sobota
Poszukiwacze zaginionej weny
Motto: Podróże kształcą (fotograficznie)
Symptomy pojawiły się dawno temu. Rudolf zaczął wdawać się w gadki z Roderykiem, co odbijało się na ich stosunkach z całym otoczeniem, a przede wszystkim z małżonką tego pierwszego. Robienie zdjęć było coraz bardziej obarczone jakimiś nieokreślonymi oczekiwaniami i sytuacja nie wyglądała na taką, która może się polepszyć. Należało działać.
– Ale czego tak naprawdę chcesz?! — dość młoda blondynka prawie krzyknęła do idącego ramię w ramię ponurego Rudolfa idąc w zatłoczonym centrum handlowym. Był czas gorączki przedświątecznej, co zaogniało dodatkowo sytuację; w końcu nikt zdrowy na umyśle nie lubi Świąt Bożego Narodzenia!
– Chciałbym zrobić zdjęcie.
– Przecież robisz zdjęcia, wariacie!
– Nie-eee… Takie zdjęcie, żeby dawało po oczach. Takie, żeby było symbolem moich zdjęć. Takie, takie…. no wiesz.
– Nie. Nie wiem. Wymyślasz, zamiast skupić się na zakupach.
Rudolf ponuro łypnął wzrokiem na swoją małżonkę. Najwidoczniej znowu nic nie rozumiała. A co najgorsze, on sam nie potrafił tego wyartykułować, co nie ułatwiało sprawy. Zmarszczył czoło i puścił rękę zaaferowanej zakupami kobiety. Zdecydowanie potrzebował jakiegoś impulsu.
„Impulsu, srulsu”, pomyślał ponuro. Rozglądając się wokół widział jedynie szarość i kadry, które już dawno przelały się przez plfoto. Odkąd przestał pić i nie zdarzało mu się już być miętowym, nie potrafił nawet widzieć w ten specyficzny sposób, który czasem prowadził do zrobienia zdjęcia. Świat się walił na jego głowę, a wokół nie było nikogo, kto by dostrzegał katastrofę, nie mówiąc już o jakiejś pomocy.
– Dzień dobry, zapraszamy do promocji! — zaszczebiotała przebrana za aniołka hostessa, ze zniewalającym uśmiechem wręczając ulotkę stojącemu na środku promenady Rudolfowi. Continue…
