niedziela
Subtelny geniusz, czyli nauka na błędach
W pewnym momencie, w wyniku jakiegoś dziwnego zrządzenia losu, razem z Keekiem znalazłem się na plenerku. Było już mocno po zachodzie, a my wracaliśmy do domów. Nie mieliśmy zrobionej ani jednej klatki, więc miny były nieciekawe. Mieliśmy jednak nadzieję (podobno ona umiera ostatnia) – otóż plan zakładał, że po drodze „cykniemy” pewien stary młyn.
I owszem, zajechaliśmy na miejsce, a na owym miejscu stał młyn.
Warunki pogodowe – mizerne. Księżyc miał wzejść za jakąś godzinę czy dwie (albo jeszcze później). Chmurek – jak na lekarstwo; tyle jednak, że przy długich ekspozycjach trudno zauważyć gwiazdy.Ciemno i zimno. Jednym słowem – wszystko przeciw nam.
Jednak determinacja fotografa bywa wielka – wyszliśmy i narażając życie zeszliśmy nad wodę i Straszny Młyn. Ponieważ było ciemno jak w… ciemni (a nawet ciemniej), to przy pomocy latarki zaczęliśmy szukać kadru. Zadanie było o tyle utrudnione, że jakieś zdjęcie było już tam przez jednego z nas uprzednio zrobione – a wiecie, jak to destrukcyjnie wpływa na Ego. ;)
Łazimy po tych chaszczach, i w konsternacji przestaliśmy się na chwilę nawet do siebie odzywać. Continue…