poniedziałek
Dźwięk Fotografii

Na szybie przyklejona była spora, czarno-biała odbitka – po naruszeniu ostrzem taśmy klejącej kurczący się w procesie suszenia papier zwany „barytem” zrywał resztę naprężeń ze specyficznym dźwiękiem, który wydawał mi się tak ładny. I – wierzcie, bądź nie – olśniło mnie!
Już wiem, dlaczego niektórzy nie lubią cyfrówek!
Dlatego, że są one zwykle żałośnie bezdźwięczne!
Pomyślcie – tyle dyskusji na forach dyskusyjnych wynikłych jedynie z tego, że ktoś usłyszał ciszę! ;)
Poważnie, ja lubię dźwięki, jakie niesie za sobą fotografia – tylko, rzecz jasna, te prawdziwe: trzask migawki w moim głośnym i dość ciężkim aparacie, plusk wody przy wywoływaniu, pękanie barytu przy suszeniu i specyficzny szelest sterty grubego papieru przy przeglądaniu gotowych zdjeć.
Teraz pomyślcie, co ma czuć człowiek przyzwyczajony do tych wszystkich „audycji”, gdy ktoś mu da w ręce typowy „kompakt” i do tego jeszcze z wyłączonymi dźwiękami (bo umówmy się, te odgłosy z głośniczków zwykle drażnią ucho). Nie dziwne, że pojawia się niechęć, a czasem i agresja!
Wniosek jest prosty – cyfrowe lustrzanki (które często dość przyjemnie kłapią lustrem)… mogą uratować fotografię! Przede wszystkim od „bezpłciowości”, jaką grozi rozwój w stronę kompaktowości. :)
Tak czy siak – my sami możemy też uratować fotografię przez szelest papieru – róbcie więc odbitki czy też wydruki, do diabła!