wtorek
Szczęście
Zauważam, że dopisuje mi szczęście.
Korzystając z wiosny, staram się jeździć, chodzić i polować z aparatem na warte zapisania kadry. I mimo, że poświęcam mniej czasu niżbym chciał (bo przecież praca i inne takie), to ostatnio zmuszony byłem przyznać przed sobą samym oraz moją partnerką seksualną, że… dopisuje mi szczęście w fotografowaniu!
Przykład:
Włóczymy się razem tu i ówdzie, i widzę miejsce pełne potencjału. Odpowiedni układ elementów statycznych, jest nawet punkt akcentujący na zasadzie kontrastu całą scenę, tylko brakuje mi człowieka do całości. Najlepiej na rowerze. No, ale że pora nieodpowiednia, to obiecuję sobie przyjść w inny dzień. Przychodzę. I co? W skomponowany zawczasu kadr po kilku minutach rozglądania się wjeżdżają mi kolejno kobieta i mężczyzna na rowerach.
Podejrzanie wspaniałe! ;)
Ale wiem dobrze, że to nie jest tak, że po prostu Los mi sprzyja. Gdybym się nie przygotował, nie zwlókł tyłka z wygodnego fotela, i pojechał na plener później, to nic by takiego się nie stało. Wychodzi więc na to, że delikatna pomoc i wysiłek z mojej strony, a bogini fotografii gotowa jest posłać mi całusa!
No i najpoważniejszym pytaniem, jakie rodzi mi się w głowie jest: jak ona ma do licha na imię? Jak do niej przemawiać (modły zanosić, ofiary przebłagalne składać)? Jak, no jak?