<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zawsze Kwadrat &#187; Artykuły</title>
	<atom:link href="http://zawsze-kwadrat.pl/category/artykuly/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://zawsze-kwadrat.pl</link>
	<description>Zawsze Kwadrat - One name. One legend.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Sep 2010 21:34:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Did you see fjords?</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/08/did-you-see-fjords/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/08/did-you-see-fjords/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2010 18:24:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rudolf</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Kadrowane w kwadrat]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[Plenery fotograficzne]]></category>
		<category><![CDATA[Polecane]]></category>
		<category><![CDATA[depresja]]></category>
		<category><![CDATA[fjordy]]></category>
		<category><![CDATA[geje]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek]]></category>
		<category><![CDATA[Maja]]></category>
		<category><![CDATA[mechanika kwantowa]]></category>
		<category><![CDATA[nerkowce]]></category>
		<category><![CDATA[plener]]></category>
		<category><![CDATA[stacja benzynowa]]></category>
		<category><![CDATA[toaleta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4464</guid>
		<description><![CDATA[fot. Jacek GąsiorowskiDwóch nieogolonych mężczyzn weszło dziarskim krokiem do budynku stacji benzynowej. Trzymali ręce w kieszeniach i starali się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z personelem obsługi. Zresztą, nawet gdyby ktoś im powiedział &#8222;Dzień dobry&#8221;, to i tak by nic nie zrozumieli, bo nie mówili po norwesku. Korzystając z faktu, że obsługa obiektu skupiona jest na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_top_ght size-medium wp-image-4498" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/backstage-boysband.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4498" title="backstage-boysband" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/backstage-boysband-225x300.jpg" alt="fot. Jacek Gąsiorowski" width="225" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 225225px;">fot. Jacek Gąsiorowski</div></div>Dwóch nieogolonych mężczyzn weszło dziarskim krokiem do budynku stacji benzynowej. Trzymali ręce w kieszeniach i starali się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z personelem obsługi. Zresztą, nawet gdyby ktoś im powiedział &#8222;Dzień dobry&#8221;, to i tak by nic nie zrozumieli, bo nie mówili po norwesku.</p>
<p>Korzystając z faktu, że obsługa obiektu skupiona jest na rozliczaniu zakupów normalnych klientów, wbili się bezpardonowo do malutkiego pomieszczenia kryjącego toaletę, wyjęli sprawnie z kieszeni szczoteczki do zębów oraz pastę, i&#8230; szybko, acz sprawnie dokonali pierwszej w tym dniu ablucji. Bez słowa wytarli twarz i ręce, schowali przybory i z niczym niezmąconym spokojem malującym się na świeżo wymytych obliczach opuścili stację benzynową. Ich błyskawiczna akcja nie uszła jednak uwadze wtopionemu w tło ochroniarzowi, który pokręcił z niesmakiem głową i wyszeptał gardłowo po arabsku: &#8222;Śmierdzący geje&#8221;.</p>
<p>Nie będziemy się zagłębiać w dalsze losy ochroniarza &#8211; dość powiedzieć, że wróciwszy do domu wyżalił się ze swojego niesmaku bratu, równie ortodoksyjnemu, co zaowocowało łańcuszkiem następnych telefonów i mejli, który to przeistoczywszy się w niekontrolowaną lawinę spowodował panikę i masakrę na pewnej bardzo znanej, acz kontrowersyjnej paradzie kilka dni później na zachodzie Niemiec. <span id="more-4464"></span></p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p>Zapewne co uważniejsi czytelnicy domyślili się już, że dwóch rzekomych gejów wcale gejami nie było &#8211; wręcz przeciwnie, jeden z nich przejawiał wyraźne tendencje homofobiczne; obydwaj za to pochodzili z Polski i nie myli się od dwóch dni. Ich historia jednak nie jest taka prosta, pozwólcie więc, że cofnę się o kilkanaście miesięcy wstecz.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4487" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/20100722139.jpg_effected.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4487" title="20100722139.jpg_effected" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/20100722139.jpg_effected-245x300.jpg" alt="fot. Jacek Gąsiorowski (komórką!)" width="245" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 245245px;">fot. Jacek Gąsiorowski (komórką!)</div></div>Obydwaj nasi bohaterowie w tamtym okresie pracowali w dużych firmach. Jedna z tych korporacji miała w zwyczaju organizować cykliczne &#8222;czaty&#8221; internetowe z najważniejszymi osobami z Zarządu. Ponieważ organizacja składała się z oddziałów w różnych państwach Europy Środkowo-Wschodniej, te wirtualne pogadanki odbywały się w języku angielskim. I tak się jakoś złożyło, że jeden z bohaterów tej opowieści na każdym czacie czytał z ekranu swojego monitora pytanie zadane z &#8222;anonimowego&#8221; tłumu; pytanie absolutnie niepasujące do korporacyjnych standardów i wprawiające w zdumienie za każdym razem kolejnego wysoko postawionego osobnika. Pytanie to brzmiało: &#8222;<em>Did you see fjords?</em>&#8221;</p>
<p>Ponieważ nasz bohater był stosunkowo wysoko zamocowany w hierarchii tej organizacji, jego chory i naładowany spięciami elektrycznymi umysł wykoncypował, że nadrzędnym celem w życiu powinno być odpowiedzieć na tak postawione pytanie twierdząco &#8211; w razie gdyby ktoś mu je kiedyś zadał. W międzyczasie jednak Los realizował swój własny plan, który sprawił, że obaj bohaterowie zostali bez pracy, za to z kieszeniami pełnymi&#8230; optymizmu.</p>
<p>I tak pewnego dnia&#8230;</p>
<p>&#8211; Rudolf?</p>
<p>&#8211; Halo! To ty?</p>
<p>&#8211; Rudolf, słyszysz mnie?</p>
<p>&#8211; Halo, halo! Jacek? Coś słaba jakość! Nic nie słyszę! &#8212; Rudolf trzymał przed ustami słuchawkę swojej komórki i wkurzał się niemiłosiernie na nowe technologie. Zwykle zawodziły go w ważnych sytuacjach.</p>
<p>&#8211; Pszszszz pszszsz krrrrrrrrrt pszszszszsz &#8212; usłyszał.</p>
<p>&#8211; Cooo?? Gdzie chcesz jechać?</p>
<p>&#8211; Kszszszrrrrrwegię! Na zdjęcia!</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ght size-medium wp-image-4474" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100730bk4-02-02.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4474" title="100730bk4-02-02" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100730bk4-02-02-300x300.jpg" alt=" " width="300" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;"> </div></div>&#8222;Fjordy!&#8221; &#8212; ni stąd, ni zowąd przemknęło naszemu brodatemu fotografowi.</p>
<p>&#8211; Jadę!!! Tylko wyślij mi mejla, a ja tu urobię małżonkę! &#8212; wykrzyknął i się rozłączył. Otarł pot z czoła i zamyśliwszy się zobaczył oczyma wyobraźni tę piękne kadry, które przywiezie.</p>
<p>Już nie mógł się doczekać.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p>Jeśli ktoś myśli, że wyjazd dwóch fotografów na plener fotograficzny odległy o tysiące kilometrów z zapasem Żołądkowej Gorzkiej oraz paroma kęsami Mielonki Turystycznej jest prosty, to się grubo myli. Dwóch fotografów, gdzie każdy posiada przerośnięte ego (tego nas uczy Internet, nie miejcie do nich żalu!) &#8211; to mnóstwo konfliktowych sytuacji każdego dnia. A dni miało być cztery.</p>
<p>Póki co nastał dzień pierwszy, panowie jechali granatowym Volvo na lotnisko &#8211; a Rudolf płakał.</p>
<p>Jacek czuł się dość nieswojo widząc łzy kolegi, ale mimo wszystko kontynuował opowieści &#8211; barwne dzieje fotografów, historie z tajemniczych krain, dzieje prawdziwe i zmyślone. Co prawda łzy brodacza wynikały z ukrytej wady jego oczu, które po prostu zbuntowały się w obliczu kaskad powietrza z klimatyzacji, ale mimo wszystko sytuacja wyglądała dramatycznie.</p>
<p>Równie dramatycznie wyglądała sytuacja, gdy panowie &#8211; późnym wieczorem, już na miejscu &#8211; odebrali wypożyczone auto: sprawdziwszy bagaż okazało się, że zmaltretowana torba kryje w swym wnętrzu równie zmaltretowane masło, które zapaskudziło połowę suchego prowiantu. Proces czyszczenia wszystkiego za pomocą mokrych chusteczek marki Bambino przerwał pracownik wypożyczalni aut, który zwyczajnie zbierał się do domu. Zobaczywszy dwóch Polaków, zapaskudzony masłem i chusteczkami asfalt, otwartą torbę z suchym prowiantem w nowiutkim aucie &#8211; zdążył tylko wykrzyknąć &#8222;<em>Sacrebleu!</em>&#8221; i stracił przytomność.</p>
<p>&#8211; Spoko, w razie co mam nerkowce &#8212; powiedział brodacz do kompana, widząc jego przygnębienie.</p>
<p>&#8211; Futerkowce?</p>
<p>&#8211; Nerkowce. Takie orzeszki.</p>
<p>&#8211; Aaaa &#8212; odpowiedział Jacek przytomnie. &#8212; Myślałem, że to jakieś zwierzątka i tak się właśnie dziwiłem, że ich w ogóle nie słychać.</p>
<p>&#8222;Tego dnia nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia&#8221; &#8212; zapisał Rudolf w swoim pamiętniku.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ght size-medium wp-image-4489" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/20100724295.jpg_effected.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4489" title="20100724295.jpg_effected" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/20100724295.jpg_effected-245x300.jpg" alt="fot. Jacek Gąsiorowski (też komórą :P)" width="245" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 245245px;">fot. Jacek Gąsiorowski (też komórą :P)</div></div>Dzień drugi nie przyniósł wielkiej poprawy &#8211; cały czas lało. Mimo, że obydwaj dżentelmeni mieli podobne aparaty i kadrowali w kwadrat, ich podejście było zgoła odmienne &#8211; jeden cieszył się z wszechobecnych, nawet narzucających się kadrów, drugi &#8211; wręcz przeciwnie: marudził i narzekał, że nie ma na czym oka zawiesić. Ewidentnie powstawało twórcze napięcie. Tylko co z tego, skoro zdjęcia robił tylko jeden z nich?</p>
<p>&#8211; Jak ty to robisz? &#8212; marudził brodacz. Jacek uśmiechał się tajemniczo i kadrował następne &#8222;zdjęcie dnia&#8221;. Nad jego ramieniem latała srebrna wróżka, niczym z Piotrusia Pana. Wydawała brzęczące odgłosy i sypała srebrnym pyłkiem.</p>
<p>&#8211; I kto to w ogóle jest?! &#8212; narzekał Rudolf. Stał z boku i zazdrościł ze wszystkich sił koledze, który ewidentnie miał wenę.</p>
<p>&#8211; To Maja.</p>
<p>&#8211; Ona leciała z nami, czy tutaj ją złapałeś? &#8212; Maruda pochylił się z wykrzywioną twarzą w kierunku latającego zjawiska. Zgrabna miniaturka kobiety zatrzepotała skrzydełkami i wypięła piersi.</p>
<p>&#8211; Całkiem niezła &#8212; mruknął brodacz pod nosem.</p>
<p>&#8211; O, tam jest fajne miejsce, i chyba można wejść. Idziemy? &#8212; rzucił Jacek i pognał wesoło na wielki głaz. Jego kolega powlókł się za nim smętnie rozglądając się na boki. Za chwilę rozległ się specyficzny trzask migawki Hasselblada i Jacek zmierzył światło na motywie, który właśnie sfotografował. Chwilę potem sytuacja się powtórzyła: najpierw trzask migawki, potem mierzone światło.</p>
<p>&#8211; Yyyyy &#8212; zagaił Rudolf do kolegi. &#8212; Czemu tak robisz?</p>
<p>&#8211; Ale co?</p>
<p>&#8211; No, najpierw robisz zdjecie, potem mierzysz. Trochę dziwne.</p>
<p>&#8211; Zawsze tak robię. I dlatego zawsze mam zajebiście naświetlone zdjęcia.</p>
<p>&#8211; Słuchaj, słyszałem o tym, że w mechanice kwantowej owszem, może istnieć coś takiego jak naruszenie związku przyczynowo-skutkowego. Ale w fotografii?</p>
<p>Zapadła chwilowa cisza.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4469" style="auto;"><img class="alignleft size-medium wp-image-4469" title="100808bk4-02-11-2" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100808bk4-02-11-2-298x300.jpg" alt=" " width="298" height="300" /><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 298298px;"> </div></div></p>
<p>&#8211; Chcesz powiedzieć, że twoja fotografia działa na granicy z mechaniką kwantową? &#8212; indagował Rudolf kolegę. Jacek ewidentnie znowu go wyprzedzał.</p>
<p>&#8211; Na granicy??? Ona przekracza tą granicę! &#8212; ten wykrzyknął i śmiejąc się okrutnie, z Mają na ramieniu zbiegł w kierunku samochodu.</p>
<p>Nie pozostawało nic innego, jak jechać dalej.</p>
<p>W samochodzie napięcie narosło; Jacek szeptał z Mają, a Rudolf z każdą minutą czuł się coraz bardziej wyobcowany. Niewykluczone, że właśnie dlatego za nocleg obrali stary, opuszczony cmentarz. Cmentarz zdaje się magiczny, bo w pewnym momencie Jackowi objawił się wspaniały, dumny jeleń z wielkim porożem &#8211; stali tak przez chwilę naprzeciw siebie bez ruchu. W końcu jeleń mignął w krzaki.</p>
<p>&#8211; Według wierzeń pogańskich, jeleń z porożem to symbol Rogatego Boga. Męskiej Witalności. Partnera Wielkiej Bogini &#8212; szeptała Maja Jackowi do ucha. &#8212; Zwykle czeka w miejscu, które jest z zasady pozbawione życia, więc jakby wszystko się idealnie składa. To Spotkanie Mocy!</p>
<p>Fotografowie spojrzeli po sobie bez słowa.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4488" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/20100723248.jpg_effected.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4488" title="20100723248.jpg_effected" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/20100723248.jpg_effected-245x300.jpg" alt="fot. Jacek Gąsiorowski (sami wiecie czym)" width="245" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 245245px;">fot. Jacek Gąsiorowski (sami wiecie czym)</div></div>Dzień trzeci przyniósł wreszcie prawdziwe fiordy. Takie, jakie widuje się czasem na plfoto &#8211; z samotnymi łódeczkami i innymi bajerami. Fiordy jako takie, okazały się miłe i oswojone &#8211; i nawet nie gryzły. Mimo wszystko niewiele się działo, bo Rudolf musiał załatwiać biznesy przez telefon, a Jacek wciąż szeptał z Mają o swoich sprawach. Jednak w końcu pojawiło się miejsce, które lekko podniosło ciśnienie obydwu fotografom &#8211; zatrzymali migiem auto i wyskoczyli z aparatami. Po czym wskoczyli migiem z powrotem, bo gruby, łysy Norweg przepędził ich z dopiero co przystrzyżonej trawki.</p>
<p>&#8211; Ju ken bi hier, bat kennot park e kar &#8212; tłumaczył łagodnie.</p>
<p>Zniecierpliwieni (bo kadry uciekają) bohaterowie przestawili auto i rzucili się w pogoń za obrazami.</p>
<p>Oczywiście na miejscu dostojnie zwolnili i uważnie, acz dyskretnie obserwowali wszystko dokoła: rzekę, poruszane wiatrem gałęzie, chmury i bawiące się dzieci. Rudolfowi pięknym wydało się, że każdy z nich wygląda na zachwyconego miejscem i okolicznościami, a jednocześnie kierują obiektywy w skrajnie różne miejsca. Myśląc o tym aż się do siebie uśmiechnął, ustawiając jednocześnie aparat tak, by złapać bawiącego się w wodzie chłopca.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ght size-medium wp-image-4473" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100730bk4-02-04.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4473" title="100730bk4-02-04" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100730bk4-02-04-300x300.jpg" alt=" " width="300" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;"> </div></div>&#8211; Jak jest? &#8212; kolega z pląsającą Mają na ramieniu podszedł i stanął przed obiektywem brodacza. Widząc, że ten ma ewidentnie (wreszcie) wenę uśmiechnął się szeroko.</p>
<p>Rudolf milcząco machnął ręką, dając znać, by kolega odsunął się w prawo, na co ten uśmiechnął się jeszcze szerzej.</p>
<p>&#8211; Spieprzaj! &#8212; syknął brodacz zniecierpliwiony, skutecznie gasząc przyjaciela.</p>
<p>Tamtem odszedł, zwiesiwszy głowę; po czym popatrzył z boku przestępując z nogi na nogę.</p>
<p>&#8211; Myślisz, że ma zapędy pedofilskie? &#8212; szepnął wreszcie do srebrnej postaci ze skrzydełkami. Ta roześmiała się perliście, ale nic nie odpowiedziała. Wreszcie &#8211; po dziesięciu minutach &#8211; rozległ się długo wyczekiwany trzask migawki i Triumfujący Rudolf dołączył do &#8222;ferajny&#8221;.</p>
<p>Ta noc była zdecydowanie jaśniejsza &#8211; obydwaj bohaterowie spali głęboko i spokojnie, mimo, że znowu wypadło nocować przy lokalnym cmentarzyku. Tym razem jednak żaden łoś się nie zjawił.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p>Czwarty dzień oznaczał powrót &#8211; i prawdopodobnie dlatego do zespołu zawitała depresja.</p>
<p>&#8211; Mam depresję &#8212; marudził brodacz prowadząc auto.</p>
<p>&#8211; I nie wiem, co dalej &#8212; kontynuował, jako że nie wzbudził wielkiego zainteresowania. &#8212; Może powinienem robić więcej zdjęć? Ale jak nie ma kadrów&#8230;</p>
<p>&#8211; Też bym zrobił łódeczkę &#8212; mruczał schylonemu nad kolejnym kadrem koledze &#8212; ale nie umiem.</p>
<p>&#8211; Zrobiłbym cokolwiek, byle przełamać złą passę. A może to twoja wina, ta depresja? &#8212; zastanawiał się idąc z przyjacielem przez krzaki i kamienie, w kierunku opuszczonego pomostu.</p>
<p>&#8211; Chociaż ja wiem? Może to dlatego &#8212; ciągnął prowadząc auto, coraz bardziej pewien, że nikt go nie słucha &#8212; że nie noszę od rana mojej magicznej czapeczki?</p>
<p>&#8211; Zatrzymaj tutaj &#8212; gorączkowo rzucił Jacek wyjmując sprzęt i światłomierz.</p>
<p>&#8211; Jasne, czemu nie &#8212; ponuro skwitował brodacz i wcisnął hamulce.</p>
<p>&#8211; Wiesz, ja chyba mam problem &#8212; sapnął ledwo nadążając za kolegą &#8211; szli w kierunku samotnego drzewka, a lokalni młodzieńcy przerywali ze zdziwieniem koszenie trawy, patrząc na dwóch dziwaków.</p>
<p>&#8211; Wiem, masz depresję.</p>
<p>&#8211; Nie, nie, poważniejszy. Bo widzisz&#8230; &#8212; Rudolf spauzował, zbladł, złapał się za czapeczkę, drugą ręką ogarnął dyndający światłomierz i torbę z aparatami, po czym pognał co sił w kierunku najbliższej toalety.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4471" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100808bk4-01-08a.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4471" title="100808bk4-01-08a" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100808bk4-01-08a-300x300.jpg" alt=" " width="300" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;"> </div></div>Dziesięć do piętnastu minut później wrócił do Jacka, który oczywiście już dawno skończył robić zdjęcia.</p>
<p>&#8211; Jestem &#8212; oznajmił dziarsko. Rozejrzał się, po czym kiwnął z aprobatą głową:</p>
<p>&#8211; To drzewko jest całkiem niezłe. Tylko ja tu potrzebuję&#8230; &#8212; wystawił język, odwrócił się tyłem do fotografowanego obiektu i spojrzał w trzymany nad głową (do góry nogami i odwrócony tyłem) aparat.</p>
<p>&#8211; Znowu znalazłeś jakieś futerkowce? &#8212; z niesmakiem skomentował kolega, po czym zrobił zdjęciem oszalałego Rudolfa komórką.</p>
<p>&#8211; Tak! Teraz czuję, że żyję! &#8212; wykrzyknął Rododendron i pognał do auta popychając przyjaciela przed sobą.</p>
<p>Jakby na potwierdzenie tych słów kilkadziesiąt minut później znów zjechał na pobocze i z wdziękiem &#8222;trzasnął&#8221; następną &#8222;fotkę&#8221;.</p>
<p>&#8211; Widzisz, widzisz?! Już wiem, co trzeba, żeby wypaść z depresji i złapać wenę! Już wiem! &#8212; cieszył się jak dziecko.</p>
<p>Jacek i Maja spojrzeli po sobie w milczeniu.</p>
<p>&#8211; W sumie wyjazd był super &#8212; opowiadał potem Jacek na wspomnieniowej imprezie &#8212; ale ja na razie nigdzie się z Rudim nie wybieram. Ot, czasu nie mam.</p>
<p style="text-align: center;"><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_nter size-full wp-image-4470" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100808bk4-01-11a.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-4470" title="100808bk4-01-11a" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/100808bk4-01-11a.jpg" alt=" " width="637" height="640" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 637637px;"> </div></div></p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4464&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4464" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/08/did-you-see-fjords/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/05/o-tym-jak-fotografia-analogowa-przyniosla-mi-ulge/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/05/o-tym-jak-fotografia-analogowa-przyniosla-mi-ulge/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 May 2010 18:38:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam Podstawczyński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Marudzenie]]></category>
		<category><![CDATA[Plenery fotograficzne]]></category>
		<category><![CDATA[antykwariat]]></category>
		<category><![CDATA[barter]]></category>
		<category><![CDATA[kot]]></category>
		<category><![CDATA[obserwator]]></category>
		<category><![CDATA[Scott Kelby]]></category>
		<category><![CDATA[starocie]]></category>
		<category><![CDATA[ulga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4407</guid>
		<description><![CDATA[Słowo wstępu od Rudolfa: zastanawiałem się, czy publikować taki wpis, ale po rzucie monetą i odczycie fusów z filiżanki po kawie wyszło, że tak. Zdaję sobie sprawę, że może on zostać odczytany jako głos w wojnie analog-cyfra, ale jeśli potraficie &#8211; zdystansujcie się od tego i po prostu przeczytajcie historię pewnego człowieka. Warto. Siostry, fot.: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Słowo wstępu od Rudolfa: zastanawiałem się, czy publikować taki wpis, ale po rzucie monetą i odczycie fusów z filiżanki po kawie wyszło, że tak. Zdaję sobie sprawę, że może on zostać odczytany jako głos w wojnie analog-cyfra, ale jeśli potraficie &#8211; zdystansujcie się od tego i po prostu przeczytajcie historię pewnego człowieka. Warto.</em></p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4408" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/Siostry_Ilford_Pan_50.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4408" title="Siostry_Ilford_Pan_50" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/Siostry_Ilford_Pan_50-300x300.jpg" alt="Siostry, fot.: Adam Podstawczyński" width="300" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;">Siostry, fot.: Adam Podstawczyński</div></div>Rodzina i znajomi pytają mnie, dlaczego właściwie robię zdjęcia „tymi starociami”. Na filmie. Przecież aparat cyfrowy robi lepsze. I taniej. I szybciej. Wiem, nikomu nie muszę tłumaczyć się ze swojego hobby. Kultura zachodu nauczyła nas, że hobby drugiego człowieka to świętość, a jak ci się nie podoba, to twoja sprawa, ale stul pysk. A jednak nigdy nie mogę oprzeć się pokusie wytłumaczenia się. Może dlatego, że nie umiem powiedzieć „stul pysk” drugiemu człowiekowi; może dlatego, że lubię rozmawiać o tym, co lubię; a może dlatego, że – jak zaobserwowałem – mówiąc, wpadam na pomysły.</p>
<p>Więc moje tłumaczenia są za każdym razem inne i pewnie bliscy dawno już zaobserwowali niski poziom powtarzalności wypowiedzi; zapewne znudzili się nimi też. I w ogóle pytają z grzeczności, albo żeby zagaić temat. A jest chyba tak (stan na bieżący dzień, bo przecież jutro może być już inaczej):</p>
<p>Krótka – kilkuletnia – i intensywna przygoda z fotografią cyfrową kojarzy mi się teraz z wygiętym w łuk kotem, który trwa w osłupieniu, przerażeniu i krańcowym napięciu. Trzaskanie setek, tysięcy zdjęć; palec drżący nad spustem migawki tak, że czasami wyzwala go przypadkowo; ekran wyświetlacza zaparowany od oddechu; a potem, dla odmiany, serce łupiące od… bezdechu! Tak, miałem nos przypłaszczony do aparatu i często łapałem się na bezdechu. W oczekiwaniu na moment. Potem trzepnięcie, zerknięcie na ekran, znów przypłaszczony nos, znów trzepnięcie. Bezdech. Napięty jak struna kot.<span id="more-4407"></span></p>
<p>Wbrew pozorom nie mowa o reporterce. Nawet nie o jakichś ślubach. Ani o sporcie. Tak można robić zwykłe zdjęcia, o zgrozo. Dzieci, budynki, ptaszki, kwiatki, krajobrazy. Wbrew pozorom secundo: nie jestem bezkrytyczny wobec kompozycji i jakości. Wręcz przeciwnie, ogromna większość zdjęć lądowała w koszu. I wiedziałem z góry, jeszcze przed naciśnięciem spustu, które wyląduje. I naciskałem. Bo trwałem w stanie napięcia mięśniowo-mózgowego, które kazało naciskać.</p>
<p>Przesilenie przyszło w lipcu 2009 podczas tak zwanego „Kelby Photo Walk”. Pod egidą człowieka-orkiestry świata fotografii cyfrowej Scotta Kelby&#8217;ego na całym świecie organizowane są przechadzki z aparatami. Ponieważ moje uzależnienie i tak nie pozwalało mi już wychodzić z domu bez aparatu, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Zapisałem się i wziąłem udział w spacerze. Grupka ludzi obwieszona sprzętem ruszyła na obfotografowywanie jednego z miast Zachodu. Cykali wszystko, wszędzie i w każdym kierunku. Chwilami klekot luster przypominał trzepot skrzydeł. Był chaotyczny, równomierny. Jak deszcz. Chaosowi przewodniczył tamtejszy organizator spaceru, który miał specyficzną metodę fotografowania: trzymał aparat niby niedbale, nigdy przy twarzy, niby to idąc sobie ot tak, a w rzeczywistości celując w przechodniów, kobity z zakupami, zatroskanych starców, dzieciaki w wózkach, i raz po raz cykając, cykając, cykając. Czasem zarzucał aparat niby to przez ramię, i znowu cyk. Czasem niczym rewolwerowiec strzelał z pasa. A zawsze w ludzi.</p>
<p>Mój kot był już wtedy mocno wygięty. Z jednej strony chciałem fotografować, poszukiwałem części wspólnej z tymi ludźmi &#8212; mieli przecież takie same narzędzia i ten sam cel: zrobić zdjęcie. Z drugiej strony czułem bezdenną głupotę tej sytuacji i nie mogłem nie zauważać spojrzeń przechodniów, którzy, całkiem słusznie, patrzyli na nas jak na pospuszczane ze smyczy charty. Pogoń za zdobyczą, wywieszone jęzory.</p>
<p>Zapytałem organizatora, ile z takich zdjęć cykniętych praktycznie na oślep uznaje potem za warte zachowania. „Około 1 procenta” – odpowiedział. Zanim stawiłem się na spacerze, oglądałem zdjęcia na jego blogu. Wydawały mi się nawet niezłe – ciekawa perspektywa z pasa i ludzie na pasach; jakieś rozmyte twarze i ostra latarnia; żebrak niebanalnie ukomponowany (w kadrze mieścił się tylko kawałek twarzy). Z brudem dodatkowo wzmocnionym cyfrowym algorytmem – widocznie nie był dość brudny.</p>
<p>Po spacerze nie mogłem patrzeć na jego zdjęcia. Te same zdjęcia.</p>
<p>Ale wtedy jeszcze kot żył. Na razie zrezygnowałem – właściwie uciekłem! – ze spaceru gdzieś w połowie. Nie mogłem tego znieść. Wtedy, choć wciąż zafascynowany techniką cyfrową, miałem już dość dobrze wyrobiony pogląd na tzw. street photo: nienawidziłem tego. Dobra, nie podawajcie mi tu za przykład zdjęć mistrzów gatunku – każdemu się podobają i trudno nie gapić się na nie z rozdziawioną gębą. Nie o te chodzi. Chodzi o współczesną fotografię uliczną w wydaniu tanim, traktowaną trochę jak codzienna porcja kofeiny, którą musi spożyć każdy fotograf-amator, a trochę jak sport ekstremalny („pokaż, do czego jeszcze jesteś zdolny”). Zdjęć pierdykniętych znienacka, z ukrycia, spod brzucha; płaskich scenek wydłubanych z tłumu teleobiektywem; i przeciwnie, scenek wydętych szerokim kątem; uchwyconych grymasów, które tak naprawdę są niczyje; zdjęć zatłoczonych, bezdusznych, bezsensownych.</p>
<p>Sam, chodząc z aparatem po ulicach, wyznawałem zasadę „najpierw pogadaj, potem zrób zdjęcie”. Zagadywałem ludzi, z którymi akurat miałem do czynienia. Od sprzedawców na straganie przez kelnerów w restauracjach po bezdomnych na ławkach z zamiarem zrobienia zdjęcia. Co ciekawe, sama rozmowa często przeciągała się, zdjęcie odchodziło na dalszy plan; czasem wręcz traciło sens. Uwielbiałem to, mam dziesiątki fotek zrobionych ludziom, z którymi gadałem. Street photo uczestników spaceru – pospieszne, na hurra i łapu capu, nieprzemyślane, nachalne, chamskie – było tym, co wtedy mnie stamtąd przepłoszyło.</p>
<p>Przepłoszony, w poszukiwaniu spokoju uciekłem do pobliskiego antykwariatu. Byłem tam już kilka razy, kilka razy kupowałem tu książki. O fotografii, o lokalnych legendach. W księgarni delikatnie – i przyjemnie – zalatywało książkową stęchlizną. Było przytulnie, a książki skutecznie wygłuszały hałas ulicy. Przejrzałem parę tomów, ale nie chciałem nic kupować. Wszedłem tam tylko po to, aby złapać oddech, bo mi go znowu brakło. Właściwie już miałem wychodzić, kiedy spostrzegłem, że w drzwiach stoi teraz właściciel księgarni. Wcześniej nigdy go nie widziałem, bo zawsze za ladą stała jego żona. Dziś był on sam – człowiek siwy, w wieku mojego ojca, ale trzymający się bardzo prosto, przystojny. Miał na nosie okulary do czytania, ale nie patrzył przez nie, tylko sponad oprawek obserwował ulicę i przechodniów.</p>
<p>Postanowiłem zrobić mu zdjęcie. W drzwiach księgarni. Oczywiście, moim sposobem, poprzedzając to rozmową. Pokręciłem się jeszcze trochę, poprzeglądałem, wreszcie zdobyłem się na odwagę i do niego podszedłem. Przywitanie, nazywam się tak i tak, jestem stąd i stamtąd, ładna pogoda i tak dalej. Mężczyzna odpowiedział na przywitanie, obejrzał mnie ciekawie, po czym rzucił krótką piłkę:</p>
<p>– Jeśli zamierza mi pan zrobić zdjęcie, proszę od razu wybić to sobie z głowy.</p>
<p>Zamurowało mnie. Tak, zdarzały mi się odmowy zrobienia zdjęcia. Chichoty zawstydzenia, oburzenie i pretensje, pytania o celowość, pytania o prywatność, pytania o kwalifikacje, głupie tłumaczenia na około, wymawianie się brakiem czasu. Jednak pierwszy raz ktoś uprzedził moje pytanie, a na dodatek wymierzył precyzyjnie i bezwzględnie. Dziwne, bardzo dziwne. Ale musiałem wyjść z tego z twarzą. Nie było też sensu udawać, że nie chodziło mi o pstryk.</p>
<p>– Tak, rzeczywiście chciałem zrobić panu zdjęcie – przyznałem. – Ale jeśli pan sobie nie życzy, nie ma sprawy. Tylko… właściwie dlaczego nie?</p>
<p>Nie oburzył się moim pytaniem. Nie odpowiedział, że to nie moja sprawa. Nie powoływał się na prywatność, ochronę wizerunku ani inne, pfuj, świętości. Zaczął rozmawiać. O fotografii i filmie. Mówił o Diane Arbus, o Susan Sontag, ze względu na moją narodowość o Kieślowskim. Był oczytany, co chwilę mnie zaginał. Ale nie czułem skrępowania, stworzył mi swobodę dialogu. Nie próbował osaczyć, przybić erudycją. Sam nie fotografował, ale na fotografii znał się, bo jak się okazało kiedyś redagował opisy do almanachów fotograficznych. Zresztą znał się chyba po trochu na wszystkim, jak to każdy człowiek, który zawodowo zajmuje się książkami. Mówiliśmy też o rzeczach zwykłych – ja o moich innych zainteresowaniach, o rodzinie, o pracy. On o słabej sprzedaży książek, też o rodzinie, o jego obserwacjach życia z drzwi księgarni. A obserwatorem był niezłym.</p>
<p>Kazał mi przyjrzeć się pewnemu Polakowi, który w sąsiadującym małym Tesco pracował jako ochroniarz. Polak ów miał mieć niezwykłą siłę przekonywania.</p>
<p>– Spójrz na nastolatków, którzy tam piją piwo. Trzech innych ochroniarzy próbuje ich przepędzić i nic nie wskórają, bo ci młodzi są wyszczekani, pijani i szukają rozróby. A ten Polak, chociaż chudy i zupełnie niepozorny, a mundur wisi na nim jak na kiju, podejdzie, powie kilka słów, i go posłuchają.</p>
<p>Z niedowierzaniem patrzyłem, jak chudy chłopak o prostych, ciemnych włosach podchodzi i spokojnie prosi tych małolatów o odejście spod sklepu. Ci oburzają się jeszcze, coś dogadują, trochę się stawiają, a chudy ochroniarz nie wścieka się, nie podnosi głosu, tylko po prostu powtarza prośbę. Pijąca dzieciarnia niby jeszcze dyskutuje, ale już z głowami spuszczonymi, już zabierają puszki, już idą, za chwilę nie ma po nich śladu. Polak odprowadza ich wzrokiem, potem wraca do patrolowania. Trzech ochroniarzy, którzy nie dali im rady, patrzy na młodego z podziwem.</p>
<p>Byłem zafascynowany. Spokojnym i śmiertelnie przekonywującym Polakiem-ochroniarzem oraz księgarzem-obserwatorem. A ten ostatni, jak gdyby nigdy nic, rzucił:</p>
<p>– Fotografowanie to barter, handel wymienny. Obie strony muszą coś z tego mieć: fotograf i fotografowany.</p>
<p>Potem nie powiedział już nic więcej na temat fotografii, ale to jedno zdanie zapamiętałem dobrze. Bardzo dobrze, bo to właśnie ono ostatecznie przetrąciło grzbiet kotu i zmieniło moje spojrzenie na robienie zdjęć. Nie wiem, czy cytował kogoś, czy to była jego myśl, ale trafił w sedno. Fotografując od wielu lat koncentrowałem się praktycznie na jednym: na uzyskaniu obrazu. Zgłębiałem tajniki powstawania obrazu, jego kolorów i kresek, jego składowych technicznych i kompozycyjnych, sztuczek pozwalających uzyskać efekt, efektów pozwalających wywołać zachwyt; w dążeniu do uzyskaniu obrazu, popadałem w obłęd, zakładając, że jeśli zrobię więcej zdjęć, to mam statystycznie większą szansę uzyskania zadowalającego obrazu; robiłem więc tych zdjęć tysiące, a napinałem się przy tym jak struna, bo wiedziałem o technikach już bardzo dużo, a zdjęcia nie wychodziły takie, jak chciałem. Kot zjeżył się na maksa, a wskórał niewiele. Nie rozumiałem, że obraz nie jest celem fotografii.</p>
<p>Rozmawiałem z księgarzem dobrą godzinę. Kiedy wyszedłem, nie chciałem już robić zdjęć. Nie wtedy, ale w ogóle.</p>
<p>Odechciało mi się zupełnie. Byłem po przesileniu, z przetrąconym kręgosłupem. Myślałem, że świat runie, bo fotografia – choć tak durna w moim wykonaniu – była dla mnie ważna. A jednak nie runął. Zapragnąłem sprzedać cały sprzęt fotograficzny i odczuwałem wielką ulgę, że… <strong>nie muszę  już fotografować.</strong></p>
<p>Jakiś czas później rzeczywiście sprzedałem cały sprzęt. Jakie to dziwne, że godzinna rozmowa może zmienić pieczołowicie gromadzony skarb w kupę złomu, którego jak najszybciej chcemy się pozbyć. Miałem wrażenie, że zacząłem oddychać pełną piersią. I wtedy pojawiła się ona – fotografia analogowa.</p>
<p>Nie, nie była mi zupełnie obca. Znaliśmy się jeszcze z czasów jedynego słusznego Fotopanu HL sprzedawanego w wielometrowych rolach. Ale wtedy nie byłem jej wart – nastolatek, fotografowałem co popadnie i wywoływałem z rozdziawioną gębą. Fascynował mnie cud powstawania obrazu, nie obchodziła mnie jego zawartość. Trochę podobnie jak potem z cyfrą, tyle że wtedy jeszcze nie stroszyłem sierści na grzbiecie.</p>
<p>Teraz zakochałem się od nowa, bardziej świadomie. „Świadome” zakochanie polegało na tym, że wiedziałem, do czego fotografia jest mi potrzebna. Wiedziałem, czego szukam, i aparat analogowy na to pozwalał. Szukałem porozumienia z osobą fotografowaną. Takiego kontaktu z człowiekiem, w którym liczymy się ja i on, a udział pośredników jest minimalny. Nadal szukałem rozmowy, ale teraz nie prowadziłem jej po to, żeby zrobić zdjęcie. Rozmowa stała się celem. Zafascynowała mnie odmienność ludzi i ich losów; poczyniłem nowe obserwacje na temat ludzi; zacząłem doceniać te cechy innych, które dotychczas mnie drażniły, oraz zżymać się na cechy własne, które dotychczas wydawały mi się moim sacrum. Naturalnie, wszystkie te przemiany miały tło znacznie głębsze niż fotografia; ale fotografia to przecież sposób patrzenia na świat. Dla osób, dla których jest ważna, fotografia jest ważną częścią postrzegania rzeczywistości i odwrotnie: to, co myślą o innych, warunkuje sposób fotografowania. Fotograf tworzy obraz, ale obraz stwarza fotografa – to drugi poziom „barteru”, którego być może nie miał na myśli mój rozmówca z księgarni. Skoro zaś fotografia przeplata się z postrzeganiem, użyte w fotografii medium można przyrównać przynajmniej do nastroju, jeśli nie do samej duszy. Ostrość, precyzja, bezbłędność, skuteczność, powtarzalność, twardość, matematyczność, kolczastość nośnika cyfrowego. Miękkość, niedokładność, przypadkowość, rozmycie, chemiczność, mokrość i śliskość kliszy. Klisza jest bliższa człowiekowi. Cyfra jest potrzebna, ale trzeba ją stosować z rozwagą, jak brzytwę, bo rani wizerunek człowieka. Film nie nadaje się do wszystkiego, ale odwzorowany na nim człowiek jest otulony i bezpieczny. Klisza jest bawełną, cyfra jest poliestrem. I tak dalej.</p>
<p>W „Doktorze Żywago” był taki akapit o tym, że każda miłość ma w sobie coś z litości. Zastanawiam się, jak dużo jest w moim nowym zakochaniu zwykłej litości do tej starej techniki, chyba skazanej na powolną śmierć. Ile pragnienia, by jak najdłużej utrzymać ją przy życiu. I jeszcze, ile nostalgii do aparatów-dziaduszków, ile potrzeby ceremoniału zakładania kliszy, ile tęsknoty za zapachami ciemni. Może ja sobie to wszystko wmawiam i może wszyscy dookoła mają rację? Przecież tak jest drożej, nie mydlmy sobie oczu. Przecież mniej praktycznie – to oczywiste. Przecież zdjęcia wychodzą gorzej…</p>
<p>Czyżby? Chyba jednak wychodzą lepiej. Lepiej według mnie. To „według mnie” jest bardzo ważne. Fotograf-zawodowiec pracuje dla innych. Fotograf-amator dla siebie. Jasne, musi być krytyczny wobec siebie i własnego gustu, ale nie może przestać uznawać własnego nastroju i, właśnie, chyba jednak duszy. Owszem, technikami cyfrowymi można zasymulować kliszę. Podobnie jak dobrym syntezatorem idzie zasyntezować cały band jazzowy, a jednak nikt nie przyjdzie na gig choćby najlepiej zaaranżowany na keyboardzie, kiedy obok będzie grał choćby i lichy zespół, ale na prawdziwych instrumentach.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ght size-medium wp-image-4409" style="auto;"><img class="alignright size-medium wp-image-4409" title="Poniedzialkowy_ranek_TMAX_100" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/Poniedzialkowy_ranek_TMAX_100-200x300.jpg" alt="Poniedziałkowy ranek, fot.: Adam Podstawczyński" width="200" height="300" /><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 200200px;">Poniedziałkowy ranek, fot.: Adam Podstawczyński</div></div></p>
<p>Sensem wymiany handlowej nie jest samo wzajemne przekazanie towarów o podobnej wartości. Prawdziwy sens polega na tym, abyś ty przekazał mi to, co jest mi potrzebne, a ja tobie to, co tobie jest potrzebne. Wymiana podczas fotografii nie obejmuje obrazu; obraz jest tylko produktem ubocznym. Wymieniamy się stanami ducha, słowami, spojrzeniami, nastrojami, oczekiwaniami, obietnicami. Ja daję tobie upust dla słów, ty dajesz mi swoje zainteresowanie. Ja tobie daję kontekst do ponarzekania na świat; ty mnie nadzieję, że nie jestem sam na świecie. Jeśli z tego wyjdzie zdjęcie, to dobrze. Jeśli nie – nie szkodzi.</p>
<p>Jestem z natury gadułą. I człowiekiem, który się tłumaczy. Nawet jeśli wiem, że mam rację, czuję potrzebę wytłumaczenia się. Nie lubię tego u siebie; wolałbym być jak ten ochroniarz sprzed Tesco, który po prostu mówi jak ma być. Wtedy powiedziałbym: „fotografia analogowa jest lepsza”. I tyle. Tymczasem wyszło z tego kilkanaście akapitów, a nadal nie wiem, czy tą gadaniną dotknąłem sedna. Ale jeśli nie, to jest ono gdzieś w pobliżu.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4407&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4407" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/05/o-tym-jak-fotografia-analogowa-przyniosla-mi-ulge/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>83</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Metro</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/04/metro/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/04/metro/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Apr 2010 17:45:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rudolf</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[egzekucja]]></category>
		<category><![CDATA[krzesło]]></category>
		<category><![CDATA[metafora]]></category>
		<category><![CDATA[metro]]></category>
		<category><![CDATA[Nabokov]]></category>
		<category><![CDATA[zbrodniarz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4219</guid>
		<description><![CDATA[Nie wiem, kiedy to się zaczęło. Wiem za to, że nie ma co pytać &#8222;dlaczego&#8221;. Dla mnie świat jest po prostu tak skonstruowany. Wierzcie, lub nie, ale poznaję podobnych sobie na pierwszy rzut oka. Sposób patrzenia, czy wyraz twarzy &#8211; nie mam pojęcia, o co chodzi, ale tak po prostu jest. Możecie mi wierzyć, lub [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wiem, kiedy to się zaczęło. Wiem za to, że nie ma co pytać &#8222;dlaczego&#8221;.</p>
<p>Dla mnie świat jest po prostu tak skonstruowany. Wierzcie, lub nie, ale poznaję podobnych sobie na pierwszy rzut oka. Sposób patrzenia, czy wyraz twarzy &#8211; nie mam pojęcia, o co chodzi, ale tak po prostu jest. Możecie mi wierzyć, lub nie.</p>
<p>Wychowałem się w porządnym domu. Moja matka też pochodziła z porządnej rodziny, i wprowadziła surowe zasady do naszego wychowania, za co chyba powinienem być jej wdzięczny. Zawsze starałem się więc być dobrym człowiekiem: pierwszy mówiłem starszym &#8222;dzień dobry&#8221;, nie żułem gumy w czasie rozmowy, czciłem ojca swego i matkę swoją, nie kradłem, nie pożądałem żony bliźniego swego, i tak dalej.</p>
<p>Oczywiście, miałem swoje problemy już od dzieciństwa &#8211; wielu rzeczy nie potrafiłem zrozumieć, czy też &#8222;poczuć&#8221;. Tam, gdzie inni potrafili się zachować w sposób wręcz instynktowny, ja musiałem zanalizować sytuację, by dopasować się do otoczenia. Szczególną trudność sprawiały mi momenty, gdy otaczało mnie dużo ludzi; każdy z nich oznaczał osobną porcję danych do analizy i to było męczące na tyle, że wręcz irytowały mnie spotkania w większym gronie. Nie, &#8222;irytowały&#8221; to złe słowo. Wkurwiałem się. Właśnie tak.<span id="more-4219"></span></p>
<p>Ale mimo to, nadal starałem się być dobrym człowiekiem. Ponieważ rodzice tłumaczyli, że nauka w szkole jest bardzo ważna, zrobiłem tak, by przynosić do domu dobre stopnie. Gdy nauczyciele w szkole mówili, że wartościowy człowiek to ten, który dużo czyta &#8211; wypożyczałem mnóstwo książek i połykałem je jedna za drugą. Z książek z kolei wyczytałem, że powinienem znać języki i grać na jakimś instrumencie. Nauczyłem się więc, prócz obowiązującego angielskiego władać niemieckim, oraz zapisałem się na lekcje gry na fortepianie. Muzyka zresztą odkąd sięgam pamięcią odgrywała w moim życiu ważną rolę, więc nie miałem jakichś trudności z tym graniem.</p>
<p>Oczywiście miałem też problem z dziewczynami &#8211; w tych tematach chyba zawsze największą rolę gra wyczucie chwili, jak sądzę. Pozostałem więc samotny aż do dziś, acz drobne i krótkotrwałe związki pozwoliły mi zaznać rozkoszy seksu nie jeden raz.</p>
<p>Wiem, że powinienem też wspomnieć o jakichś dramatycznych zdarzeniach z dzieciństwa, ale po prostu takich nigdy nie było. Powtórzę się, ale taka jest prawda &#8211; odkąd istnieję, staram się być normalnym, przystosowanym i dobrym człowiekiem.</p>
<p>Ja to widzę tak &#8211; bo myślałem nad tym niejednokrotnie; macie wokół siebie mechanizm stworzony przez was samych, którego nie dość, że nie kontrolujecie, nie dość, że nie rozumiecie, to jeszcze nie wiecie o jego istnieniu. Tak zwane społeczeństwo to płytkie określenie dotykające tylko gładkiej powierzchni, która kryje tyle, że zwykle&#8230;</p>
<p>Okej. Bez pouczania, bez wywyższania się, bez uogólniania i niezrozumiałych gadek. W sumie nie mam aż tyle czasu.</p>
<p>To może tak: gdybym chciał to zwizualizować, to&#8230; porównałbym ten stan do, powiedzmy, pociągu metra. Nie, metra może nie, bo zbyt regularnie jeździ. No, chyba że takiego rozregulowanego. No więc pociąg. Stoję na tej stacji i czekam, aż mnie zabierze. A gdy już wsiadam i odjeżdżam, to właśnie wtedy jest tak, jak z pociągiem &#8211; to nie ja kieruję, w którą stronę pojadę i kiedy skręcę (lub przyspieszę, czy się zatrzymam). Tym już kieruje co innego, nie wiem co.</p>
<p>Taaaa&#8230; to z metrem jest dobre. No więc wjeżdżam w ciemny tunel &#8211; i tu jest ten moment, gdzie się różnimy. Dla normalnego człowieka wjazd w ciemny tunel kojarzy się z niepokojem &#8211; a ja to kocham. Czuję dreszcz rozkoszy, jak podróżnik wybierający się w następną przygodę. A tunel jest wyjątkowo ciemny i nieprzyjemny &#8211; wielu na sam jego widok poczuje dyskomfort. Potem wszystko dzieje się bardzo szybko &#8211; jak chcesz wiedzieć jak, to poobserwuj przemykające elementy w pędzącym metrze. Właśnie tak szybko.</p>
<p>I tyle. Potem wracam i staram się znów być dobrym człowiekiem.</p>
<p>Tyle, że nie jestem sam. Mówię &#8211; są tacy jak ja, przygotowani i czekający na wjechanie w ten sam, ciemny tunel. Wiem, że to robią, poznaję ich i wiem, że to was przeraża. I tak, jak patrzyliście setki razy na mnie bez podejrzeń, tak mijacie też ich, każdego dnia &#8211; czując instynktowny szacunek, bo są zwykle dobrze ubrani, wręcz z klasą. Często młodzi, mili, bardzo grzeczni&#8230;</p>
<p>Ta metafora ze stacją metra podoba mi się jeszcze z jednego względu &#8211; otóż tuż przed, zanim troszkę stracę kontrolę&#8230; oczyszczam swój umysł i ciało &#8211; na wzór bladych kafelków, którymi &#8211; jak kiedyś widziałem &#8211; są wyłożone niektóre stacje, oświetlone w dodatku jasnym, zimnym i jednocześnie mdłym światłem świetlówek.</p>
<p>Nie wiem, czy to, co piszę cokolwiek da. Nie wiem czemu dałem się namówić. Może to zadośćuczynienie?</p>
<p>Nie, raczej nie. Wasze moralne prawa mało co mnie obchodzą. Nie obchodzi mnie również to, że egzekucję &#8211; lubię to słowo dzięki Nabokovowi &#8211; traktujecie w kategoriach kary. Dla mnie to nie kara. To konsekwencja. Na zasadzie dopełnienia pary skutek-przyczyna.</p>
<p>Ale &#8211; chyba wiem, co sprawia, że wsiadam w ten wagonik! To specyficzny zapach, który czują też zwierzęta, jak wyczytałem w jednej z mądrych książek. Zapach, którego nie wydam, gdy posadzicie mnie na krześle.</p>
<p>Zapach strachu.</p>
<p style="text-align: center;"><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_nter size-full wp-image-4221" style="auto;"><img class="aligncenter size-full wp-image-4221" title="135_100311bk16-0-1-17" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/135_100311bk16-0-1-17.jpg" alt=" " width="600" height="413" /><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 600600px;"> </div></div></p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4219&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4219" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/04/metro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Choroba</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/03/choroba/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/03/choroba/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Mar 2010 18:05:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert S. Górski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[Kadrowane w kwadrat]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia otworkowa]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia uliczna]]></category>
		<category><![CDATA[pinhole]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4195</guid>
		<description><![CDATA[-Mówi pan do mnie? Jak zwykle o tej porze ścisk był niemiłosierny. Odwróciłem się z pewnym trudem i zdumiony spojrzałem w twarz nieznajomemu. Byłem przekonany, że kontynuuję rozmowę z kumplem, wsiedliśmy do tego autobusu razem. Rozglądałem się rozpaczliwie – gdzie on, do cholery, się podział? - Przepraszam – wydukałem – mówiłem do kolegi, ale go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>-Mówi pan do mnie?<br />
Jak zwykle o tej porze ścisk był niemiłosierny. Odwróciłem się z pewnym trudem i zdumiony spojrzałem w twarz nieznajomemu. Byłem przekonany, że kontynuuję rozmowę z kumplem, wsiedliśmy do tego autobusu razem. Rozglądałem się rozpaczliwie – gdzie on, do cholery, się podział?<br />
- Przepraszam – wydukałem – mówiłem do kolegi, ale go tu nie ma. Zdaje się, że jednak nie wsiadł.<br />
- Ależ nie szkodzi. Możemy się poznać i również zostać kolegami – uśmiechnął się.<br />
- Wysiada pan teraz? &#8211; Starsza pani trąciła mnie od tyłu torbą na kółkach.<br />
- Kiedy tylko się otworzą drzwi, proszę pani. Teraz jest to niemożliwe. &#8211; odparłem zirytowany.<br />
- Jest pan niegrzeczny, młody człowieku! &#8211; staruszka przeszyła mnie oskarżycielskim wzrokiem. Zgrzytnąłem zębami. Emerytki w publicznych środkach komunikacji muszą chyba żyć w ciągłym strachu, że nie zdążą wysiąść i ze zostaną zmuszone do podróży aż do końcowego przystanku na pętli, a tam, w pustym już autobusie, sterroryzuje je grubiański kierowca, zabierze tytułem okupu karmę dla kota, receptę na leki i ostatnie pieniądze z portmonetki.<span id="more-4195"></span>Na przystanku ludzie w pośpiechu rozchodzili się do swoich spraw. Mijali z obu stron nieznajomego, który stał parę kroków ode mnie i enigmatycznie uśmiechał się.<br />
- Czy ma pan trochę czasu?<br />
- A o co chodzi? &#8211; spytałem.<br />
- Miałby pan ochotę na mały spacer i na chwilę rozmowy?<br />
- Rozmowy? Na jaki temat?<br />
Wskazał palcem kieszeń mojej kurtki; trzymałem w niej rękę. Krótki pasek owijał dłoń. Zawsze byłem gotowy, by wyjąć aparat i szybko robić zdjęcia na ulicy.<br />
- Robi pan zdjęcia, prawda?<br />
- Tak.<br />
- Tak myślałem, zainteresowało mnie to. Skusi się pan na tę rozmowę?<br />
Wyjąłem aparat i wycelowałem w niego. Patrzył wprost w obiektyw, a na twarzy wciąż błąkał mu się ten uśmieszek. Powoli naciskałem spust migawki, a przez głowę galopowały mi myśli. Kim jest? Czego ode mnie chce? Postawił mnie przed wyborem: czy dać się ponieść przygodzie, czy też ulec obawom przed tym złośliwym, wrednym, niebezpiecznym światem? Ryzykować? A może ulec bezpiecznej rutynie i grzecznie się wymówić? Oto kolejny brak zdecydowania, oto mój wstydliwy strach, oto dlaczego nie robię dobrych fotografii. Czułem jak chwila nieznośnie wydłuża się i pogłębia moje wewnętrzne zmieszanie. Im dłużej to trwało, tym bardziej byłem niezdolny do podjęcia decyzji. O czym on chce rozmawiać? O fotografii?</p>
<p><em>- Zajmuję się pan fotografią uliczną?<br />
- Tak. Niestety.<br />
- Dlaczego niestety?<br />
- Bo całkiem mi nie idzie. Tracę w nią wiarę. Właściwie, to chyba już straciłem.<br />
- Tak? A dlaczego?<br />
- Widzi pan&#8230; Weźmy takie zdjęcie uliczne, ułamek sekundy zatrzymany w kadrze. Historyjka bez początku i bez końca. Pozór rzeczywistości, pozór prawdy. Wybierając moment, niejako siłowo tworzymy treść, ale powierzchowną, słabą. Sens, którego trzeba wypatrywać w przypadkowym ułożeniu osób i rzeczy w kadrze. Nie ma w tym ani prawdy, ani piękna.<br />
- Piękna? Chce pan znaleźć na ulicy piękno?<br />
- Tak, właśnie tak! Szukam piękna w tym brzydkim, szarym i brudnym mieście. Piękno jest moją potrzebą. Chcę się wznieść ponad nudną egzystencję, ponad ten wielopokoleniowy wyścig szczurów. Marzy mi się tworzenie piękna i dobra, bo tworząc piękno, czynię dobro.<br />
- Piękno i dobro. Bardzo klasyczne podejście.<br />
- Tak, to bardzo stare podejście. Ale wielka teoria piękna upadła, jest dziś niemodna, zdziadziała, zramolała. A przecież tak pasuje do fotografii, bo piękno to proporcja i blask. Blask! Światło!<br />
- Udaje się panu znajdować to piękno?<br />
- Nie. Bardzo łatwo jest mi sfotografować brzydotę, na swoich zdjęciach widzę brzydkie, brudne miasto. I jak to o mnie świadczy? Przecież tworząc, a chodzi mi o świadome tworzenie, poznaję siebie, prawdziwie żyję.  Czy jestem więc brzydki i brudny wewnątrz?<br />
- Wyciąga pan zbyt daleko idące wnioski.<br />
- Tak pan myśli? Cóż, niestety, ale tak właśnie to czuję. To jest smutny kraj, zamknięci ludzie. Trudno tu zrobić jakieś dobre zdjęcie.</em></p>
<p><em>*** </em></p>
<p>Palec napotkał opór i migawka pstryknęła. Aparat odgradzał mnie od nieznajomego, od jego wyszczerzonych zębów. Krew tętniła coraz głośniej w żyłach, przed oczami zaczęły mi błyskać iskierki. Niebo przechyliło się, a chodnik uderzył mnie w tył głowy.</p>
<p>- Pierwszy raz zdarzyło się panu zemdleć na ulicy?<br />
W grubych, wypukłych szkłach okularów lekarza odbijały się świetlówki; nie mogłem dojrzeć jego oczu.<br />
- Tak, to był pierwszy raz.<br />
- W jakich okolicznościach to się stało?<br />
- Rozmawiałem z&#8230;pewnym nieznajomym na ulicy. Przeżyłem jakby taki&#8230; intensywny moment. Zrobiłem mu zdjęcie&#8230; i nagle straciłem przytomność, upadłem.<br />
- Zrobił pan mu zdjęcie? Dlaczego?<br />
- Takie hobby, pasja.<br />
- Pasja. &#8211; powtórzył i zamyślił się na chwilę. &#8211; Ma pan to zdjęcie?<br />
Położyłem przed nim odbitkę na biurku. Podniósł okulary na czoło i oglądał zdjęcie w skupieniu.<br />
- I? Gdzie on jest, ten nieznajomy?<br />
- W tym problem, panie doktorze. Nie ma go.<br />
Opuszczenie okularów zgrało się zabawnie z podniesieniem brwi.<br />
- Nie ma go? A powinien tu być?<br />
- Tak.<br />
- Interesujące. Ma pan może przy sobie inne swoje zdjęcia?<br />
Z westchnieniem sięgnąłem do torby i wyjąłem niewielkie, płytkie pudełko z odbitkami. Patrzyłem  na swoje buty, gdy lekarz powoli przeglądał odbitki. Gdy skończył, odłożył pudełko na blat.<br />
- Szczerze mówiąc, nie znam się na fotografii&#8230; artystycznej.  Ale to co widzę, a także ta sprawa z nieznajomym, którego nie było&#8230; Muszę wziąć pod uwagę zaburzenia widzenia.<br />
Świetlówki zimno błysnęły w szkłach okularów.<br />
- Dam panu skierowanie do okulisty&#8230; i do neurologa.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4197" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/centrum04m.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4197" style="margin: 12px" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/centrum04m-300x299.jpg" alt="fot. Robert S. Górski" width="300" height="299" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;">fot. Robert S. Górski</div></div>Wychodząc z przychodni chciałem trzasnąć drzwiami, ale mechanizm zamykający tylko skrzypnął pogardliwie i stłumił ten mały akt frustracji. Nie mam zaburzeń widzenia, to nie może być prawda, świat jest taki, jakim go widzę! Wyjąłem aparat i rozejrzałem się w poszukiwaniu jakiegoś interesującego kadru. Wzrok  przyciągnęła wąska strużka na chodniku przede mną. Poprowadziła do plamy moczu na ścianie, tuż pod medycznym afiszem nawołującym do wykonania badań prostaty.</p>
<p>Schowałem aparat i ruszyłem powoli w stronę domu.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4195&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4195" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/03/choroba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O czekaniu</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/02/o-czekaniu/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/02/o-czekaniu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 13:30:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rudolf</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Kadrowane w kwadrat]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady i rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[czekanie]]></category>
		<category><![CDATA[kadrowanie]]></category>
		<category><![CDATA[kompozycja]]></category>
		<category><![CDATA[mróz]]></category>
		<category><![CDATA[oszustwo]]></category>
		<category><![CDATA[sok pomidorowy]]></category>
		<category><![CDATA[tabasco]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4136</guid>
		<description><![CDATA[&#8211; Bo wiesz, tak sobie myślę&#8230; &#8212; Szary podrapał się po głowie &#8212; to może wcale nie jest dobre. &#8211; Za dużo się zastanawiasz nad moralnością, zamiast działać &#8212; odpowiedział lekceważąco Bordowy. Popijał jak zwykle swój ulubiony sok pomidorowy z tabasco firmy Fortuna. Tymbark niby też taki robił, ale Fortuna miała to coś; &#8222;czujność&#8221;, jakby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8211; Bo wiesz, tak sobie myślę&#8230; &#8212; Szary podrapał się po głowie &#8212; to może wcale nie jest dobre.</p>
<p>&#8211; Za dużo się zastanawiasz nad moralnością, zamiast działać &#8212; odpowiedział lekceważąco Bordowy. Popijał jak zwykle swój ulubiony sok pomidorowy z tabasco firmy Fortuna. Tymbark niby też taki robił, ale Fortuna miała to coś; &#8222;czujność&#8221;, jakby powiedziała jego babka.</p>
<p>&#8211; Nie, to nie moralność&#8230; a właściwie nie tylko. Bo wiesz, ostatnio stałem półtorej godziny na mrozie i czekałem na kadr. To nie jest normalne, pomyślałem sobie, żeby robić takie rzeczy. Poza tym, że zmarzły mi palce, bo nie miałem właściwych rękawiczek, to jeszcze czuję, że to swego rodzaju oszustwo.</p>
<p>&#8211; Oszustwo? Cała fotografia to oszustwo, człowieku! Popatrz na to, co kiedyś wyczytałem w internecie &#8212; Bordowy podsunął koledze białego laptopa z otwartą przeglądarką. &#8212; Czytaj zaznaczony <a href="http://iczek.blogspot.com/2008/05/stare-aparaty-po-dziadku.html">tekst</a>!</p>
<p>&#8211; &#8222;(&#8230;)otworzył szafkę, by wyjąć z niej Leike M7 z Summicronem-M 35mm &#8211; w drodze powrotnej, jeśli tylko światło będzie łaskawe, zatrzyma się na ulicy, gdzie już dawno wymarzył sobie to jedno zdjęcie życia &#8211; potrzeba tylko niewielkiego zbiegu okoliczności&#8221; &#8212; Szary przeczytał na głos.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4137" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/090922bk16-03-06.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4137" title="090922bk16-03-06" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/090922bk16-03-06-300x300.jpg" alt=" " width="300" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;"> </div></div>&#8211; Widzisz? Wszyscy tak robią &#8211; jak jest kadr i brakuje ci czegoś, wystarczy poczekać i będzie git. Pamiętasz <a href="http://www.masters-of-photography.com/K/kertesz/kertesz_meudon_paris_full.html">to zdjęcie Kertesza</a>? &#8212; podsunął ponownie koledze laptopa z otwartym obrazkiem &#8212; on robił kilka razy tą fotografię, czekał, kombinował i wracał na to samo miejsce, bo wciąż mu coś nie pasowało. Wreszcie udało się i&#8230; masz jedną z najsłynniejszych fotografii!</p>
<p>&#8211; Tak, ale nawet koledzy robiący zdjęcia mają mnie czasem za wariata. Wiesz, idziemy gdzieś razem, a ja nagle zatrzymuję się i czekam &#8211; a oni nie rozumieją o co mi chodzi. A czasem wręcz czuję odrazę do siebie, bo jak się znudzę czekaniem, albo widzę, że mi światło ucieka, a kadr wciąż nie wypełniony, to&#8230; pomagam trochę losowi, rozumiesz.</p>
<p>&#8211; Daj spokój. Pokaż, co tam masz. To jedno z takich?</p>
<p>Szary pokiwał smętnie głową patrząc, jak kolega ogląda jego odbitkę.</p>
<p>&#8211; Niezłe. Całkiem niezłe. Ewidentnie nawiązuje do <a href="http://www.masters-of-photography.com/S/smith/smith_children_walking_full.html">zdjęcia Eugene&#8217;a Smitha</a>, jednocześnie przedłużając tamtą historię &#8211; tutaj masz już dorosłą parę, która odwraca się od tamtego &#8222;<em>Paradise&#8217;u</em>&#8221; i jest krok przed wstąpieniem na jakąś złą ścieżkę, w ciemność. A ta figurka Matki Boskiej jest jakby ostatnim <em>checkpointem</em> przed tym krokiem. Całkiem smaczne.</p>
<p>Autor zdjęcia spojrzał krzywo na zatopionego w interpretacji Bordowego.</p>
<p>&#8211; Wiesz, a mi po prostu kompozycja się podobała &#8211; znaczy potrzebowałem tych ludzi do wypełnienia tej jasnej dziury. Ale skoro tak mówisz, to pewnie tak jest.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4136&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4136" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/02/o-czekaniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drogi Jacku!</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/01/drogi-jacku/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/01/drogi-jacku/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Jan 2010 22:06:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Roderyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[Plenery fotograficzne]]></category>
		<category><![CDATA[Bogurodzica]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek]]></category>
		<category><![CDATA[plener]]></category>
		<category><![CDATA[Roderyk]]></category>
		<category><![CDATA[Żołądkowa Gorzka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4093</guid>
		<description><![CDATA[Piszę do Ciebie po powrocie z podróży na Północ, w której miałeś brać udział; właśnie dziś wróciłem z wycieczki cały i zdrowy. Wiem, że masz prawo spodziewać się załączonych zdjęć z wyprawy, ale&#8230; musisz ubrać się w cierpliwość do momentu, aż wywołam film &#8211; wiesz jak to jest, jak się człowiek jeszcze nie dorobił lajki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Piszę do Ciebie po powrocie z podróży na Północ, w której miałeś brać udział; właśnie dziś wróciłem z wycieczki cały i zdrowy.</p>
<p>Wiem, że masz prawo spodziewać się załączonych zdjęć z wyprawy, ale&#8230; musisz ubrać się w cierpliwość do momentu, aż wywołam film &#8211; wiesz jak to jest, jak się człowiek jeszcze nie dorobił lajki <a href="http://www.leicastore.pl/LEICA_M9_Black-258.html">m9</a>.</p>
<p>No więc co do podróży &#8211; minęła dość gładko; chyba dzięki temu, że razem ze mną zabrał się Robert, również zaproszony przez Piotra.</p>
<p>Gdy już zajechaliśmy na miejsce i wypakowaliśmy walizy w hotelu, we znaki dał się nam przede wszystkim siarczysty mróz &#8211; którego jak sądzę należy się spodziewać na dalekiej Północy. Robiąc zdjęcia można było zauważyć znaczący opór przy ustawianiu ostrości na obiektywie &#8211; smary w mechanizmach pod wpływem temperatury zgęstniały, utrudniając gładką pracę. Zaburzając trochę chronologię muszę wyznać, że &#8211; wyruszywszy mocną drużyną dnia następnego na plener fotograficzny &#8211; przytrafiła mi się w pewnym momencie rzecz jednocześnie zabawna, nieprawdopodobna i kłopotliwa: otóż aparat podniesiony do oka, przymarzł obudową do mej brody! Przypomnij sobie lekcje fizyki, oraz skojarz fakty: mróz, metalowa obudowa kamery oraz wilgotne powietrze z nozdrzy &#8211; i masz wytłumaczenie zagadki.</p>
<p>Ale wracając do dnia pierwszego naszej wizyty &#8211; przyznaję, że zakończył się&#8230; śpiewaniem &#8222;Bogurodzicy&#8221;, o ile wiesz, co mam na myśli. Pamiętam też, że obdarowany zostałem &#8222;zdolnością&#8221; mówienia po hiszpańsku, w szczególności do kierowcy taksówki, którą wróciliśmy z <em>compadres</em> do hotelu.<span id="more-4093"></span></p>
<p>Znając moje przywiązanie emocjonalne do ZawszeKwadratu wyobraź sobie to, że mimo wszystko byłem jednym z najmniej zorientowanych w tym, co się na nim działo; Robert i Piotr wiedli prym w tak zwanym &#8222;byciu na bieżąco&#8221;, co mnie wciąż wprawia w zdumienie (i mile łechce próżność).</p>
<p>Ale do rzeczy &#8211; jednego nie musisz sobie wypominać; otóż okazało się, że przez cały pobyt tam, nie uświadczyliśmy zabawy z mokrym kolodionem, czego można by oczekiwać po pracowni Piotra! Dziś, pisząc te słowa, kiełkuje we mnie złośliwe podejrzenie, że może on jednak nie potrafi tego robić?</p>
<p>Ogólnie rzecz biorąc na spotkaniu, które przecież było fotograficzne, nie było znowu aż tak dużo fotografii samej w sobie &#8211; czemu w sumie chyba sam jestem również winien, bo przecież żadnych zdjęć (czytaj: odbitek) nie przywiozłem. O ile dobrze kojarzę fakty, nie udało nam się również obejrzeć filmu <a href="http://www.filmweb.pl/f9336/Salwador,1986">Salwador</a>, po którym sobie nieco obiecywałem.</p>
<p>Poczyniłem też jedną niepokojącą obserwację &#8211; temperatura odbija się na rodzaju fotografii, jaką się wykonuje. Darek, na ten przykład, wykazywał daleko idącą niechęć do pleneru w tych warunkach, i często słyszałem jego zapewnienia o byciu fotografem <em>stricte</em> studyjnym, co miało mu dawać uzasadnienie spędzenia reszty dnia przy ciepłych grzejnikach jego i Piotra pracowni. Wiem, że nie powinienem, ale znów budzi się we mnie złośliwość i każe zastanawiać się, czy to aby nie gnuśność.</p>
<p>Drogi Jacku &#8211; kończę, by się oddać &#8222;w objęcia Morfeusza&#8221;; pozwól mi jednak z radością na koniec donieść, że wyprawę oceniam jako sukces: nikt nie odkrył mistyfikacji. Nawet przez cały czas zwracano się do mnie per Rudolf, zapominając, że tenże robi zdjęcia nie <a href="http://zawsze-kwadrat.pl/2009/12/nowy-rozdzial-w-zyciu/">Bessą</a>, a dużym i nieporęcznym Hasselbladem (mimo wszystko zabrałem go na wszelki wypadek dla uwiarygodnienia sprawy); i nie strzela 20 kadrów na dobę, a rzeźbi te swoje kwadraty z prędkością&#8230; glacjalną (to mi się dowcip udał!).</p>
<p>Jedynie Robert być może co nieco podejrzewał, bo jak na jego rodzaj znajomości z Rudolfem, był zwyczajnie zbyt miły i nawet nie dokuczał.</p>
<p style="text-align: right;">Pozdrawiam Cię serdecznie,</p>
<p style="text-align: right;">Twój</p>
<p style="text-align: right;">Roderyk</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4093&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4093" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/01/drogi-jacku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Leap to the future</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/01/leap-to-the-future/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/01/leap-to-the-future/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2010 06:34:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rudolf</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[Warsztat fotograficzny]]></category>
		<category><![CDATA[flash]]></category>
		<category><![CDATA[ISO]]></category>
		<category><![CDATA[lampy błyskowe]]></category>
		<category><![CDATA[przyszłość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4078</guid>
		<description><![CDATA[Obserwując rozwój technologii, coraz bardziej się ślinię. Podskórnie czuję zbliżający się moment, gdy fotografia będzie ograniczona tylko i wyłącznie fotografem. Bo jak wiadomo, dziś technologia czasem potrafi przytrzymać człowieka za rękę odciągając pół kroku do tyłu &#8211; a to wypada użyć statywu, a to trzeba doświetlić lampą, a to zmienić obiektyw. Przez to wszystko gdzie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obserwując rozwój technologii, coraz bardziej się ślinię.</p>
<p>Podskórnie czuję zbliżający się moment, gdy fotografia będzie ograniczona tylko i wyłącznie fotografem. Bo jak wiadomo, dziś technologia czasem potrafi przytrzymać człowieka za rękę odciągając pół kroku do tyłu &#8211; a to wypada użyć statywu, a to trzeba doświetlić lampą, a to zmienić obiektyw.</p>
<p>Przez to wszystko gdzie człowiek by się nie odezwał chcąc pogadać o sednie sprawy (czytaj: fotografii), zaraz rozmowa schodzi na tory sprzętowe.</p>
<p>Zgaduję więc, że całkiem wkrótce, jeszcze za życia mego, nadejdzie taki czas&#8230;</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p>&#8211; &#8230;poprzedniej lekcji zaczęliśmy mówić o światłoczułości kamer fotograficznych końca XX wieku i ich ograniczeniach, dlatego dziś &#8212; brodaty nudziarz w rogowych okularach i tweedowej marynarce stukał wskaźnikiem w tablicę &#8212; zanalizujemy dogłębnie temat i wyciągniemy wnioski z rozwoju, jaki przynosiły owe ograniczenia. Jakie są trzy podstawowe parametry określające wartość świetlną?! &#8212; ostatnie zdanie prawie wykrzyknął.</p>
<p>&#8211; Yyyyy&#8230; &#8212; wystękał uczeń. Uczeń był wysoki, chudy i miał głupią minę od ciągłego zadawania głupich pytań. Ponadto przychodził na zajęcia sam, bo nikt go nie lubił za plotkarstwo i uprzedzenia do kobiet z małymi piersiami.</p>
<p>&#8211; Jakie Y! Jakie Y, sieroto! &#8212; znerwicował się nauczyciel. &#8212; czułość, przysłona i czas! Na jutro recytujesz wszystkie rodzaje błon użytych przy zdjęciach w I rozdziale <em>Książki o fotografowaniu</em> Mroczka, drugie wydanie &#8211; w przód, w tył i na wyrywki!!!</p>
<p>&#8211; Wracając do wykładu &#8212; wykładowca powoli się uspokajał &#8212; mieliśmy wówczas często występujący problem z brakiem światła. Zakładając do kamery błonę o czułości ISO 100 i mając obiektyw o światłosile 4.0 oraz zadany czas 1/125 sekundy &#8212; wykładowca gryzmolił białą kredą po tablicy &#8212; do sportretowania pięknej kobiety w pomieszczeniu oświetlonym sześćdziesięciowatową żarówką typu wolframowego potrzebowaliśmy czego?</p>
<p>Spojrzał pytająco na słuchacza. Jego tępy wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4082" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/with-and-without-flash.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4082" title="with-and-without-flash" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/with-and-without-flash-184x300.jpg" alt=" " width="110" height="180" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 110110px;"> </div></div>&#8211; Lampy błyskowej! &#8212; odpowiedział sobie rysując następny element układanki na tablicy. &#8212; Lampy błyskowe, zwane <em>flashami</em> były w powszechnym użyciu do czasu wprowadzenia na rynek znanych nam dzisiaj elementów światłoczułych w technologii ADSe-0. Jak wiadomo jednak, dzisiejszy trend nakazujący młodym fotografom porzucić sztuczne źródła światła jest NIE-SŁUSZ-NY i prowokuje do postawienia pewnego zadania teoretycznego.</p>
<p>Brodacz się rozkręcał i widać było, że gada tylko po to, by samemu sobie sprawić przyjemność.</p>
<p>Uczeń powoli zasypiał podpierając twarz chudymi rękami. Jego głowę rozświetlały błyski lamp magnezjowych, o których wyczytał w starej książce. Rzucając ostatnim wysiłkiem woli oko na slajd wyświetlany przez wykładowcę pomyślał, że fotografia kiedyś była jednak bardzo skomplikowana.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4078&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4078" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/01/leap-to-the-future/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>33</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
