niedziela
Moja osobista niechęć
Ostatnimi czasy absolutnie odrzuca mnie, jak mam wrzucić gdzieś swoje zdjęcie. Patrzę na te swoje kwadraciki najnowsze i niczym Gollum przytulam je do siebie, nie pokazując szerszej publiczności, przy okazji gdzieś tam w tle tłumiąc chęć szeptania „my preciousssss…”.
I przed chwilą – wrzuciłbym na f2.art małe co nieco, ale okazuje się, że obrazek za dużo zajmuje.
Damn it.
Siedzę więc i tępo wpatruję się w miniaturki fotografii, które chowam na dysku, niczym w szufladzie drewnianego biurka, zamykanej na kluczyk, który noszę na szyi.
Swoją drogą, czy ci, którzy noszą coś na szyi to szyici?
Nie, chyba nie.
No ale wracając do sedna – wydaje mi się, że za moją niechęcią kryje się rozmiar. Nie, nie śmiejcie się, nie ten rozmiar. Rozmiar zdjęcia.
Kiedyś krytykowałem modę na duże odbitki, ale widzę, że tutaj, w Internecie, rozmiar wielkości znaczka pocztowego naprawdę mi przeszkadza. Często 600×600 pikseli to maksimum, na jakie można sobie pozwolić w galerii, a przecież bywa, że to przy niektórych zdjęciach za mało. No i powolutku dochodzę do – niebezpiecznego trochę – wniosku, że zdjęcia powinno się pokazywać tylko i wyłącznie na papierze. To bardzo nienowoczesne podejście, a wręcz desktrukcyjne, można by rzec. Bo przecież odrzucając zdjęcia z monitora skazuję się na odsunięcie od inspiracji, rozmów o fotografii, krytyki, no i oczywiście uwielbienia fanek!
A może rozwiązaniem jest pocztowa wymiana odbitek, tak jak robią to uczestnicy apug.org?