyt wieloznaczne, choć i tak fajne, ale w kontekście tekstu i kontekstu twoja uwaga wskazuje na inne ciekawe zjawisko, które tłumaczy powszechne zaintersowanie rozrywką fotograficzną. Otóż ludzie nagminnie lubią focić, a nawet przefocić, wyfocić, zafocić, ofocić i rozfocić. Nie będę się rozfocić, ale myślę, że aparat fotograficzny daje iluzje rzeczowości… i pancerz ochronny przed „obnażaniem się” w formie pisania. ( „Łatwiej przefocic – nie trzeba się tak obnażać wtedy” ) To błąd.
mar 22, 2010
Reply
Ludzie, piszta coś, bo mój post wisi jak stary plakat. Berek.
mar 23, 2010
Reply
Nie wiem czy to co napisałeś jest w 100% jasne. Wydaje mi się, że wiem o co Ci chodzi. Natłok neologicznych kolokwializmów przytłoczył… z tą iluzją rzeczywistości to już troszku oklepane wyrażenie, ale z ogólnym sensem się zgadzam. Chociaż z drugiej strony skoro ludziki lubią robić zdjęcia to niech robią – mało mamy przecież przyjemności w życiu… Ja chcę przy nagłym nadmiarze czasu wziąć się w ciemni za tzw. „kanapki fotograficzne” w to już nie każdemu chce się bawić. [nie wiem jaka jest bardziej profesjonalna nazwa kanapki... mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi].
Ula.
mar 23, 2010
Reply
U@ Pisząc „lepiej przefocić…” zasugerowałaś, ze pisanie „obnaża” a „focenie” mniej – tak? Co to oznacza, ze „obnaża”? Że byt piszący bardziej odsłania teren prywatny niż byt fotografujący? To przekonanie mnie zaciekawiło.
mar 23, 2010
Reply
Tomku, znam kilku fotografów (w tym siebie też dobrze znam) i znam też osoby zajmujące się pisaniem. Tak więc ci pierwsi cechują się w znacznym stopniu introwertyzmem, a ci drudzy mają większe tendencje do tzw. obnażania swoich poglądów, nie koniecznie sferę prywatną mam na myśli, a nawet sprawia im to przyjemność (tzn. że ktoś to chce czytać) i mają taką wewnętrzną potrzebę. Przy fotografowaniu to obiekt /człowiek/ musi się obnażyć, zaufać; fotografa oddziela od niego aparat /ma swoją ‘bezpieczną’ przestrzeń, której nikt mu nie naruszy/ – on musi odważyć się podejść, przefocić;) i co trudne natychmiast niemal nawiązać kontakt, zrozumieć, uszanować, ale też wejść z butami w czyjąś osobowość.
mar 23, 2010
Reply
Webrew’ pozorem’ pisanie może być łatwiejsze od fotografowania, dobrego fotografowania. Jeśli idzie o opis to fotografia może być lepszejsza, bo łatwiejsza, cyk-cyk i panienka jest jak ją stwórca wymyślił’ jak na talerzu.
mar 24, 2010
Reply
‘Webrew pozorem’ – jak piszesz;) – to co piszesz wydaje mi się nielogiczne. Z jednej strony pisanie jest łatwiejsze od fotografowania, a z drugiej pod względem opisu fotografia jest ‘lepszejsza’? Tylko czy ta kobitka ‘na talerzu’ to rzeczywiście jest jej opis. Myślę, że nawet głupia panienka jest czymś więcej niż swoim ciałem, które zwykle wcale jej nie opisuję. Pozdrawiam:)
mar 24, 2010
Reply
U
jest jak jest, jest faynie :)
mar 24, 2010
Reply
ok;)
mar 25, 2010
Reply
U
Piszę, że najlepiej taktycznie złapać w dłoń i badać. Reszta to jest podróż emocjonalna lub na hormonie poprzez nieopanowany kosmos.