niedziela
Covery?
Jestem zniesmaczony.
W muzyce jest tak, że często się gra covery.
Jak twierdzi ciotka wikipedia, jest to „nowa aranżacja istniejącego utworu muzycznego odtwarzana przez wykonawcę, który nie jest jego pierwotnym autorem”. To dla tych, którzy nie wiedzieli.
No i pomyśleć by można, że – skoro naśladownictwo jest najwyższą formą uznania i podziwu – to i w fotografii zdaży się często-gęsto zjawisko analogiczne. Taki fotocover. Ale nie – w fotografii są to zwykle fotogówna.
A przynajmniej jeśli chodzi o landszafty.
Wiecie co mnie najbardziej dołuje? Że ci wszyscy pseudo-artyści myślą, że robiąc zdjęcie tego samego, fotografowanego przez niezliczone rzesze fotografów miejsca – zrobią to inaczej niż każdy poprzednik. I lepiej.Albo – że jak zrobią zdjęcie w miejscu, gdzie kiedyś stał ze statywem któryś z większych bądź mniejszych Mistrzów – to migocząca łaska spłynie na ich aparaty sprawiając, że automatycznie staną się lepszymi fotografami.
O do licha, jakie to jest dołujące!
Popatrzcie więc na to, jak wygląda kompilacja zdjęć znaleziona w minutę – oczywiście z premedytacją nie zamierzam wnikać, kto jest autorem. Przecież w takim wypadku to bzdura! Continue…
