czwartek
Dwie staruszki na rowerach

Ansel Adams też – o ile się nie mylę – wspominał, że dużą część swoich fotografii zrobił 50 metrów od samochodu.
Oczywiście – jak to zwykle bywa – w tej wygodzie kryje się diabeł.
Mieszkając w Warszawie wydaje mi się naturalnym, że wyprawa fotograficzna zaczyna się od spakowania sprzętu do bagażnika auta. Jakież to niebezpieczne!!!
Wyobraźcie sobie sytuację: jadę sobie w małym miasteczku, nie spiesząc się, wiedząc, że tuż za rogiem może czai się jakiś kadr. I nagle rzeczywiście – widzę go! Nadchodzi w postaci dwóch staruszek prowadzących rowery – obydwie kurpulentne, obok siebie… idą i rozmawiają. Widok jest… wspaniały! Dodatkowo postawy kobiet i ich odległość obok siebie sprawiają, że kadr jest ewidentnie naturalnie kwadratowy!
No więc co robię? Daję po hamulcach. Zjeżdżam szybko na pobocze, włączam awaryjne, wyskakuję, łapię aparat, ustawiam ostrość, kieruję obiektyw w odpowiednią stronę… Chyba wiadomo, jak moje modelki zareagowały? Oczywiście, najzwyczajniej je tą akcją spłoszyłem. Wsiadły na swoje rowery, by – przejeżdzając pojedynczo obok – zostawić mnie samego szybko z tyłu, za sobą. Oczywiście, rozumiem je. Nie mam do was pretensji, drogie babcie.
Wiecie, można było to załatwić inaczej. Wiele razy rozmawiałem o tym z Keekiem, i on zaczął pierwszy zauważać ten problem. Jak jedziesz samochodem i się nagle zatrzymujesz, to człowiek widząc to – od razu włącza podwyższony stopień gotowości i jest niedobrze. Płoszy się w ten sposób „ofiarę”.
Inaczej, gdy się spokojnie idzie z przewieszoną torbą i aparatem w ręku – na pieszo. Wtedy, nawet gdy podejdziesz do modela i zagadasz – raczej nie wzbudza to w nim dzwonków alarmowych. Chyba to czas ma znaczenie – idącego człowieka widzi się odpowiednio wcześniej, i w ten sposób wpasowuje on się w krajobraz. Po prostu jest czas, by się do niego przyzwyczaić.
Z samochodami jest tak, że wszyscy są przyzwyczajeni albo do jadących, albo do stojących samochodów – no przecież żadne z nas nie spodziewa się, że auta będą się tuż obok zatrzymywać!
Dlatego wyrabiam sobie nowy sposób na plenerowanie – pojechać w jakieś miejsce, zostawić samochód i chodzić na pieszo. Powoli, spokojnie, na pewno jakiś kadr się znajdzie. A przynajmniej nikogo nie spłoszę.
All entries filed under this archive
7 komentarzy - Posted 11.10.08
Odżywam. Długie weekendy są jednak cholernie pożyteczne. Przedwczoraj robiłem zdjęcia... Robiłem je też wczoraj rano, wczoraj wieczorem, dziś rano i po południu. Bosko! Ten soczysty nadmiar czasu poświęconego na fotografowanie spowodował, że - zamiast łapać chwile, chwytać je niczym uciekające pokemony z paczki czipsów - folguję sobie i czekam na to, aż ...continue