<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zawsze Kwadrat &#187; Felietony gościnne</title>
	<atom:link href="http://zawsze-kwadrat.pl/category/artykuly/goscinnie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://zawsze-kwadrat.pl</link>
	<description>Zawsze Kwadrat - One name. One legend.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Sep 2010 21:34:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/05/o-tym-jak-fotografia-analogowa-przyniosla-mi-ulge/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/05/o-tym-jak-fotografia-analogowa-przyniosla-mi-ulge/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 May 2010 18:38:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam Podstawczyński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Marudzenie]]></category>
		<category><![CDATA[Plenery fotograficzne]]></category>
		<category><![CDATA[antykwariat]]></category>
		<category><![CDATA[barter]]></category>
		<category><![CDATA[kot]]></category>
		<category><![CDATA[obserwator]]></category>
		<category><![CDATA[Scott Kelby]]></category>
		<category><![CDATA[starocie]]></category>
		<category><![CDATA[ulga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4407</guid>
		<description><![CDATA[Słowo wstępu od Rudolfa: zastanawiałem się, czy publikować taki wpis, ale po rzucie monetą i odczycie fusów z filiżanki po kawie wyszło, że tak. Zdaję sobie sprawę, że może on zostać odczytany jako głos w wojnie analog-cyfra, ale jeśli potraficie &#8211; zdystansujcie się od tego i po prostu przeczytajcie historię pewnego człowieka. Warto. Siostry, fot.: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Słowo wstępu od Rudolfa: zastanawiałem się, czy publikować taki wpis, ale po rzucie monetą i odczycie fusów z filiżanki po kawie wyszło, że tak. Zdaję sobie sprawę, że może on zostać odczytany jako głos w wojnie analog-cyfra, ale jeśli potraficie &#8211; zdystansujcie się od tego i po prostu przeczytajcie historię pewnego człowieka. Warto.</em></p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4408" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/Siostry_Ilford_Pan_50.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4408" title="Siostry_Ilford_Pan_50" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/Siostry_Ilford_Pan_50-300x300.jpg" alt="Siostry, fot.: Adam Podstawczyński" width="300" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;">Siostry, fot.: Adam Podstawczyński</div></div>Rodzina i znajomi pytają mnie, dlaczego właściwie robię zdjęcia „tymi starociami”. Na filmie. Przecież aparat cyfrowy robi lepsze. I taniej. I szybciej. Wiem, nikomu nie muszę tłumaczyć się ze swojego hobby. Kultura zachodu nauczyła nas, że hobby drugiego człowieka to świętość, a jak ci się nie podoba, to twoja sprawa, ale stul pysk. A jednak nigdy nie mogę oprzeć się pokusie wytłumaczenia się. Może dlatego, że nie umiem powiedzieć „stul pysk” drugiemu człowiekowi; może dlatego, że lubię rozmawiać o tym, co lubię; a może dlatego, że – jak zaobserwowałem – mówiąc, wpadam na pomysły.</p>
<p>Więc moje tłumaczenia są za każdym razem inne i pewnie bliscy dawno już zaobserwowali niski poziom powtarzalności wypowiedzi; zapewne znudzili się nimi też. I w ogóle pytają z grzeczności, albo żeby zagaić temat. A jest chyba tak (stan na bieżący dzień, bo przecież jutro może być już inaczej):</p>
<p>Krótka – kilkuletnia – i intensywna przygoda z fotografią cyfrową kojarzy mi się teraz z wygiętym w łuk kotem, który trwa w osłupieniu, przerażeniu i krańcowym napięciu. Trzaskanie setek, tysięcy zdjęć; palec drżący nad spustem migawki tak, że czasami wyzwala go przypadkowo; ekran wyświetlacza zaparowany od oddechu; a potem, dla odmiany, serce łupiące od… bezdechu! Tak, miałem nos przypłaszczony do aparatu i często łapałem się na bezdechu. W oczekiwaniu na moment. Potem trzepnięcie, zerknięcie na ekran, znów przypłaszczony nos, znów trzepnięcie. Bezdech. Napięty jak struna kot.<span id="more-4407"></span></p>
<p>Wbrew pozorom nie mowa o reporterce. Nawet nie o jakichś ślubach. Ani o sporcie. Tak można robić zwykłe zdjęcia, o zgrozo. Dzieci, budynki, ptaszki, kwiatki, krajobrazy. Wbrew pozorom secundo: nie jestem bezkrytyczny wobec kompozycji i jakości. Wręcz przeciwnie, ogromna większość zdjęć lądowała w koszu. I wiedziałem z góry, jeszcze przed naciśnięciem spustu, które wyląduje. I naciskałem. Bo trwałem w stanie napięcia mięśniowo-mózgowego, które kazało naciskać.</p>
<p>Przesilenie przyszło w lipcu 2009 podczas tak zwanego „Kelby Photo Walk”. Pod egidą człowieka-orkiestry świata fotografii cyfrowej Scotta Kelby&#8217;ego na całym świecie organizowane są przechadzki z aparatami. Ponieważ moje uzależnienie i tak nie pozwalało mi już wychodzić z domu bez aparatu, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Zapisałem się i wziąłem udział w spacerze. Grupka ludzi obwieszona sprzętem ruszyła na obfotografowywanie jednego z miast Zachodu. Cykali wszystko, wszędzie i w każdym kierunku. Chwilami klekot luster przypominał trzepot skrzydeł. Był chaotyczny, równomierny. Jak deszcz. Chaosowi przewodniczył tamtejszy organizator spaceru, który miał specyficzną metodę fotografowania: trzymał aparat niby niedbale, nigdy przy twarzy, niby to idąc sobie ot tak, a w rzeczywistości celując w przechodniów, kobity z zakupami, zatroskanych starców, dzieciaki w wózkach, i raz po raz cykając, cykając, cykając. Czasem zarzucał aparat niby to przez ramię, i znowu cyk. Czasem niczym rewolwerowiec strzelał z pasa. A zawsze w ludzi.</p>
<p>Mój kot był już wtedy mocno wygięty. Z jednej strony chciałem fotografować, poszukiwałem części wspólnej z tymi ludźmi &#8212; mieli przecież takie same narzędzia i ten sam cel: zrobić zdjęcie. Z drugiej strony czułem bezdenną głupotę tej sytuacji i nie mogłem nie zauważać spojrzeń przechodniów, którzy, całkiem słusznie, patrzyli na nas jak na pospuszczane ze smyczy charty. Pogoń za zdobyczą, wywieszone jęzory.</p>
<p>Zapytałem organizatora, ile z takich zdjęć cykniętych praktycznie na oślep uznaje potem za warte zachowania. „Około 1 procenta” – odpowiedział. Zanim stawiłem się na spacerze, oglądałem zdjęcia na jego blogu. Wydawały mi się nawet niezłe – ciekawa perspektywa z pasa i ludzie na pasach; jakieś rozmyte twarze i ostra latarnia; żebrak niebanalnie ukomponowany (w kadrze mieścił się tylko kawałek twarzy). Z brudem dodatkowo wzmocnionym cyfrowym algorytmem – widocznie nie był dość brudny.</p>
<p>Po spacerze nie mogłem patrzeć na jego zdjęcia. Te same zdjęcia.</p>
<p>Ale wtedy jeszcze kot żył. Na razie zrezygnowałem – właściwie uciekłem! – ze spaceru gdzieś w połowie. Nie mogłem tego znieść. Wtedy, choć wciąż zafascynowany techniką cyfrową, miałem już dość dobrze wyrobiony pogląd na tzw. street photo: nienawidziłem tego. Dobra, nie podawajcie mi tu za przykład zdjęć mistrzów gatunku – każdemu się podobają i trudno nie gapić się na nie z rozdziawioną gębą. Nie o te chodzi. Chodzi o współczesną fotografię uliczną w wydaniu tanim, traktowaną trochę jak codzienna porcja kofeiny, którą musi spożyć każdy fotograf-amator, a trochę jak sport ekstremalny („pokaż, do czego jeszcze jesteś zdolny”). Zdjęć pierdykniętych znienacka, z ukrycia, spod brzucha; płaskich scenek wydłubanych z tłumu teleobiektywem; i przeciwnie, scenek wydętych szerokim kątem; uchwyconych grymasów, które tak naprawdę są niczyje; zdjęć zatłoczonych, bezdusznych, bezsensownych.</p>
<p>Sam, chodząc z aparatem po ulicach, wyznawałem zasadę „najpierw pogadaj, potem zrób zdjęcie”. Zagadywałem ludzi, z którymi akurat miałem do czynienia. Od sprzedawców na straganie przez kelnerów w restauracjach po bezdomnych na ławkach z zamiarem zrobienia zdjęcia. Co ciekawe, sama rozmowa często przeciągała się, zdjęcie odchodziło na dalszy plan; czasem wręcz traciło sens. Uwielbiałem to, mam dziesiątki fotek zrobionych ludziom, z którymi gadałem. Street photo uczestników spaceru – pospieszne, na hurra i łapu capu, nieprzemyślane, nachalne, chamskie – było tym, co wtedy mnie stamtąd przepłoszyło.</p>
<p>Przepłoszony, w poszukiwaniu spokoju uciekłem do pobliskiego antykwariatu. Byłem tam już kilka razy, kilka razy kupowałem tu książki. O fotografii, o lokalnych legendach. W księgarni delikatnie – i przyjemnie – zalatywało książkową stęchlizną. Było przytulnie, a książki skutecznie wygłuszały hałas ulicy. Przejrzałem parę tomów, ale nie chciałem nic kupować. Wszedłem tam tylko po to, aby złapać oddech, bo mi go znowu brakło. Właściwie już miałem wychodzić, kiedy spostrzegłem, że w drzwiach stoi teraz właściciel księgarni. Wcześniej nigdy go nie widziałem, bo zawsze za ladą stała jego żona. Dziś był on sam – człowiek siwy, w wieku mojego ojca, ale trzymający się bardzo prosto, przystojny. Miał na nosie okulary do czytania, ale nie patrzył przez nie, tylko sponad oprawek obserwował ulicę i przechodniów.</p>
<p>Postanowiłem zrobić mu zdjęcie. W drzwiach księgarni. Oczywiście, moim sposobem, poprzedzając to rozmową. Pokręciłem się jeszcze trochę, poprzeglądałem, wreszcie zdobyłem się na odwagę i do niego podszedłem. Przywitanie, nazywam się tak i tak, jestem stąd i stamtąd, ładna pogoda i tak dalej. Mężczyzna odpowiedział na przywitanie, obejrzał mnie ciekawie, po czym rzucił krótką piłkę:</p>
<p>– Jeśli zamierza mi pan zrobić zdjęcie, proszę od razu wybić to sobie z głowy.</p>
<p>Zamurowało mnie. Tak, zdarzały mi się odmowy zrobienia zdjęcia. Chichoty zawstydzenia, oburzenie i pretensje, pytania o celowość, pytania o prywatność, pytania o kwalifikacje, głupie tłumaczenia na około, wymawianie się brakiem czasu. Jednak pierwszy raz ktoś uprzedził moje pytanie, a na dodatek wymierzył precyzyjnie i bezwzględnie. Dziwne, bardzo dziwne. Ale musiałem wyjść z tego z twarzą. Nie było też sensu udawać, że nie chodziło mi o pstryk.</p>
<p>– Tak, rzeczywiście chciałem zrobić panu zdjęcie – przyznałem. – Ale jeśli pan sobie nie życzy, nie ma sprawy. Tylko… właściwie dlaczego nie?</p>
<p>Nie oburzył się moim pytaniem. Nie odpowiedział, że to nie moja sprawa. Nie powoływał się na prywatność, ochronę wizerunku ani inne, pfuj, świętości. Zaczął rozmawiać. O fotografii i filmie. Mówił o Diane Arbus, o Susan Sontag, ze względu na moją narodowość o Kieślowskim. Był oczytany, co chwilę mnie zaginał. Ale nie czułem skrępowania, stworzył mi swobodę dialogu. Nie próbował osaczyć, przybić erudycją. Sam nie fotografował, ale na fotografii znał się, bo jak się okazało kiedyś redagował opisy do almanachów fotograficznych. Zresztą znał się chyba po trochu na wszystkim, jak to każdy człowiek, który zawodowo zajmuje się książkami. Mówiliśmy też o rzeczach zwykłych – ja o moich innych zainteresowaniach, o rodzinie, o pracy. On o słabej sprzedaży książek, też o rodzinie, o jego obserwacjach życia z drzwi księgarni. A obserwatorem był niezłym.</p>
<p>Kazał mi przyjrzeć się pewnemu Polakowi, który w sąsiadującym małym Tesco pracował jako ochroniarz. Polak ów miał mieć niezwykłą siłę przekonywania.</p>
<p>– Spójrz na nastolatków, którzy tam piją piwo. Trzech innych ochroniarzy próbuje ich przepędzić i nic nie wskórają, bo ci młodzi są wyszczekani, pijani i szukają rozróby. A ten Polak, chociaż chudy i zupełnie niepozorny, a mundur wisi na nim jak na kiju, podejdzie, powie kilka słów, i go posłuchają.</p>
<p>Z niedowierzaniem patrzyłem, jak chudy chłopak o prostych, ciemnych włosach podchodzi i spokojnie prosi tych małolatów o odejście spod sklepu. Ci oburzają się jeszcze, coś dogadują, trochę się stawiają, a chudy ochroniarz nie wścieka się, nie podnosi głosu, tylko po prostu powtarza prośbę. Pijąca dzieciarnia niby jeszcze dyskutuje, ale już z głowami spuszczonymi, już zabierają puszki, już idą, za chwilę nie ma po nich śladu. Polak odprowadza ich wzrokiem, potem wraca do patrolowania. Trzech ochroniarzy, którzy nie dali im rady, patrzy na młodego z podziwem.</p>
<p>Byłem zafascynowany. Spokojnym i śmiertelnie przekonywującym Polakiem-ochroniarzem oraz księgarzem-obserwatorem. A ten ostatni, jak gdyby nigdy nic, rzucił:</p>
<p>– Fotografowanie to barter, handel wymienny. Obie strony muszą coś z tego mieć: fotograf i fotografowany.</p>
<p>Potem nie powiedział już nic więcej na temat fotografii, ale to jedno zdanie zapamiętałem dobrze. Bardzo dobrze, bo to właśnie ono ostatecznie przetrąciło grzbiet kotu i zmieniło moje spojrzenie na robienie zdjęć. Nie wiem, czy cytował kogoś, czy to była jego myśl, ale trafił w sedno. Fotografując od wielu lat koncentrowałem się praktycznie na jednym: na uzyskaniu obrazu. Zgłębiałem tajniki powstawania obrazu, jego kolorów i kresek, jego składowych technicznych i kompozycyjnych, sztuczek pozwalających uzyskać efekt, efektów pozwalających wywołać zachwyt; w dążeniu do uzyskaniu obrazu, popadałem w obłęd, zakładając, że jeśli zrobię więcej zdjęć, to mam statystycznie większą szansę uzyskania zadowalającego obrazu; robiłem więc tych zdjęć tysiące, a napinałem się przy tym jak struna, bo wiedziałem o technikach już bardzo dużo, a zdjęcia nie wychodziły takie, jak chciałem. Kot zjeżył się na maksa, a wskórał niewiele. Nie rozumiałem, że obraz nie jest celem fotografii.</p>
<p>Rozmawiałem z księgarzem dobrą godzinę. Kiedy wyszedłem, nie chciałem już robić zdjęć. Nie wtedy, ale w ogóle.</p>
<p>Odechciało mi się zupełnie. Byłem po przesileniu, z przetrąconym kręgosłupem. Myślałem, że świat runie, bo fotografia – choć tak durna w moim wykonaniu – była dla mnie ważna. A jednak nie runął. Zapragnąłem sprzedać cały sprzęt fotograficzny i odczuwałem wielką ulgę, że… <strong>nie muszę  już fotografować.</strong></p>
<p>Jakiś czas później rzeczywiście sprzedałem cały sprzęt. Jakie to dziwne, że godzinna rozmowa może zmienić pieczołowicie gromadzony skarb w kupę złomu, którego jak najszybciej chcemy się pozbyć. Miałem wrażenie, że zacząłem oddychać pełną piersią. I wtedy pojawiła się ona – fotografia analogowa.</p>
<p>Nie, nie była mi zupełnie obca. Znaliśmy się jeszcze z czasów jedynego słusznego Fotopanu HL sprzedawanego w wielometrowych rolach. Ale wtedy nie byłem jej wart – nastolatek, fotografowałem co popadnie i wywoływałem z rozdziawioną gębą. Fascynował mnie cud powstawania obrazu, nie obchodziła mnie jego zawartość. Trochę podobnie jak potem z cyfrą, tyle że wtedy jeszcze nie stroszyłem sierści na grzbiecie.</p>
<p>Teraz zakochałem się od nowa, bardziej świadomie. „Świadome” zakochanie polegało na tym, że wiedziałem, do czego fotografia jest mi potrzebna. Wiedziałem, czego szukam, i aparat analogowy na to pozwalał. Szukałem porozumienia z osobą fotografowaną. Takiego kontaktu z człowiekiem, w którym liczymy się ja i on, a udział pośredników jest minimalny. Nadal szukałem rozmowy, ale teraz nie prowadziłem jej po to, żeby zrobić zdjęcie. Rozmowa stała się celem. Zafascynowała mnie odmienność ludzi i ich losów; poczyniłem nowe obserwacje na temat ludzi; zacząłem doceniać te cechy innych, które dotychczas mnie drażniły, oraz zżymać się na cechy własne, które dotychczas wydawały mi się moim sacrum. Naturalnie, wszystkie te przemiany miały tło znacznie głębsze niż fotografia; ale fotografia to przecież sposób patrzenia na świat. Dla osób, dla których jest ważna, fotografia jest ważną częścią postrzegania rzeczywistości i odwrotnie: to, co myślą o innych, warunkuje sposób fotografowania. Fotograf tworzy obraz, ale obraz stwarza fotografa – to drugi poziom „barteru”, którego być może nie miał na myśli mój rozmówca z księgarni. Skoro zaś fotografia przeplata się z postrzeganiem, użyte w fotografii medium można przyrównać przynajmniej do nastroju, jeśli nie do samej duszy. Ostrość, precyzja, bezbłędność, skuteczność, powtarzalność, twardość, matematyczność, kolczastość nośnika cyfrowego. Miękkość, niedokładność, przypadkowość, rozmycie, chemiczność, mokrość i śliskość kliszy. Klisza jest bliższa człowiekowi. Cyfra jest potrzebna, ale trzeba ją stosować z rozwagą, jak brzytwę, bo rani wizerunek człowieka. Film nie nadaje się do wszystkiego, ale odwzorowany na nim człowiek jest otulony i bezpieczny. Klisza jest bawełną, cyfra jest poliestrem. I tak dalej.</p>
<p>W „Doktorze Żywago” był taki akapit o tym, że każda miłość ma w sobie coś z litości. Zastanawiam się, jak dużo jest w moim nowym zakochaniu zwykłej litości do tej starej techniki, chyba skazanej na powolną śmierć. Ile pragnienia, by jak najdłużej utrzymać ją przy życiu. I jeszcze, ile nostalgii do aparatów-dziaduszków, ile potrzeby ceremoniału zakładania kliszy, ile tęsknoty za zapachami ciemni. Może ja sobie to wszystko wmawiam i może wszyscy dookoła mają rację? Przecież tak jest drożej, nie mydlmy sobie oczu. Przecież mniej praktycznie – to oczywiste. Przecież zdjęcia wychodzą gorzej…</p>
<p>Czyżby? Chyba jednak wychodzą lepiej. Lepiej według mnie. To „według mnie” jest bardzo ważne. Fotograf-zawodowiec pracuje dla innych. Fotograf-amator dla siebie. Jasne, musi być krytyczny wobec siebie i własnego gustu, ale nie może przestać uznawać własnego nastroju i, właśnie, chyba jednak duszy. Owszem, technikami cyfrowymi można zasymulować kliszę. Podobnie jak dobrym syntezatorem idzie zasyntezować cały band jazzowy, a jednak nikt nie przyjdzie na gig choćby najlepiej zaaranżowany na keyboardzie, kiedy obok będzie grał choćby i lichy zespół, ale na prawdziwych instrumentach.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ght size-medium wp-image-4409" style="auto;"><img class="alignright size-medium wp-image-4409" title="Poniedzialkowy_ranek_TMAX_100" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/Poniedzialkowy_ranek_TMAX_100-200x300.jpg" alt="Poniedziałkowy ranek, fot.: Adam Podstawczyński" width="200" height="300" /><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 200200px;">Poniedziałkowy ranek, fot.: Adam Podstawczyński</div></div></p>
<p>Sensem wymiany handlowej nie jest samo wzajemne przekazanie towarów o podobnej wartości. Prawdziwy sens polega na tym, abyś ty przekazał mi to, co jest mi potrzebne, a ja tobie to, co tobie jest potrzebne. Wymiana podczas fotografii nie obejmuje obrazu; obraz jest tylko produktem ubocznym. Wymieniamy się stanami ducha, słowami, spojrzeniami, nastrojami, oczekiwaniami, obietnicami. Ja daję tobie upust dla słów, ty dajesz mi swoje zainteresowanie. Ja tobie daję kontekst do ponarzekania na świat; ty mnie nadzieję, że nie jestem sam na świecie. Jeśli z tego wyjdzie zdjęcie, to dobrze. Jeśli nie – nie szkodzi.</p>
<p>Jestem z natury gadułą. I człowiekiem, który się tłumaczy. Nawet jeśli wiem, że mam rację, czuję potrzebę wytłumaczenia się. Nie lubię tego u siebie; wolałbym być jak ten ochroniarz sprzed Tesco, który po prostu mówi jak ma być. Wtedy powiedziałbym: „fotografia analogowa jest lepsza”. I tyle. Tymczasem wyszło z tego kilkanaście akapitów, a nadal nie wiem, czy tą gadaniną dotknąłem sedna. Ale jeśli nie, to jest ono gdzieś w pobliżu.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4407&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4407" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/05/o-tym-jak-fotografia-analogowa-przyniosla-mi-ulge/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>83</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Choroba</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/03/choroba/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/03/choroba/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Mar 2010 18:05:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert S. Górski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[Kadrowane w kwadrat]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia otworkowa]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia uliczna]]></category>
		<category><![CDATA[pinhole]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4195</guid>
		<description><![CDATA[-Mówi pan do mnie? Jak zwykle o tej porze ścisk był niemiłosierny. Odwróciłem się z pewnym trudem i zdumiony spojrzałem w twarz nieznajomemu. Byłem przekonany, że kontynuuję rozmowę z kumplem, wsiedliśmy do tego autobusu razem. Rozglądałem się rozpaczliwie – gdzie on, do cholery, się podział? - Przepraszam – wydukałem – mówiłem do kolegi, ale go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>-Mówi pan do mnie?<br />
Jak zwykle o tej porze ścisk był niemiłosierny. Odwróciłem się z pewnym trudem i zdumiony spojrzałem w twarz nieznajomemu. Byłem przekonany, że kontynuuję rozmowę z kumplem, wsiedliśmy do tego autobusu razem. Rozglądałem się rozpaczliwie – gdzie on, do cholery, się podział?<br />
- Przepraszam – wydukałem – mówiłem do kolegi, ale go tu nie ma. Zdaje się, że jednak nie wsiadł.<br />
- Ależ nie szkodzi. Możemy się poznać i również zostać kolegami – uśmiechnął się.<br />
- Wysiada pan teraz? &#8211; Starsza pani trąciła mnie od tyłu torbą na kółkach.<br />
- Kiedy tylko się otworzą drzwi, proszę pani. Teraz jest to niemożliwe. &#8211; odparłem zirytowany.<br />
- Jest pan niegrzeczny, młody człowieku! &#8211; staruszka przeszyła mnie oskarżycielskim wzrokiem. Zgrzytnąłem zębami. Emerytki w publicznych środkach komunikacji muszą chyba żyć w ciągłym strachu, że nie zdążą wysiąść i ze zostaną zmuszone do podróży aż do końcowego przystanku na pętli, a tam, w pustym już autobusie, sterroryzuje je grubiański kierowca, zabierze tytułem okupu karmę dla kota, receptę na leki i ostatnie pieniądze z portmonetki.<span id="more-4195"></span>Na przystanku ludzie w pośpiechu rozchodzili się do swoich spraw. Mijali z obu stron nieznajomego, który stał parę kroków ode mnie i enigmatycznie uśmiechał się.<br />
- Czy ma pan trochę czasu?<br />
- A o co chodzi? &#8211; spytałem.<br />
- Miałby pan ochotę na mały spacer i na chwilę rozmowy?<br />
- Rozmowy? Na jaki temat?<br />
Wskazał palcem kieszeń mojej kurtki; trzymałem w niej rękę. Krótki pasek owijał dłoń. Zawsze byłem gotowy, by wyjąć aparat i szybko robić zdjęcia na ulicy.<br />
- Robi pan zdjęcia, prawda?<br />
- Tak.<br />
- Tak myślałem, zainteresowało mnie to. Skusi się pan na tę rozmowę?<br />
Wyjąłem aparat i wycelowałem w niego. Patrzył wprost w obiektyw, a na twarzy wciąż błąkał mu się ten uśmieszek. Powoli naciskałem spust migawki, a przez głowę galopowały mi myśli. Kim jest? Czego ode mnie chce? Postawił mnie przed wyborem: czy dać się ponieść przygodzie, czy też ulec obawom przed tym złośliwym, wrednym, niebezpiecznym światem? Ryzykować? A może ulec bezpiecznej rutynie i grzecznie się wymówić? Oto kolejny brak zdecydowania, oto mój wstydliwy strach, oto dlaczego nie robię dobrych fotografii. Czułem jak chwila nieznośnie wydłuża się i pogłębia moje wewnętrzne zmieszanie. Im dłużej to trwało, tym bardziej byłem niezdolny do podjęcia decyzji. O czym on chce rozmawiać? O fotografii?</p>
<p><em>- Zajmuję się pan fotografią uliczną?<br />
- Tak. Niestety.<br />
- Dlaczego niestety?<br />
- Bo całkiem mi nie idzie. Tracę w nią wiarę. Właściwie, to chyba już straciłem.<br />
- Tak? A dlaczego?<br />
- Widzi pan&#8230; Weźmy takie zdjęcie uliczne, ułamek sekundy zatrzymany w kadrze. Historyjka bez początku i bez końca. Pozór rzeczywistości, pozór prawdy. Wybierając moment, niejako siłowo tworzymy treść, ale powierzchowną, słabą. Sens, którego trzeba wypatrywać w przypadkowym ułożeniu osób i rzeczy w kadrze. Nie ma w tym ani prawdy, ani piękna.<br />
- Piękna? Chce pan znaleźć na ulicy piękno?<br />
- Tak, właśnie tak! Szukam piękna w tym brzydkim, szarym i brudnym mieście. Piękno jest moją potrzebą. Chcę się wznieść ponad nudną egzystencję, ponad ten wielopokoleniowy wyścig szczurów. Marzy mi się tworzenie piękna i dobra, bo tworząc piękno, czynię dobro.<br />
- Piękno i dobro. Bardzo klasyczne podejście.<br />
- Tak, to bardzo stare podejście. Ale wielka teoria piękna upadła, jest dziś niemodna, zdziadziała, zramolała. A przecież tak pasuje do fotografii, bo piękno to proporcja i blask. Blask! Światło!<br />
- Udaje się panu znajdować to piękno?<br />
- Nie. Bardzo łatwo jest mi sfotografować brzydotę, na swoich zdjęciach widzę brzydkie, brudne miasto. I jak to o mnie świadczy? Przecież tworząc, a chodzi mi o świadome tworzenie, poznaję siebie, prawdziwie żyję.  Czy jestem więc brzydki i brudny wewnątrz?<br />
- Wyciąga pan zbyt daleko idące wnioski.<br />
- Tak pan myśli? Cóż, niestety, ale tak właśnie to czuję. To jest smutny kraj, zamknięci ludzie. Trudno tu zrobić jakieś dobre zdjęcie.</em></p>
<p><em>*** </em></p>
<p>Palec napotkał opór i migawka pstryknęła. Aparat odgradzał mnie od nieznajomego, od jego wyszczerzonych zębów. Krew tętniła coraz głośniej w żyłach, przed oczami zaczęły mi błyskać iskierki. Niebo przechyliło się, a chodnik uderzył mnie w tył głowy.</p>
<p>- Pierwszy raz zdarzyło się panu zemdleć na ulicy?<br />
W grubych, wypukłych szkłach okularów lekarza odbijały się świetlówki; nie mogłem dojrzeć jego oczu.<br />
- Tak, to był pierwszy raz.<br />
- W jakich okolicznościach to się stało?<br />
- Rozmawiałem z&#8230;pewnym nieznajomym na ulicy. Przeżyłem jakby taki&#8230; intensywny moment. Zrobiłem mu zdjęcie&#8230; i nagle straciłem przytomność, upadłem.<br />
- Zrobił pan mu zdjęcie? Dlaczego?<br />
- Takie hobby, pasja.<br />
- Pasja. &#8211; powtórzył i zamyślił się na chwilę. &#8211; Ma pan to zdjęcie?<br />
Położyłem przed nim odbitkę na biurku. Podniósł okulary na czoło i oglądał zdjęcie w skupieniu.<br />
- I? Gdzie on jest, ten nieznajomy?<br />
- W tym problem, panie doktorze. Nie ma go.<br />
Opuszczenie okularów zgrało się zabawnie z podniesieniem brwi.<br />
- Nie ma go? A powinien tu być?<br />
- Tak.<br />
- Interesujące. Ma pan może przy sobie inne swoje zdjęcia?<br />
Z westchnieniem sięgnąłem do torby i wyjąłem niewielkie, płytkie pudełko z odbitkami. Patrzyłem  na swoje buty, gdy lekarz powoli przeglądał odbitki. Gdy skończył, odłożył pudełko na blat.<br />
- Szczerze mówiąc, nie znam się na fotografii&#8230; artystycznej.  Ale to co widzę, a także ta sprawa z nieznajomym, którego nie było&#8230; Muszę wziąć pod uwagę zaburzenia widzenia.<br />
Świetlówki zimno błysnęły w szkłach okularów.<br />
- Dam panu skierowanie do okulisty&#8230; i do neurologa.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-4197" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/centrum04m.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-4197" style="margin: 12px" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/centrum04m-300x299.jpg" alt="fot. Robert S. Górski" width="300" height="299" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 300300px;">fot. Robert S. Górski</div></div>Wychodząc z przychodni chciałem trzasnąć drzwiami, ale mechanizm zamykający tylko skrzypnął pogardliwie i stłumił ten mały akt frustracji. Nie mam zaburzeń widzenia, to nie może być prawda, świat jest taki, jakim go widzę! Wyjąłem aparat i rozejrzałem się w poszukiwaniu jakiegoś interesującego kadru. Wzrok  przyciągnęła wąska strużka na chodniku przede mną. Poprowadziła do plamy moczu na ścianie, tuż pod medycznym afiszem nawołującym do wykonania badań prostaty.</p>
<p>Schowałem aparat i ruszyłem powoli w stronę domu.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=4195&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_4195" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2010/03/choroba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Anty-aparat</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/11/anty-aparat/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/11/anty-aparat/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2009 18:53:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert S. Górski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[Kadrowane w kwadrat]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[Flusser]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia otworkowa]]></category>
		<category><![CDATA[Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Matrix]]></category>
		<category><![CDATA[otworek]]></category>
		<category><![CDATA[Proces]]></category>
		<category><![CDATA[Stodoła]]></category>
		<category><![CDATA[Wisła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3771</guid>
		<description><![CDATA[Stary, żółto-niebieski, podmiejski pociąg napinał się i wydawał przeciągłe dźwięki łodzi podwodnej zanurzonej poniżej dopuszczalnej głębokości. Szarpnięcie przerwało te bolesne jęki, wytrąciło z bezpiecznej równowagi stojących w przejściu. Dziewczyna obok niewiarygodnie szybko naciskała przyciski komórki, klepiąc do kogoś SMS-a. Paradoksalnie, potęgowało to u mnie poczucie spowolnienia czasu. Znów byłem niewyspany, zmęczony wzrok nie chciał rejestrować [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Stary, żółto-niebieski, podmiejski pociąg napinał się i wydawał przeciągłe dźwięki łodzi podwodnej zanurzonej poniżej dopuszczalnej głębokości. Szarpnięcie przerwało te bolesne jęki, wytrąciło z bezpiecznej równowagi stojących w przejściu. Dziewczyna obok niewiarygodnie szybko naciskała przyciski komórki, klepiąc do kogoś SMS-a. Paradoksalnie, potęgowało to u mnie poczucie spowolnienia czasu. Znów byłem niewyspany, zmęczony wzrok nie chciał rejestrować szczegółów otoczenia. Brak snu miał na mnie zły wpływ, ale nie potrafiłem sobie poradzić z natłokiem myśli, który co noc męczył moją głowę. Po raz kolejny wróciłem myślami do spotkania, od którego to wszystko się zaczęło…<span id="more-3771"></span>Był ostatni weekend kalendarzowego lata. Niebo było czyste, słońce było już dosyć nisko i pora na robienie zdjęć była idealna. Promienie odbijały się szeroko w Wiśle i ładnie oświetlały jej wschodni brzeg. Tej niedzieli udało mi się znaleźć czas na wycieczkę i byłem z tego powodu w dobrym nastroju. Podśpiewując sobie cicho, stałem nachylony nad statywem i bez pośpiechu poziomowałem aparat.<br />
- Przepraszam bardzo… Mam do pana taką małą prośbę…<br />
Spojrzałem zdziwiony, bo nie usłyszałem, by ktoś podchodził. Mężczyzna w trudnym do określenia wieku trzymał w ręku aparat.<br />
- Tak, słucham?<br />
- Widzę, że robi pan zdjęcia otworkiem, to teraz jest modne… Mój kolega też robi takie. W otworkach wszystko, nawet zwyczajne rzeczy stają się takie…<br />
- Magiczne?<br />
- Tak, właśnie, magiczne &#8211; ładnie pan to ujął. Mam taką małą prośbę, niech pan tylko nie myśli niczego zdrożnego…<br />
- A dlaczego miałbym taki myśleć?<br />
- Tu obok jest plaża naturystów, nie wie pan? Nie chciałbym, żeby źle mnie pan ocenił.<br />
- To znaczy jak?<br />
- Jeszcze pomyśli pan, że jestem pedałem i tak pana podrywam.<br />
- Aha. Dziękuje za ostrzeżenie. Jestem pierwszy raz w tym miejscu.<br />
- Wracając do rzeczy… Czy mógłby pan zrobić mi kilka fotek? Tak sobie pomyślałem, że wyżyje się pan fotograficznie, a i ja będę miał pamiątkę. Wszystko już ustawione, tylko pstryknąć.<br />
Patrzyłem na wyciągniętą z aparatem rękę. Czemu nie…?<br />
Kilka pstryków później, gdy oddawałem aparat, powiedział:<br />
- Dziękuję bardzo. W zamian udzielę panu pewnej rady i proszę to dobrze zapamiętać… Swoje najlepsze zdjęcie zrobi pan dopiero wtedy, gdy wyskoczy pan z aparatu, rozejrzy się i zrozumie prawdę. Jeśli chciałby się pan dowiedzieć więcej, znajdzie mnie pan w Stodole. Do widzenia!<br />
Patrzyłem zdumiony jak oddalał się pośpiesznym krokiem i znikał w zacienionej, wąskiej ścieżce. <div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_left" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/wyspa_plaza_m.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3772" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/wyspa_plaza_m-150x146.jpg" align="left" alt="fot. Robert S. Górski" width="150" height="146" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 150150px;">fot. Robert S. Górski</div></div></p>
<p>W niedzielę do Stodoły przyszło wyjątkowo dużo ludzi. Krążyłem powoli między stołami. Uzupełniłem już swój zapas filmów i chodziłem już tylko dla czystej przyjemności oglądania aparatów, których nigdy sobie nie kupię. Z jednej strony czułem pociąg do tych czarnych i srebrnych maszynek, z drugiej wiedziałem, że nie mam tyle wolnego czasu, by móc rozmieniać go na drobne i bawić się coraz to inną zabawką. Czułem przyjemność płynącą z tych sprzętowych pokus i przyjemność z oglądania tych ludzi, którzy z takim zaangażowaniem kręcili się w oparach zamiłowania do fotografii. Od pewnego czasu miałem też dodatkowy powód, by chodzić na giełdę &#8211; poszukiwałem tajemniczego nieznajomego znad Wisły. I w końcu go znalazłem.</p>
<p>-Dzień dobry! Poznaje mnie pan?<br />
Spojrzał na mnie chłodno. W ostatnim pomieszczeniu na piętrze, za małym rozkładanym stoliczkiem turystycznym siedział tylko on. Przed nim leżała tylko jedna, samotna broszurka. Rzuciłem okiem na samotny tytuł – „Anty-aparat”.<br />
- Dzień dobry, nie.<br />
- Robiłem panu zdjęcia nad Wisłą, nie pamięta pan?<br />
- Nie kojarzę.<br />
Zbił mnie z tropu. Stałem chwilę w milczeniu.<br />
- Sprzedaje to pan? Można obejrzeć? – Schyliłem się by wziąć broszurkę ze stolika.<br />
- Nie! – Szybko nakrył ją dłonią. Zmieszałem się jeszcze bardziej.<br />
- A ile kosztuje?<br />
- Nie stać pana.<br />
Lekko skoczyło mi ciśnienie. Nie wiedząc skąd mi się to wzięło, powiedziałem:<br />
- Ale ja chcę wyskoczyć z aparatu!<br />
Na jego twarz powoli wpłynął tajemniczy uśmiech. Zdjął rękę z broszurki.<br />
- Wyskoczyć? I co jeszcze?<br />
- Wyskoczyć, rozejrzeć się i zrozumieć prawdę.<br />
- Należy się sto złotych.</p>
<p>Wychodząc ze Stodoły czułem się jak ostatni głupiec. Jak frajer, którego zrobiono na szaro. Sto złotych za kilka skopiowanych stron z niewyraźnym, małym tekstem! Złapał mnie na tę tajemniczość, nie potrafiłem się mu oprzeć, cwaniak jeden!</p>
<p>Pociąg dojechał do peronu na Zachodniej, zatrzymał się i wypuścił tłoczących się do wyjścia ludzi. Nieśpiesznie zszedłem do podziemnego przejścia, nigdy nie śpieszę się do pracy. Zastarzały mocz i gorący kebab wymieszały swe odory w długim, obskurnym korytarzu i zaatakowały mój nos. Senność powoli odchodziła. Schody w górę, przystanek autobusowy jak zwykle zatłoczony. Zimne powietrze orzeźwiało, witałem je z ulgą. Po drugiej stronie ulicy rozciągał się duży skwer. Lubiłem go, był jeszcze zielony pomimo zaawansowanej jesieni. Mam nadzieję, że nikt z miasta go nie sprzeda pod jakieś centrum handlowe. Zadbany trawnik i nieregularnie rosnące drzewka uspokajały, pozwalały na zebranie myśli. A ostatnio większość czasu myślałem o jednym, o tym, jak wyskoczyć z aparatu.</p>
<p>Nie miałem absolutnie żadnych szans na ucieczkę. Po pierwsze, byłem zbyt zaskoczony. Po drugie, myślę, że brali pod uwagę tę możliwość. Po trzecie, nic by mi to nie dało, skoro nie wiedziałem, o co chodzi, kto mnie ściga i za co. Dlatego leżę teraz na tej leżance, patrzę na małe zakratowane okienko i tłamszę narastający gdzieś w żołądku węzeł strachu.</p>
<p>Było ich dwóch, choć rozmawiał ze mną tylko jeden, ten w cywilu. Wyciągnął odznakę i spytał o nazwisko. Gdy potwierdziłem swoją tożsamość, zgarnęli mnie do samochodu, dość delikatnie, ale na tyle stanowczo, że widziałem zaskoczenie na twarzach rozstępujących się przed nami ludzi. Nieoznakowany radiowóz stał na parkingu tuż za przystankiem.</p>
<p>- Przepraszam, że musiał pan czekać, miałem sprawę nie cierpiącą zwłoki.<br />
- Kim pan jest? Dlaczego zostałem zatrzymany? O co wam chodzi? Kiedy mnie puścicie?<br />
Sylwetka policjanta, który mnie zatrzymał, odcinała się na tle dużego i jasnego okna.<br />
- Proszę się do mnie zwracać: komisarzu. I spokojnie, zaraz sobie wszystko wyjaśnimy. Ma pan jakieś życzenia? Kawa, herbata?<br />
Oklapłem, jego spokój całkiem mnie zastopował. Odstąpił od okna i podniósł z blatu biurka broszurkę.<br />
- Został pan zatrzymany… nazwijmy to, prewencyjnie. Czy poznaje pan?<br />
Pokazał mi stronę tytułową „Anty-aparatu”. Patrzyłem zdumiony.<br />
- To? O to chodzi?<br />
- Tak, właśnie o to. Porozmawiamy sobie właśnie o tym.<br />
- Ale dlaczego?<br />
- Widzi pan… Są pewne siły, którym nie podobają się takie teksty. Siły owe starają się utrzymać naturalny bieg pewnych rzeczy. Bieg, który, proszę mi uwierzyć, nie powinien być zmieniany. Między nami mówiąc, jestem malutką częścią tych sił, tą wykonawczą. Oficjalnie jestem tylko policjantem. Nie boję się tego panu tak otwarcie mówić, gdyby chciał pan to komuś powtórzyć, nikt by nie zrozumiał, nikt by panu nie uwierzył. Poza tym, byłbym z tego powodu bardzo niezadowolony, rozumie pan?<br />
- Tak. Rozumiem.<br />
- Właśnie. Jest pan inteligentny. Co więcej, publikuje pan. Ma pan pewien wpływ na ludzi. Niewielki, co prawda, ale na tyle duży, by nie ujść naszej uwadze. Do rzeczy. Czy przeczytał pan to? &#8211; Stuknął palcem w broszurkę.<br />
Myślałem intensywnie. O co mogło im chodzić? Co w tym wszystkim było takiego niebezpiecznego? Czym było owo coś, co naruszyłoby to nieokreślone status quo?<br />
- Tak. Przeczytałem.<br />
- Szkoda, sprawa byłaby prostsza. – Westchnął. – No to sobie podyskutujemy.</p>
<p><em>„Man feed machine, machine feed man”</em>… &#8211; słuchałem utworu Petera Gabriela już chyba po raz setny, ale tym razem tekst piosenki wyjątkowo pasował do treści, które miałem przed oczami. Odłożyłem broszurkę i zamknąłem oczy. Słuchałem muzyki i pozwoliłem płynąć moim myślom swobodnie, by zrozumieć to wszystko lepiej. Tekst nie był łatwy.</p>
<p><em><b>Anty-aparat</b><br />
Jeśli czytasz te słowa, jesteś poszukiwaczem prawdy. Jest to droga do wolności. Teraz jesteś jeszcze analfabetą i niewolnikiem. Analfabetą, bo nie umiesz przeczytać obrazu, nie rozumiesz obrazu, a to, co wydaje ci się, że przeczytałeś, jest fałszywe. Pozwalasz obrazom, by cię okłamywały, skręcały twoje spojrzenie na świat. Jesteś zamknięty w sztucznym świecie tej zakłamanej kultury obrazkowej. Wpływa ona na ciebie, bierzesz swój aparat i tworzysz obrazy na podobieństwo tych kłamstw, którymi jesteś omamiony. Służysz rozprzestrzenianiu kłamstwa, jesteś ich niewolnikiem. Sytuacja, w której się teraz znajdujesz, przypomina sytuację Józefa K. z „Procesu” Kafki. Jesteś teraz graczem w grze, której nie możesz wygrać. Nie rozumiesz reguł tej gry i sam nie masz szans, by je pojąć. Jesteś skazany na przegraną. Pozwól sobie pomóc, czytaj uważnie&#8230;</p>
<p></em></p>
<p>- Może się to wszystko wydawać panu żywcem wyjęte z Kafki. – Komisarz roześmiał się. – Ale niech pan się nie obawia, nic panu nie grozi.<br />
- Przypomina mi się raczej„Matrix” niż „Proces”, agencie Smith. Tak czy siak, zatrzymaliście mnie. Chcecie czegoś ode mnie i zakładam, że jeśli wam tego nie dam, czeka mnie kara.<br />
- Ależ proszę, nie mówmy o karze, nie stawiajmy tego w ten sposób. Powiedzmy, że chcemy panu pokazać pewne aspekty, chcemy pana oświecić. Liczymy na zrozumienie. A potem pójdzie sobie pan wolno i będzie robił to, co zechce. Chyba, że nie zrozumiemy się dobrze. Wtedy trzeba będzie znów zainterweniować i wyprostować sytuację.</p>
<p><em>Człowiek zaczął tworzyć obrazy po to, by odnaleźć siebie w otaczającym go świecie. Żył, doświadczał, przeżywał i malował, po ścianach jaskiń i na płótnach. W ten sposób komunikował się ze światem, dawał z siebie światu swoje duchowe wnętrze. Bardzo istotnym jest fakt, że człowiek tworzył te obrazy własnoręcznie. A tworząc, panował nad tym, co robi. Potem nastał czas Maszyny, człowiek wymyślił aparat. Włożył w to całą swą wiedzę i stworzył dzieło tak doskonałe, jak mógł. Aparat posiadł wewnętrzny program i swoje oko. Działa automatycznie i obraz tworzy się bez udziału człowieka: z jednej strony wpada światło, z drugiej strony wychodzi obrazek. Rola człowieka została zredukowana. Nie on już tworzy obrazy, on tylko wyzwala ich tworzenie. Nie on się komunikuje ze światem, tylko maszyna i robi to ona według zapisanego w środku programu. Szybko i tanio, masowo, więcej i więcej, morze, ocean obrazów, kopie i kalki czegoś, czego już nie rozumiemy. Dzisiejszy świat to kultura obrazkowa, która nie niesie komunikatu od innego człowieka. Nie wiadomo kiedy, człowiek otumaniony płytkimi obietnicami postępu zapomniał, że obraz miał porządkować miejsce ludzi w świecie na sposób ludzki, a nie programowy i sztuczny. Automatyczny proces zastąpił czynnik ludzki. Zamiast na starożytnym, mądrym micie naszych przodków opieramy się na niezrozumiałym programie nowych automatów. Chemia i fizyka w służbie doskonałej fotografii zostały uznane za medium doskonałej prawdy o świecie. Zaufaliśmy procesom, nie przetrawiamy tego, co wypluwają nam na obrazku. Doskonałość obrazu, idealna kopia tego, co widzimy, sprawia, że ufamy, bierzemy to, co widzimy, bezpośrednio do siebie. Jesteśmy w błędzie! Jesteśmy w bardzo poważnym niebezpieczeństwie! Łudzimy się, że dzięki aparatom posiedliśmy zdolność odzwierciedlania rzeczywistości taką, jaką jest naprawdę! Żyjemy podług tej „prawdziwej” rzeczywistości i zmieniliśmy się w rasę ślepych niewolników! A cały ten proces się rozpędza, sprzężenie jest dodatnie. Produkujemy nowe, wspaniałe aparaty, które nie potrzebują posiadania kompetencji. Ludzie pożądają tych maszynek, które z prędkością karabinu maszynowego wypluwają uzależniające dla oczu cukierki, zastępując prawdziwą komunikację międzyludzką. Używając zdradzieckiego programu w aparacie stajemy się mistrzami gry, w której nie mamy kompetencji. Zajmujemy się obsługą maszyn, które tylko symulują nasze myśli. Świat się homogenizuje, stare kultury umierają, a wszystko na wzór ślicznych, różowych obrazków, w pełnym uwielbieniu do zaprogramowanego aparatu! To prowadzi do złego, to sprowadza krach naszej cywilizacji.</em></p>
<p>- Ale o co wam chodzi!? Co mam zrozumieć?<br />
- Mówi pan, że czytał tą broszurkę. Jej treść to straszliwe uproszczenie tez rodaka Kafki, niejakiego Flussera. Nawiasem mówiąc, zginął on tragicznie w wypadku samochodowym.<br />
- Nie znam autora tej broszurki! Spotkałem go przypadkowo! Kim on w ogóle jest, ten naciągacz?<br />
- Niech pan się nim nie przejmuje, to szaleniec. Nawet w ZPAFie go nie chcieli. Co sądzi pan o treści tej broszurki?<br />
- Trudna. Dyskusyjna.<br />
- Właśnie. Czy chce pan o niej dyskutować?<br />
- Tu? Z panem? Nie.<br />
- A gdzie indziej, z kimś innym?<br />
- Może. Nie wiem. Rzadko mam okazję dyskutować na takie tematy.<br />
- Wolelibyśmy, aby nie dyskutował pan na ten temat.<br />
- Ale dlaczego? Co w tej broszurce jest tak groźnego, co wam nie pasuje?<br />
- Jeśli nie wie pan tego, to tym lepiej. Dla wszystkich. Jednakże może pan udawać głupszego niż jest, żebym tylko pana wypuścił.<br />
- Nie wypuści mnie pan?<br />
- Ależ wypuszczę. Nie jestem jeszcze tylko pewien, kiedy.<br />
- A od czego to zależy, jeśli można spytać?<br />
- Można. Wypuszczę pana, gdy pana wysłucham.<br />
- Wysłucham? Czy przesłucham?<br />
- Muszę się upewnić, że nie będzie pan robił głupstw.<br />
- Na przykład jakich?<br />
- Nie chciałbym niczego panu zabronić, ani nakazać. Chciałbym pana po prostu przekonać.<br />
- Do czego?<br />
- Do tego, że ta broszurka, to szkodliwy, nie warty uwagi śmieć.<br />
- Obawiam się, że źle się pan do tego zabrał.<br />
- Dlaczego?<br />
- Wzmogliście jedynie moją ciekawość. Teraz nie opanuję ciekawości. Będę dochodził kim jesteście i będę doszukiwał się tych zagrożeń, których się boicie.<br />
- Naprawdę, szkoda pańskiego czasu. Niech pan po prostu myśli o nas jak o strażnikach naturalnego porządku rzeczy. Według nas, historia powinna toczyć się w swoim rytmie, nie potrzeba nam rewolucji.<br />
- Rewolucji? Czy ta broszura jest aż tak wywrotowa?<br />
- Słowa, nawet głupie, potrafią zmieniać świat. A po co to? Działamy prewencyjnie.<br />
- A co ja mam do tego? Czego dotyczy ta „prewencja” względem mojej osoby?<br />
- Nie chcielibyśmy, żeby zniszczył pan sobie życie. Nie jest pan pierwszy, zapewne nie ostatni. Znamy już przypadki, gdy amatorzy tacy jak pan, z tygodnia na tydzień pogrążali się w jakichś iluzjach, dziwnych teoriach, podejmowali dziwne działania, niszczyli życie sobie i swoim rodzinom. Jeśli fotografowanie uzależnia jak narkotyk, to nie-fotografowanie pod wpływem tej broszurki jest trucizną, która powoli zabija. Naprawdę, niepotrzebne to panu. Niech czuje się pan ostrzeżony. Będziemy mieć na pana oko.</p>
<p><em>I w środku tego jesteś Ty, Fotografie. Wiedz, że to Twój aparat produkuje obrazki, a większość z nich jest taka sama i nic nowego nie wnosi. Gdzieś głęboko w swojej pierwotnej podświadomości czujesz to i coś w Tobie się cicho sprzeciwia kłamliwym kalkom, coś nakłania do zmian. Zaczynasz szukać czegoś „lepszego”. Przychodzisz na giełdę fotograficzną, kupujesz nowy film, nowy aparat. Zmieniasz mały obrazek na średni, a średni na wielki format. Potem próbujesz wracać w przeszłość, myślisz o starych technikach, brudzisz palce chemią, zażywasz fotografii otworkowej. Jesteś jednak zamknięty ciągle w tym samym kręgu. Podnosząc aparat do oka szukasz kolejnych sztuczek, próbujesz opcji programu, których jeszcze nie użyłeś. Ciągle jednak jest to sztuczny, nie-ludzki program. Jest on coraz doskonalszy, coraz trudniejszy do ogarnięcia, wciąż zadziwiający swoimi możliwościami. I nawet jeśli pojedziesz do fabryki aparatów i jako fizyk, czy też programista, zaprojektujesz nowy program do nowego aparatu, nie zmieni się nic. Wejdziesz jedynie na trochę wyższe piętro tego samego budynku, piętro meta-programu.<br />
Ale może być inaczej! Możesz się wznieść ponad, możesz wyskoczyć z aparatu. Czytając ten tekst i próbując go zrozumieć, masz szansę rozejrzeć się i zobaczyć, czym w istocie są te wszystkie obrazki wokół. Mam nadzieję, że dołączysz do tych nielicznych, których obecnym zadaniem jest podjęcie walki z aparatem, poszukiwanie nowej sytuacji, pokazanie nowego. Jest to walka o wolność, wolność od dominacji aparatu. Potrzebujemy Ciebie, byś pomógł opracować metody tej walki, więc myśl! Jeśli nie będziesz walczył, pozostaniesz jednym z tych, którzy programują społeczeństwo i świat, pozostaniesz kapo nad niewolnikami Maszyny.</em></p>
<p>Zamknąłem za sobą drzwi budynku policyjnej instytucji. Zaciągnąłem się zimnym, świeżym powietrzem, minąłem budkę strażnika przy bramie i ruszyłem w kierunku Królikarni. W kieszeni kurtki ciążył metalowy korpus aparatu. Wyjąłem go, włączyłem i przyłożyłem do oka. Powolutku, delikatnie nacisnąłem spust migawki. Aparat mrugnął złowieszczo potwierdzając złapanie ostrości.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3771&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_3771" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/11/anty-aparat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wykadrowane na gorąco – o Susan Sontag w Krainie Cyfrowej</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/wykadrowane-na-goraco-%e2%80%93-o-susan-sontag-w-krainie-cyfrowej/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/wykadrowane-na-goraco-%e2%80%93-o-susan-sontag-w-krainie-cyfrowej/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2009 16:04:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Pawłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Książki i albumy]]></category>
		<category><![CDATA[Zdjęcia kolorowe]]></category>
		<category><![CDATA[kadrowanie]]></category>
		<category><![CDATA[kropla mleka]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[Susan Sontag]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3735</guid>
		<description><![CDATA[W kwadratowym kadrze pojawił się ostatnio artykuł Rudolfa o książce Susan Sontag. Jak zwykle zaczepnie i z otwartą tezą. No i ok. Wyraziłem wtedy wątpliwość, czy to właściwy czas na dyskusję o tej książce i po przeczytaniu komentarzy  dalej tak sądzę. Otóż jest tu  kilka trudności,  z których jedna jest bardzo prozaiczna, a inne trochę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W kwadratowym kadrze pojawił się ostatnio artykuł Rudolfa o książce Susan Sontag. Jak zwykle zaczepnie i z otwartą tezą. No i ok. Wyraziłem wtedy wątpliwość, czy to właściwy czas na dyskusję o tej książce i po przeczytaniu komentarzy  dalej tak sądzę. Otóż jest tu  kilka trudności,  z których jedna jest bardzo prozaiczna, a inne trochę mniej. Więc najpierw ta pierwsza,  ta prozaiczna:</p>
<p>&#8230;to fakt, że książka jest fizycznie prawie niedostępna i być może jest tak, że &#8230;niewielu ją przeczytało? A ci co czytali – nie odzywają się?</p>
<p>Jestem przekonany, że po ukazaniu się drugiego polskiego wydania &#8211; rozmowa weszłaby we właściwie tory i &#8211; być może interesujące &#8211; spory. Byłbym ich ciekaw &#8211; szczególnie odbioru przez młodszych czytelników ZK, bo to często oni wyznaczają przestrzeń dyskusji. Byłbym ciekaw czy ten list z przeszłości, jakim jest książka Susan Sonntag, dotrze do adresata w czasach cyfrowej rewolucji? A jeszcze bardziej interesująca byłaby konfrontacja ich odbioru z opiniami tych, którzy mają duże doświadczenie w fotografii i mieli tę lekturę już na biurku.</p>
<p>Nie dziwię się dużemu zainteresowaniu tą książką, bo stała się legendą , ba, wręcz mitologią, a <strong>wśród chaosu internetowej walki na słowa i gesty, trwają nieustanne poszukiwania świętego Graala Fotografii  i obiecanej ziemi zasad jasnych i pewnych</strong>&#8230; No, powiedzmy otwarcie: poradnik to nie jest. Drogowskazów nie daje, ale daje do myślenia. O ile mi wiadomo &#8211; książka jest w przygotowaniu i ma się ukazać już 30 października.  (Być może Rudolf miał kilka starych egzemplarzy i chciał wywołać wzrost ich cen na allegro ;) )<span id="more-3735"></span></p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-medium wp-image-3736" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/im00231.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-3736" title="fot: Harold Edgerton, 1957" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/im00231-228x300.jpg" alt="fot: Harold Edgerton, 1957" width="228" height="300" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 228228px;">fot: Harold Edgerton, 1957</div></div>Mniej prozaiczne przyczyny wiążą się z trudnością, jaką niesie ze sobą sam tekst, który traktując o fotografii, stale balansuje między różnymi sposobami opisu : raz widzimy fotografię w jej nieustannym rozdarciu między rejestracją rzeczywistości a pretensjami do bycia sztuką, między realizmem a ekspresją, innym razem jako &#8222;nową gramatykę widzenia&#8221;  &#8211; medium, które każe nam inaczej patrzeć na rzeczy już znane, obojętnie czy to będzie liść kapusty Westona, czy kropla mleka Harolda Egdertona. Czy to będzie człowiek, architektura, robak czy śmietnik na podwórku sąsiada. (Szczególnie ciekawie jest o tym w rozdziale „Heroizm widzenia”).</p>
<p>Dalej, mamy wreszcie fotografię na tle przemian społecznych XX wieku, mód, trendów i ideologii i ich wzajemnych oddziaływań, i w końcu filozoficzną refleksję nad udziałem fotografii w radykalnym „przeciwstawieniu osobowości i świata” (ja a cała reszta). Mamy mnóstwo odniesień do dyskusji miedzy fotografami na przestrzeni dziesięcioleci. No i właśnie. Te dyskusje. <strong>Książka Sontag jest zapisem stanu świadomości w obszarze fotografii i sztuki sprzed kilkudziesięciu lat!!</strong> A ileż w niej przykładów sporów, które teraz – wraz z rozwojem fotografii cyfrowej i eksplozją fotograficznego zawłaszczania świata – w mniej lub bardziej wybrednych formach samosieją się  w wirtualnej karuzeli komunikacyjnej? Czy  to nie daje do myślenia? Czy oznacza to, że pytania te są nie do pokonania i każda generacja miłośników fotografii będzie musiała się z nimi rozprawić na swój sposób?</p>
<p>No i kolejna trudność: to jest taka książka, że właściwie można otworzyć ją w dowolnym miejscu i znaleźć jakieś zdanie, które mogło być napisane wczoraj albo dziś!  Czy to nie ciekawe, że  tak narzekamy dziś na „szybkie fotografowanie” , na „<a href="http://zawsze-kwadrat.pl/2009/08/powiedz-nie-fast-foodom/">fastfudyzację</a>” Jaśnie Pani Fotografii, że coraz więcej pary idzie w kierunku odgrodzenia się od tego, co nowe i tworzenia ewangelii, które już kiedyś zostały napisane? Hę?</p>
<p>Dlatego utrzymuję, że nie jest to lektura łatwa. Tekst jest napisany przystępnym językiem, owszem, ale nie dość, że dotyka trudnych tematów, to jest gadatliwy jak sama fotografia. Żeby coś powiedzieć, trzeba posłużyć się kadrowaniem. Dlatego <strong>z tego ogromnego supermarketu treści, wrzucę do koszyka tylko jeden cytat </strong>z rozdziału „Fotograficzne ewangelie”:</p>
<blockquote><p>„Miarą obecnego nastroju zwątpienia w fotografii może być jedno z ostatnich stwierdzeń Cartier- Bressona, który utrzymuje, że fotografia jest najprawdopodobniej zbyt szybka. Kult przyszłości występuje na przemian z pragnieniem powrotu do bardziej rzemieślniczej przeszłości – gdy obrazy wciąż jeszcze posiadały aurę i sprawiały wrażenie „domowego wypieku”. Nostalgia za jakimś dziewiczym stadium fotografii kryje się u podstaw obecnego entuzjazmu wobec dagerotypów, pocztówek trójwymiarowych, zdjęć rodzinnych, dzieł zapomnianych fotografów z końca ubiegłego stulecia i początku obecnego, dzieł prowincjonalnych i komercyjnych.” ( s. 117 )</p></blockquote>
<p>Dlaczego akurat ten cytat, dlaczego akurat z tego rozdziału? Bo gdyby wyrzucić z niego nazwisko słynnego fotografa a w miejsce dagerotypów wstawić tradycyjną fotografię analogową, tzw. techniki szlachetne i ostatni wypust polaroida, to okaże się, że zdania te mogły powstać na dowolnym współczesnym blogu lub forum fotograficznym. No tak, <em>ili niet</em>?</p>
<p>A jeśli tak, to czy coś z tego wynika dla nas jako ludzi próbujących rozmawiać o fotografii?</p>
<p>No bo&#8230; czym się różnili zwolennicy „domowych wypieków” w analogowych czasach od tych wszystkich, którzy dzisiaj &#8211; w epoce cyfrowej lekceważą fotografie z matrycy i powtarzają analogowe mantry? Czy to naprawdę walka o dobry gust czy po prostu powrót pewnej <a href="http://iczek.blogspot.com/2009/10/moda-na-analoga.html">mody</a>?</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3735&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_3735" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/wykadrowane-na-goraco-%e2%80%93-o-susan-sontag-w-krainie-cyfrowej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Twierdza</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/twierdza/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/twierdza/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2009 22:05:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert S. Górski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Czarno-białe]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[Kadrowane w kwadrat]]></category>
		<category><![CDATA[Marudzenie]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane prozą]]></category>
		<category><![CDATA[Plenery fotograficzne]]></category>
		<category><![CDATA[Wkręty historyczne]]></category>
		<category><![CDATA[broń]]></category>
		<category><![CDATA[plener]]></category>
		<category><![CDATA[Twierdza Modlin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3717</guid>
		<description><![CDATA[Plener nie zapowiadał się obiecująco. Ranek był zimny i pochmurny, wiał porywisty wiatr. Chowałem ręce w ciepłych kieszeniach, ściskałem w ręku kluczyki do samochodu. Rudolf pojawił się punktualnie. - Zimno. - Ale jest wiatr! - Chodzi ci o chmury? - Mhm. Wsiedliśmy, zapaliłem silnik i ruszyliśmy po Keeka. Około 1880 roku Francuz Etienne Jules Marey [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Plener nie zapowiadał się obiecująco. Ranek był zimny i pochmurny, wiał porywisty wiatr. Chowałem ręce w ciepłych kieszeniach, ściskałem w ręku kluczyki do samochodu. Rudolf pojawił się punktualnie.<br />
- Zimno.<br />
- Ale jest wiatr!<br />
- Chodzi ci o chmury?<br />
- Mhm.<br />
Wsiedliśmy, zapaliłem silnik i ruszyliśmy po Keeka.</p>
<p><span id="more-3717"></span><em>Około 1880 roku Francuz Etienne Jules Marey wymyślił aparat zbudowany jak strzelba, którą mógł mierzyć do celu. Tak pisał o swoim wynalazku: „Aparat ma formę i rozmiary broni palnej. Pozwala fotografować obiekt brany na cel dwanaście razy na sekundę”. W tym czasie Niemiec Ottomar Anschutz za pomocą aparatu fotograficznego pracował nad udoskonaleniem marszowego kroku żołnierzy. Słynny lot balonowy Nadara już w tamtych czasach był zapowiedzią późniejszej wojskowej fotografii zwiadowczej. Edward Steichen, dyrektor Naval Photographic Institute zebrał do archiwum około dwóch milionów odbitek. W &#8222;The Fighting Lady&#8221;, filmie dokumentalnym wyprodukowanym przez tę instytucję jest sekwencja zdjęć wykonanych z kamer umieszczonych bezpośrednio na działach przeciwlotniczych dokonujących ostrzału wrogich jednostek.</em></p>
<p>Do Twierdzy Modlin dotarliśmy około jedenastej. Pogoda jakby się poprawiła, chmury się rozrzedziły i momentami odsłaniały słońce. Wiatr jednak był ciągle mocny, oświetlenie zmieniało się szybko. Wokół królowały drzewa, zasłaniały widok. Byłem ciekaw Twierdzy &#8211; z nas trzech tylko Keek był tu wcześniej (ale gdzież on już wcześniej nie był?). Czarne, metalowe schodki prowadziły w górę do ścieżki między drzewami. Ciągle nic ciekawego &#8211; Twierdza zdawała się być wciąż tajemnicza jak ogród z powieści Frances Hodgson Burnett.</p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-thumbnail wp-image-3719" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/modlin_okna_m.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-3719" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/modlin_okna_m-146x150.jpg" alt="***, fot. Robert S. Górski" width="146" height="150" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 146146px;">***, fot. Robert S. Górski</div></div></p>
<p><em>John Heartfield, autor fotomontaży dla „Arbeiter Illustrerte Zeitung”, widział w fotografii broń w walce proletariatu. Jego zawołania „Używaj fotografii jako broni!” Roland Gunter użył jako tytułu dla swej książki. Czasopismo „Volksfoto” będzie się powoływać na to hasło jeszcze po kilku dziesięcioleciach: „Nic nie byłoby bezpieczne przed fotografem amatorem. Mógłby się on nauczyć wykorzystywać aparat nie tylko ku swojemu zbudowaniu, ale i jako broń”.</em></p>
<p>Twierdza okazała się mało fotogeniczna, albo nie dopisywała mi wena. Ceglane budynki  były mocno zarośnięte, zdewastowane okna zakratowane. Żaden interesujący kadr nie pojawiał się przed okiem. Umilałem sobie czas pogawędką z Rudolfem, szliśmy powolnym krokiem. Keek zniknął nam z oczu jakiś czas temu, kierowaliśmy się więc w stronę, w której mieliśmy nadzieję go znów go dostrzec.</p>
<p><em>Za Wikipedią: niektóre obiekty Twierdzy Modlin posłużyły jako plany filmowe w znanych polskich filmach, m.in. w:<br />
- &#8222;C.K. Dezerterach&#8221; – sceny koszarowe (prawie cała pierwsza część), mieszkanie Von Nogaja, końcowa scena wyjścia z koszar;<br />
- &#8222;Kilerze&#8221; – scena obiadu w więzieniu;<br />
- &#8222;Avalonie&#8221; Mamoru Oshii – ruiny spichlerza posłużyły za plener jednego z etapów;<br />
- &#8222;Oficerach&#8221;, odc. 12 – w scenie przekazania Granta Toporowi;<br />
- &#8222;Przeprowadzkach&#8221; – w jednym z odcinków w czasie przeprowadzki postój zrobiono przed koszarami.<br />
- &#8222;Jutro idziemy do kina&#8221; &#8211; scena przed bramą<br />
i inne.</em></p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ft size-thumbnail wp-image-3720" style="auto;"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/modlin_magazyn_m.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-3720" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/modlin_magazyn_m-150x150.jpg" alt="*** (otworkiem), fot. Robert S. Górski" width="150" height="150" /></a><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 150150px;">*** (otworkiem), fot. Robert S. Górski</div></div>Koszary, schrony, bramy, mury. Umundurowany strażnik poinformował nas uprzejmie, że wstęp wzbroniony, a zresztą jest zimno i możemy się poprzeziębiać. Keek zniknął na dobre, a na jego komórce od razu włączała się sekretarka.</p>
<p><em>W 1994 Lynn Hershman w America’s Finest umieścił za celownikiem przerobionego karabinu M16 potworne obrazy historyczne. Za każdym naciśnięciem spustu pojawia się inny, przejmujący obraz. Broń stała się aparatem, który bierze na cel zarówno wyświetlane fotografie jak i oglądającą je osobę.</em></p>
<p><div class="imagecaptioneasy imagecaptioneasy_ght" style="auto;"><img class="size-thumbnail wp-image-3721 alignright" src="http://zawsze-kwadrat.pl/wp-content/uploads/modlin_tor2_m-150x145.jpg" alt="*** (otworkiem), fot. Robert S, Górski" width="150" height="145" /><br style="clear:both" /><div style="margin:0px auto;max-width: 150150px;">*** (otworkiem), fot. Robert S, Górski</div></div></p>
<p>W końcu się znaleźliśmy. Keek, któremu padła bateria w komórce, stracił nadzieję na odnalezienie nas i szedł już na stację by wrócić pociągiem. Tam napotkał nas &#8211; zrezygnowaliśmy z fotografowania zimnej i zamkniętej Twierdzy i szukaliśmy motywów kolejowych. Niestety, z podobną skutecznością jak w Twierdzy.</p>
<p>Większość czasu w drodze powrotnej spędziliśmy zatopieni w swoich myślach.</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3717&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_3717" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/twierdza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>A czy Ty masz swojego idola?</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/a-czy-ty-masz-swojego-idola/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/a-czy-ty-masz-swojego-idola/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Oct 2009 14:40:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Romek Rechenek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Marudzenie]]></category>
		<category><![CDATA[HCB]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz]]></category>
		<category><![CDATA[nauka]]></category>
		<category><![CDATA[nazwiska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3678</guid>
		<description><![CDATA[&#8211; Romek! Bo wiesz, że każdy z ekipy radia musi stworzyć mini-charakterystykę innemu członkowi i Ty, no, robisz zdjęcia, …a może jakieś nazwiska podasz z Fotografii, które, nie wiem, eee&#8230; Cię inspirują albo uwielbiasz ich zdjęcia. Na pewno takie masz, przecież się tym interesujesz&#8230; Nawet nie drgnąłem znad swojego monitora, starego poczciwego crt&#8217;eka i odburknąłem: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8211; Romek! Bo wiesz, że każdy z ekipy radia musi stworzyć mini-charakterystykę innemu członkowi i Ty, no, robisz zdjęcia, …a może jakieś nazwiska podasz z Fotografii, które, nie wiem, eee&#8230; Cię inspirują albo uwielbiasz ich zdjęcia. Na pewno takie masz, przecież się tym interesujesz&#8230;</p>
<p>Nawet nie drgnąłem znad swojego monitora, starego poczciwego crt&#8217;eka  i odburknąłem:</p>
<p>&#8211; Bresson! Albo najlepiej napisz pełne nazwisko choć każdy go zna, czyli Henri Cartier-Bresson. Jego każdy zna. A teraz pozwól, że&#8230;</p>
<p>&#8211; Tylko jednooo? &#8212; z okropnym bólem przeciągnęła ostatnią samogłoooskę.</p>
<p>&#8211; Tylko jedno, więcej nie podam bo nie chcę zmyślać &#8212; Ale ja już zmyśliłem, pomyślałem ukradkiem.<br />
&#8211; A w ogóle, to chyba nie powinienem pomagać przy swoim opisie, nie? &#8212; Dodanie „nie” na końcu zdania czasami jest przydatne bo skutecznie wywiało natrętną koleżankę.</p>
<p>Nie znam większości najbardziej rozpoznawalnych fotografów &#8211; czy to żyjących czy nieżyjących &#8211; a jednak uważam siebie za świadomego, acz niedoświadczonego fotografa. Może zawsze miałem takie nieszczęście, ale  w moim otoczeniu się utarło, że kilka „nazwisk” należy znać. Czasami udawałem, że znam (chcąc oszczędzić sobie tłumaczeń), ale w rzeczywistości naprawdę jestem laikiem jeśli chodzi o znajomość historii fotografii. I czuję się z tym doskonale. Ba, nawet czasami namawiam innych by sami porzucili studiowanie kolejnych „mistrzów” i sami coś stworzyli. Brzmi banalnie? Bo tak jest!</p>
<p>Tylko dlaczego to robię? Ciężko jest mi sformułować jedną odpowiedź, chyba jest wiele dróg do rozwiązania.<span id="more-3678"></span></p>
<p>Po pierwsze mocno irytuje mnie, jak ktoś udaje obeznanego w „temacie”, pozjadał wszystkie mózgi i szpanuje (okropne słowo ale jakże na miejscu). Moim zdaniem potrzeba dobrej pamięci i cierpliwości by móc ŚWIADOMIE uczyć się zdjęć „wielkich”, świata Fotografii. Chyba, że tylko ja taki zakuty do nauki jestem&#8230;i nie potrafię szybko chłonąć wiedzy ze zdjęć innych.</p>
<p>Po drugie zapewne ma też wpływ mój wiek, co przekłada się też na pewne zachowania. Buntownik!? Łamacz reguł!? Pewnie to za mocne słowa i takie&#8230; romantyczne, ale bardzo zmąciło mną, gdy na tym blogu niedawno odbył się pewien konkurs, a nagrodą były albumy fotograficzne tuzów fotografii. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednym z warunków uczestnictwa było podanie 5 fotografów, którzy nas zachwycają, inspirują etc. bla bla bla. Rozumiem, że szlachetne pobudki kierowały autora&#8230; Ale ja nie znam tych nazwisk,  a już na pewno nie pięciu postaci. Toż to cały oddział już! Nie pamiętam czy głupio mi się zrobiło (a jakże, głupiś Romanie!) czy nie, ale pamiętam, że poleciłem ten konkurs koleżance, która nie miała najmniejszych problemów z wytypowaniem rankingu nazwisk. A nie zajmuje się fotografowaniem! Ona, w przeciwieństwie do mnie, w tym „siedzi” i zawsze lubię ją słuchać jak napomina o jakimś fotografie/fotografce, bo to takie mądre. Naprawdę ją podziwiam!</p>
<p>Po trzecie cała ta filozofia wydaje mi się bliższa sensowi samej Fotografii, bez zbędnych udziwnień i wodotrysków. Filozofia chwycenia aparatu i porwania się w wir łapania kadru. Sam opowiedziałem się <a href="http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/czy-zdjecie-jest-glownym-powodem-dla-ktorego-fotografujesz/">w ankiecie</a> Rudolfa za czymś więcej niż samą, własnoręcznie stworzoną odbitką czy pikselami na monitorze. Ja wolę fotografię czynną, na bierną jeszcze mam czas (może jak artretyzm powykręca mi palce i nie będę mógł wcisnąć spustu migawki&#8230;).</p>
<p>Oczywiście już uspokajam głowy, które zaraz zarzucą mi zbyt wielką pewność siebie, aroganctwo i może nawet bufoniarstwo &#8211; bo kto to ja nie jestem. Zgodzę się, że edukacja jest potrzebna, ale jak już wspomniałem – świadoma – a taka jest uciążliwa. Na to potrzeba czasu i wiele energii by to wszystko objąć rozumem. Jeśli zrobi się to po łebkach, zrodzi się nad nami wiele pokus. Imitacje, porównania, „hołdy” a kończąc na czystych plagatiach. A jak się nie zna, to i głowa nie zaśmiecona a i później miło jak ktoś wskaże ci, że inspirowałeś się na kimś znanym, a tak naprawdę nie miałeś o tym pojęcia. Co to znaczy? Albo przypadek, albo idziesz w dobrym kierunku i popełniasz podobne przystanki jak kiedyś inni twórcy, znani twórcy a to chyba jest najlepszą oceną twoich prac.</p>
<p>Wyrażę nadzieję, że dobry, (jak nie lubię tego słowa lecz zajmę się nim w przyszłości) początkujący fotograf poradzi sobie bez znajomości „wielkiej” Fotografii.<br />
To jak z instynktem u zwierząt. Albo z uczuleniem. Przychodzi samo.</p>
<p>Nieprzepalonych filmów i niezakurzonych matryc!</p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3678&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_3678" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/10/a-czy-ty-masz-swojego-idola/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>43</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na stacji benzynowej przy Boulevard Peripherique z marszandem</title>
		<link>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/09/na-stacji-benzynowej-przy-boulevard-peripherique-z-marszandem/</link>
		<comments>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/09/na-stacji-benzynowej-przy-boulevard-peripherique-z-marszandem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Sep 2009 10:14:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pistol del Marshand</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietony gościnne]]></category>
		<category><![CDATA[Marudzenie]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety]]></category>
		<category><![CDATA[marszand]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz]]></category>
		<category><![CDATA[porady]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3657</guid>
		<description><![CDATA[Pojawił się tutaj, na ZawszeKwadracie, czytelnik kontrowersyjny, w którego faktyczne istnienie niektórzy wręcz zwątpili. Pistol del Marshand, bo o nim mowa, jest jednak na tyle pewien swego, że zdecydował się opublikować własny tekst &#8211; oddając się w Wasze krytyczne ręce. Czytajcie więc, i powiedzcie, co o tym myślicie! *** Nie wszystko chcę powiedzieć, jedynie dwa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--StartFragment--></p>
<p class="MsoNormal"><em><span style="font-family: mceinline;">Pojawił się tutaj, na ZawszeKwadracie, czytelnik kontrowersyjny, w którego faktyczne istnienie niektórzy wręcz zwątpili. Pistol del Marshand, bo o nim mowa, jest jednak na tyle pewien swego, że zdecydował się opublikować <strong>własny tekst</strong> &#8211; oddając się w Wasze krytyczne ręce. Czytajcie więc, i powiedzcie, co o tym myślicie!</span></em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: center;">***</p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><em>Nie wszystko chcę powiedzieć, jedynie dwa zdania.</em></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie wszystko chcę powiedzieć, jedynie dwa zdania, jestem w podróży. Pierwsze zdanie jest o towarzystwie fotografa – to daję ekstra, drugie zdanie o tym jak zrobić dobre zdjęcie (ograniczam się do jednej wskazówki). Mam tą przypadłość, że używam określenia artysta fotograf choć wielu to się nie podoba, wolą inaczej, ale mi nie chodzi po prostu o porządny stołek &#8211; uważam, że artysta fotograf to najprostsze określenie tego o co mi chodzi. Na przykład taki monsieur Helmut Newton zżymał się na to określenie, ale on sam jest uznawany za artystę. Ludzie mówią różne rzeczy – akurat Helmut Newton to był bardzo, bardzo porządny i pracowity artisan i bardzo skromny, ale też niezwykle utalentowany artiste, wysoko ceniony, który zapisał kawał historii – słowem, nic dodać nic ująć, wielki artysta, choć sam twierdził coś przeciwnego – z tego powodu pozwól więc niech przemówi nie artysta a marszand.<span id="more-3657"></span><br />
</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><em>Jeśli znasz gdzieś fotografa uważanego lokalnie za wysokiej klasy fotografa.</em></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Jeśli znasz gdzieś fotografa uważanego lokalnie za wysokiej klasy fotografa, robiącego świetne, romantyczne zdjęcia, mającego swoich wyznawców i są dziewczyny nim zachwycone (przeważnie większość z nich to będą jego modelki) a nikt go nie chce kupić lub nie chce zainteresować się nim poza jego terytorium, to nie jest to dobry fotograf &#8211; jego zdjęciom będzie czegoś brakowało – pamiętaj o tym.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><em>Kobiety nie mają zielonego pojęcia o sztuce.</em></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Kobiety nie mają zielonego pojęcia o sztuce, czy jak mówią na wsi w Orleans, o wysokim rzemiośle. Kobiet nie pytaj czy Twoje fotografie są dobre, choć kobiety robią wrażenie jakby byłe pewne, że wiedzą wszystko (to natura sprzyjająca wychowaniu dzieci) szczególnie kiedy już posiadają dzieci – małe dzieci słuchały ich jak automaty i one nabrały przez to przekonania, że to dlatego, że one wiedzą wszystko. Kobieta dla artysty znajduje się w łóżku i sprząta w domu kiedy artysta jest z przyjaciółmi – nic więcej – rozważ to.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><em>Mistrz to nie jest dla Ciebie dobry towarzysz młody fotografie.</em><em></em></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Mistrz to nie jest dla Ciebie dobry towarzysz młody fotografie, lepiej zadaj się z dziewczynami i bądź zbuntowany. Mistrz jest stary albo bogaty albo biedny, coś mu zawsze nie pasuje. Musisz trafić na jego dobry dzień. Mistrz ma więcej problemów osobistych i ze swoją twórczością niż Ty młody fotografie – nawet się nie spodziewasz. Mistrz Cię zwiedzie na manowce – przebiegły, napalony na młode dziewczyny. On woli żeby to do niego mówić: mistrzu jakiś wspaniały, zapraszać go na otwarcia i do przyjaciół, a nie że to on miałby mówić. Przeważnie pochodzi z ludu i to jego mistrzostwo mu odbija. Jeśli jest arystokratą to na powitanie skop mu puppa wtedy nabierze do Ciebie szacunku i zaufania ale zacznie Ci się żalić na swój los, przede wszystkim na brak pieniędzy. Weź dziewczynę i ćwicz tężyznę i kulturę – to ma sens w każdym calu – to jedna z najbardziej sensownych rzeczy w życiu człowieka – pomyśl nad tym.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><em>Tajemnica dobrego zdjęcia polega na uwzględnieniu wskazówek marszanda.</em><em></em></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Tajemnica dobrego zdjęcia polega na uwzględnieniu wskazówek marszanda. Marszand wie jak wygląda dobre zdjęcie. Marszand robi selekcję i układa zdjęcia w nieprzypadkowym porządku – jedne dla tego, drugie dla tamtego. Czy już rozumiesz? Kto zrozumiał w tym miejscu ma przed sobą przyszłość na pewno. Marszand ocenia zdjęcia zarówno obiektywnie jak i uwzględniając gust i preferencje klienta – jest klienta a nie klientów. Czy już zrozumiałeś? Jak alfons wybiera odpowiednie dziwki w XVI dzielnicy. Rozumiesz? Klient nie chce tego ale chce tamtego. Rozumiesz już? Daję wprost &#8211; klient, który chce kupić zdjęcie szuka odpowiedniego zdjęcia dla siebie – decyduje o tym jego gust i preferencje. Marszand nie dyskutuje z gustami ale spełnia zachcianki – daje klientowi to czego ono chce. Rozumiesz o co chodzi w dobrym zdjęciu? Dobre zdjęcie jest zrobione dla konkretnego klienta. Musi się podobać, powiedzmy lepszym językiem, musi zostać docenione przez tego konkretnego klienta z jego gustem i preferencjami. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Co z tego wynika? Wynika, że nie istnieją zdjęcia, które będą się podobać wszystkim (które wszyscy chcieliby kupić). Wynika z tego, że fotograf robiący zdjęcia nie może chcieć dogodzić wszystkim, nie może chcieć zrobić zdjęcia pod każdym względem udanego, doskonałego – to błędna droga. Wynika z tego, że musi dążyć do zrobienia zdjęcia pod określonego klienta – wtedy zostanie doceniony i kupiony. Nawet gdyby miał fotografować z telewizji. A pozostałą publikę – olewać całkowicie pełnym otworem! I mówić o nich: to durnie, nie mają pojęcia o co tu chodzi – i będziesz miał rację! Oni będą stać przed Twoim zdjęciem i gadać bzdury o tym dlaczego zostało ono zrobione tak a nie inaczej! Tak się składa, że zdjęcia pod zamówienie są najlepsze a zrobione swobodnie takimi nie są. Nie zamieniaj klienta w odbiorcę &#8211; odbiorca, który nie kupuje jest nic nie wart &#8211; nic go nie kosztuje ani jego patrzenie ani jego gadanie. Poznaj najpierw uczucie, kiedy robisz zdjęcie pod klienta i potem on je kupuje – bez tego doświadczenia fotograf, artysta, nie wie nic ani o swoim dziele ani o sobie. Z tego powodu, z reguły, starzy artyści, dostosowani do rynku, nie przepadają za ocenianiem dzieł innych, bo nie są do tego przygotowani. To była jedna ze wskazówek, których jest w sumie pięć. Nad resztą popracuj sam, choć niechcący w szóstym zdaniu zawarłem drugą wskazówkę.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><em>Marszand bywa, że kieruje fotografem.</em><em></em></span></p>
<p class="MsoNormal">Marszand bywa, że kieruje fotografem, kiedy ten jest bliski dobrego zdjęcia ale mu nie wychodzi. Marszand mu mówi: zrób tak a tak, weź taki a taki aparat, obiektyw, sam mu daje swój sprzęt (marszand ma swój sprzęt na taki wypadek), chodzi za nim, dzwoni, pomaga – do czasu kiedy marszand mówi dość. Zagadałem się, salut.</p>
<p><!--EndFragment--></p>
<p class="akst_link"><a href="http://zawsze-kwadrat.pl/?p=3657&amp;akst_action=share-this"  title="E-mail this, post to del.icio.us, etc." id="akst_link_3657" class="akst_share_link" rel="nofollow">Share and Save</a>
</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zawsze-kwadrat.pl/2009/09/na-stacji-benzynowej-przy-boulevard-peripherique-z-marszandem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>77</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
