czwartek
Żona mówi, że jestem głupi
Dziś, z racji tego, że od rana jestem sfocusowany fotograficznie, zdążyłem odwiedzić już wiele miejsc i nawet zrobić ze dwa zdjęcia. Niestety, zebrałem też trochę… inwektyw od małżonki.
Owszem, często zapominam o tym, co wokół mnie – ale tylko wtedy, gdy zdjęcia robię z kimś, do diabła, i mogę sobie na to pozwolić!
Zdarzało się, że całkowicie zapominałem o moim ohydnym lęku wysokości – bo kadr mnie wołał. Zdarzało się, że nadużywałem cierpliwości kierowców – nie tylko tych grzecznych; musiałem czasem w ostatnich chwili spieprzać na pobocze, ukrywając się nie tylko przed własnym sumieniem, ale przede wszystkim przed gromiącym wzrokiem partnerki seksualnej. Ale zawsze rozstawiałem jakieś tam ubezpieczenie, albo przynajmniej zostawiałem sobie delikatny margines bezpieczeństwa.
Psiakrew, chyba to normalne, że jak się coś robi i skupia się na tym uwagę, to o kwestiach zabezpieczających się nie myśli, right?
No ale dzisiaj chyba przesadziłem, bo naraziłem partnerkę na… burzę i oberwanie chmury. Ale naprawdę, najzupełniej serio i poważnie – nie mogłem tych kadrów odpuścić. Kazałem jej biegać w strugach deszczu trzymając parasol nad aparatem. Spodnie i buty ucierpiały, ale cóż… przynajmniej była adrenalinka i się uśmialiśmy.
Nie gniewasz się, Kasiu?
PS. Zdjęcia nie ma, uprzedzając niewygodne pytania, bo jeszcze filmu nie skończyłem, i basta.