piątek
MarudzenieCzego można się nauczyć naśladując
Wydaje mi się, że ktoś gdzieś już o tym mówił.
Jednak nie ma to jak poczuć (i odkryć) po raz kolejny mądrość ludową ;)
No więc kiedyś widziałem zdjęcie. Spodobało mi się, choć nie zamierzam tłumaczyć dlaczego – po prostu mnie ujęło. Mimo wszystko zdjęcie, jak sądziłem, było dość łatwe do zrobienia. W szczególności technicznie, ale sam pomysł też chyba nie był zbyt oryginalny. Tak sobie myślałem.
No i znalazłem się w podobnej sytuacji, co autor tamtej fotografii. I postanowiłem – mimo wszystko – zrobić również podobne zdjęcie – z różnych pobudek. Co się okazało? Ha! Oczywiście dopiero wtedy zobaczyłem, że to nie jest takie proste. A tak się wydawało!
Ale nie!
Wiele zdjęć (gdy oceniamy pracę innych) wydaje się prostych i nawet nie podchodzimy do realizacji podobnych. Bo wydają się wręcz zbyt proste. A okazuje się, że czasem warto spróbować zrobić taką prostą fotografię, którą się u kogoś widziało – wtedy człowiek zaczyna doceniać kunszt pierwotnego twórcy.
Post Tags: autoportret, Mick Feuerbacher, naśladownictwo, nauka
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)


mar 12, 2010
Reply
e=mc2
mar 12, 2010
Reply
A gdzie Twoja fota?:)
mar 12, 2010
Reply
wierzę, że jednak swoją zrobiłeś
mar 12, 2010
Reply
@hubert: w segregatorze :)
@Miłosz Bolechowski: owszem, zrobiłem. Ale nie wyszła tak „fajnie”; Co ciekawe, zauważcie, że autor oryginalnego zdjęcia zrobił z tego pomysłu całą serię :)
mar 13, 2010
Reply
interesujące: „ja z obcym”, ten Feuerbacher ma dobre oko do streetu, w jego portfolio jest dużo kadrów, które zatrzymują na dłużej. Wykopałem z sieci miejsce, w którym autor publikuje na gorąco i ma liczne grono fanów. Tu link do jednego z serii autoportret z obcym http://www.fotocommunity.de/pc/pc/mypics/445099/display/3385648
Pod zdjęciem rozwinęła się dosć ciekawa dyskusja na temat prawa do publikacji zdjęcia. Autor utrzymuje, że NIGDY nie pyta obcych przed zrobieniem zdjęcia! Dlaczego? Bo – jak twierdzi – chce uchwycić dokładnie ten moment, w którym oni orientują się, ze właśnie wycelowany jest w nich aparat. W tym sensie to faktycznie oryginalne podejście.
ps. Na jednym z naszych popularnych portali widziałem kiedyś naprawdę świetną realizację tematu ” autoportret z obcym ” – ale przy użyciu wynajętej modelki, zdjęcie aranżowane, wiec zupełnie inna koncepcja. Niestety – nie pamiętam nawet nicka autorki ( to była młoda fotografka – chyba z Wrocławia )
ps 2. A ty Rudolf uprzedzałeś, ze robisz zdjęcie? Może tu jest myk? :)
mar 13, 2010
Reply
… no ale ta BW maniera u autora … ;(((
mar 13, 2010
Reply
jaką manierę masz na myśli?
mar 14, 2010
Reply
To chyba jasne: autor ( skądinnąd bardzo fajnych a czasem nawet wymownych kadrów ) zamknął się blekendłajcie jak w klatce. Sam lubię zabić kolor – ale tylko wtedy, kiedy za dużo gada ;)
Może pomoże ci trochę Kopaliński: „maniera – wtórność stylu a. języka art., sposobów (od)twórczych; przest. czyjś styl, indywidualne cechy czyjejś twórczości, sposób, system”
mar 14, 2010
Reply
Myślałem raczej, że chodzi Ci o dość specyficzny sposób tworzenia odbitek, nie kryjący dopaleń i maskowań. A to, że używa tylko czerni i bieli – ja jestem w stanie zrozumieć :)
Za definicję dziękuję.
mar 14, 2010
Reply
@Tomasz P. – zobacz to – Katarina Radovic,
http://www.lensculture.com/radovic-husbands.html
mar 15, 2010
Reply
guerilla@ – hajtnąć się na chwilę i ślubować miłość na czas klapnięcia migawki ? Światłoczułe małżeństwo. Ładnie podana podróż poetycko-emocjonalna.
ps. No, ale takie rzeczy zdarzają się tylko w Paryżu! ( I wymyśli je tylko kobieta ). Z drugiej strony – nie wiadomo gdzie leży ten Paryż i jak on wygląda, Hamingway po powrocie z Paryża powiedział: „jestem bardzo rozczarowany Paryżem…wygląda zupełnie inaczej niż go opisałem w książkach” :)))
mar 15, 2010
Reply
Ja też rzuciłem okiem, co guerilla podrzucił, i chcę skomentować, że to co prezentuje ta pani to po prostu debilizm. Z taką osobniczką w żadnym wypadku, nawet za dopłatą, nie chciałbym mieć nic do czynienia. Pisze się tu o „sztuce’, no dobrze, więc w sztuce taki debilizm… też jest nadal debilizmem. Myślę, że moi bracia duchowi, bo są tacy w Paryżu, jak ich nagabywała ona na ulicy, odpowiedzieli jej coś na temat soczystego, z tym południowym wyczerpującym opisem jej osoby, wierzę, że nie wszyscy jeszcze skretynieli.