niedziela
Koncert fotografa
Jakoś tak wyszło, że ostatnie dwa dni spędziłem w podróży. Wyszło też tak, że relatywnie dużo razy słyszałem o koncertach. Owszem, możliwe, że moje przemyślenia są wynikiem zmęczenia trasą, ale pod czaszką cały czas tkwi mi pomysł: dlaczego żaden fotograf nie „koncertuje”?
Wiecie, koncerty to takie opium dla mas – rozrywka to raz, a dwa to jakieś pokazanie na żywo, że rzeczywiście umie się grać. Zauważam, że muzyka rozrywkowa (i nie tylko) dużo mimo wszystko zyskuje przez koncerty! Ludzie dobrze się bawią, mają osobisty kontakt z twórcą, a ponadto widzą, że ten twórca potrafi z ludźmi rzeczywiście się komunikować. Komunikować nie tylko przez rodzaj muzyki i tekst, ale również przez żywą interakcję podczas spotkania z fanami.No a jak to jest z fotografami?
Zachowują się jak stare pryki, ot, jak jest.
Fotograf uważa, że komunikacja jest wtedy, jak w ogóle pokaże zdjęcie. Uważa, że wychodzi do ludzi, jak zrobi (albo pozwoli zrobić) wystawę z wernisażem, na których pokaże się, powie kilka niezrozumiałych zdań i da pooglądać swoje obrazki.
Nie sądzicie, że to trochę za mało? Gdzie dynamizm komunikacji, gdzie jakieś porwanie ludzi? Czemu fotografowie nie pokazują, że potrafią na żywo robić zdjęcia? Za trudne? Może to tylko utarty schemat, który trzeba przełamać?
I nie mówcie mi proszę o warsztatach fotograficznych jako substytucie koncertu – warsztaty są dla innych fotografów.
Czemu nie koncertujemy? A jeśli już znajdzie się odważny – jak taki koncert zorganizować?
