środa
Czarno-białe, Kadrowane w kwadrat, MarudzenieUPADEK
Dotarło do mnie.
Dotarło w momencie, gdy zeskanowałem ostatni film. Właściwie dwa ostatnie. Okay, w sumie to jednak trzy.
Jakiś czas temu, po wywołaniu negatywu pomyślałem sobie „o cholera, ale żenada!”. No ale nic – zdarza się najlepszym, próbowałem się pocieszyć.
Ostatnie dwa wołania/skanowania jednak rąbnęły mnie w głowę. Mocno. Okazuje się, że fotograficznie się staczam. Popełniam błędy, które – sądziłem – są już pieśnią przeszłości.
Upadłem na twarz i dopiero twardy i mokry asfalt wrzynający się w skórę uświadomił mi moją pozycję.
No ale skoro już leżę i kwiczę, to czas wstać i otrząsnąć się; czas też zabezpieczyć się przed upadkiem na przyszłość.
Plan mam taki: ogólnie uważam, że za bardzo się wkręcam w kombinowanie zamiast robić zdjęcia, stąd od dziś obowiązuje nowa reguła:
Każdy kolejny (do odwołania) wpis na ZawszeKwadracie powstanie po zrobieniu przynajmniej całego filmu, to jest dwunastu klatek. Dokładnie tak: Jeden post na 12 klatek.
Co to oznacza? Oczywiście, wpisy będą na początku rzadsze, ale może jak się rozkręcę… to kto wie!
Ponieważ jednak nie zamierzam robić z tego miejsca fotobloga, nie oznacza to wcale, że zamierzam tylko skupiać się na swoich fotografiach; moje ograniczenie działa tylko jako mechanizm gwarantujący, że aparat mi się nie zakurzy.
Druga rzecz – postaram się co nieco pisać o tym, na co idą te kolejne filmy. Powstanie więc na pewno trochę więcej opisów w kategorii „Plenery„; oczywiście będą one też pełnić rolę zapisu mojej „ścieżki terapeutycznej”. Nie zamierzam natomiast do odwołania pisać o książkach, czasopismach czy innych wydumanych „problemach” okołofotograficznych.
Tak więc pamiętajcie – jeśli chcecie więcej wpisów, zaproście biednego, starego Rudolfa na plener! ;)
To by było tyle. Trzymajcie kciuki i liczę, że będziecie ze mną duchem. Liczę, że zmiany nie odrzucą zbyt wielu z Was.
Na koniec rzucam trzy zdjęcia z ostatniego filmu – oczekuję, że pod koniec terapii będę mógł wrzucić co najmniej o trzy poziomy lepsze.
PS. Dziękuję za inspirację przede wszystkim Robertowi Kresie oraz Pawłowi Głogowskiemu – mimo, że nie zgadzam się z wszystkimi ich tezami.
:)
Post Tags: degrengolada, dyscyplina, terapia, upadek
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)


maj 6, 2010
Reply
No powodzenia na tej mokrej asfaltowej drodze :-)
Zwłaszcza że ja osobiście lubię od czasu do czasu poczytac o „… książkach, czasopismach czy innych wydumanych “problemach” okołofotograficznych” :-)
maj 6, 2010
Reply
Jasne, że nie odrzucą. A po dłuższej przerwie będziemy sączyć każde słowo i mniej marudzić ;) Czy to Mogielnica?
maj 6, 2010
Reply
Zastosowałeś klasyczną metodę świadomie wkurzonego fotografa. Też tak mam:)
BTW – ponoć na warsztatach u Tomasza Tomaszewskiego swojego czasu obowiązywała zasada „każdego dnia 36 klatek”.
Fotografia to jak każde rzemiosło – wymaga wprawy i automatyzmu. Kropkę nad i stawia „iskra boża”.
maj 6, 2010
Reply
@Aleksander: dzięki :)
@Ania: o, do licha! Na setki miast i miasteczek w Polsce trafiłaś w sedno – w jaki sposób???!
@hubert: „iskra boża” – o tak, tak…
maj 6, 2010
Reply
No fakt… musisz jeździć na plenery :)
Teoria fajna z tym leczeniem się, ale jak to się ma do Twoich zdjęć sprzed lat (tych na stronie chociażby), które są jakby robione przez innego człowieka.
Te tutaj… no sam wiesz… :)
maj 6, 2010
Reply
Jak dziecko spędzałam tam każde lato :) Na rynku sprzedawali najlepsze lody pod słońcem…
maj 6, 2010
Reply
Rudolf@
Wiesz, że Magik może tylko przyklasnąć zamiarowi. Sępa potrzeba tresować.
Dodałbym jeszcze za Ann Druwar-Hall (taka poprawna pisownia), że „choć fotografią rządzi pragnienie dobrze wypieczonego mięsa to musi być do tego plan (lub jak niektórzy wolą scenografia) dobrze ustawiony, obiekt (lub jak niektórzy wolą aktor) dobrze ustawiony i obiekt ten (aktor) musi jeszcze swoje zacnie odegrać”. Mimo, że Ann zasadniczo nie ma już dzisiaj racji, to trzeba przyznać jak dobre i celne pozostają jej niektóre dokonania na gruncie publicystyki fotograficznej. Chyba, że cytuję z sentymentu nie wiedząc co cytuję.
maj 6, 2010
Reply
Przygnębiająca pogoda, miejsce zapomnienia, nawet pies popadł w melancholię… Ale firanki są, a jak są firanki, to za nimi stół i krzesła, łózko, piec… Brzydota prowincji przyciąga fotografów od zarania dziejów, ciekawe czego tam szukają? Czy tych brzydkich, koślawych i szarych domów? Czy może chcą się upewnić, że są tam inne, „prawdziwe” domy? Licho wie.
No i do tego dwie uwagi na marginesie:
a) 36 klatek na dzień, 12 klatek na post…. pachnie mi to produkcyjnym etosem planów pięcioletnich . Obiecaj Rudolf przynajmniej, że nie będziesz dokładnie liczył.
b) czy wspomniane tezy kolegów Roberta & Pawła są gdzieś utrwalone w formie materialnej?
c) co do Ann Druwar-Hall, to oczywiście zaprzeczam, choć mój egzemplarz nie ma kilku kartek i mogę nie mieć racji ;)
maj 6, 2010
Reply
Anna@ „Jak dziecko spędzałam tam każde lato :) Na rynku sprzedawali najlepsze lody pod słońcem…” O! Tam trzeba w lecie przyjechać!
maj 6, 2010
Reply
@Tomasz: sporo wiosen minęło od tamtych czasów ale cukiernia chyba wciąż tam stoi. Sprawdzę następnym razem czy receptura trzyma poziom ;)
@Rudolf: Jeśli masz więcej zdjęć z tego miejsca to podeślij proszę na priv.
Aha…na plener wspólny także się piszę jakby co ;)
Pozdrawiam
maj 6, 2010
Reply
Przeczytałem, com napisał i stwierdziłem, że niejasno wyszło z tym domem.. „Dom” ma znaczenie fizyczne i metaforyczne: można sfotografować tysiąc domów ( obiektów ) i nie pokazać ani jednego domu ( jako miejsca zamieszkania i życia ) . To zestawienie zdjęć w jakiś sposób ( firanki, firanki ;) przypomniały mi o istnieniu tych dwóch światów, ha.
maj 6, 2010
Reply
Bardzo lubię film „Upadek” z Michaelem Douglasem. Myślałem, że ten wpis będzie podobnie spektakularny, ale niestety… ;)
maj 6, 2010
Reply
Tomasz@
Te kilka brakujących kartek było na temat światła o poranku. Tak sobie wyobraziłem, zainspirowany tym brakiem tych kartek, że jakby to pierwsze zdjęcie od lewej było zrobione o świcie i to w kolorze! takie blade. „Chyba, że od lektury tego co niezdrowe mam jakieś skrzywienie zawodowe” jak pisze Ann.
maj 6, 2010
Reply
To ma sens bo:
Zdjęcia bywają sentymentalne dla autora, a bezwartościowe dla obcego widza.
Jeśli autorowi uda się wciągnąć obcego widza w swoją prywatę to zdjęcia również dla tego widza staną się sentymentalne.
W tym systemie zdjęcia nie funkcjonują bez autora.
Po pewnym czasie nie ma odwrotu – autor nie będzie się liczył bez publikowania zdjęć.
Zdjęcia sentymentalne są najlepsze ale.
Zdjęcia uniwersalne są najlepsze też.
maj 7, 2010
Reply
kiedy napisze coś Roderyk? on tak nie jojczy, a i chyba jego nie obowiązuje te 12 klatek na klatę.
@Robert: film „upadek” pierwsza klasa, czasami sam tak mam. może i Rudolf powinien kiedyś wyjść na miacho z bejem zamiast hasela? to bardzo… orzeźwia.
maj 7, 2010
Reply
chyba specjalnie wybrałeś najgorsze zdjęcia aby po kilku miesiącach powiedzieć że wspiąłeś się na wyższy poziom, oj nieładnie
maj 9, 2010
Reply
@Ania: na plener się piszesz? wspaniale :)
Odezwę się, jakby co.
@rbit9n: Roderyk ma szlaban, ale niewykluczone, że jak zwykle coś spsoci :/
@kobbal: nie, nie specjalnie :(
a szkoda.
maj 14, 2010
Reply
Witam i zapraszam do Bytomia. Na stówę będzie co pokazać na ZK. A co gorsza grozi to częstszymi powrotami w to miejsce. Oczywiście oprowadzę po co ciekawszych miejscach, tak żeby i mieć materiał i aparat na dłużej. Dobrego światła.