niedziela
Drogi Jacku!
Piszę do Ciebie po powrocie z podróży na Północ, w której miałeś brać udział; właśnie dziś wróciłem z wycieczki cały i zdrowy.
Wiem, że masz prawo spodziewać się załączonych zdjęć z wyprawy, ale… musisz ubrać się w cierpliwość do momentu, aż wywołam film – wiesz jak to jest, jak się człowiek jeszcze nie dorobił lajki m9.
No więc co do podróży – minęła dość gładko; chyba dzięki temu, że razem ze mną zabrał się Robert, również zaproszony przez Piotra.
Gdy już zajechaliśmy na miejsce i wypakowaliśmy walizy w hotelu, we znaki dał się nam przede wszystkim siarczysty mróz – którego jak sądzę należy się spodziewać na dalekiej Północy. Robiąc zdjęcia można było zauważyć znaczący opór przy ustawianiu ostrości na obiektywie – smary w mechanizmach pod wpływem temperatury zgęstniały, utrudniając gładką pracę. Zaburzając trochę chronologię muszę wyznać, że – wyruszywszy mocną drużyną dnia następnego na plener fotograficzny – przytrafiła mi się w pewnym momencie rzecz jednocześnie zabawna, nieprawdopodobna i kłopotliwa: otóż aparat podniesiony do oka, przymarzł obudową do mej brody! Przypomnij sobie lekcje fizyki, oraz skojarz fakty: mróz, metalowa obudowa kamery oraz wilgotne powietrze z nozdrzy – i masz wytłumaczenie zagadki.
Ale wracając do dnia pierwszego naszej wizyty – przyznaję, że zakończył się… śpiewaniem „Bogurodzicy”, o ile wiesz, co mam na myśli. Pamiętam też, że obdarowany zostałem „zdolnością” mówienia po hiszpańsku, w szczególności do kierowcy taksówki, którą wróciliśmy z compadres do hotelu. Continue…