piątek
Fotografia analogowa vs cyfrowa
Wiele razy (również i tutaj) poruszony został temat antagonizmów, które widoczne są między obozami reprezentującymi odpowiednio fotografię analogową i cyfrową.
Ja się dziwię. Dziwię się, bo tak naprawdę jest to konflikt między dwoma bratnimi plemionami, coś na kształt wojny domowej, która przecież zrodziła się z nieporozumienia, czy też “niezrozumienia”.
Może i się narażam formułując takie osądy, ale niech tam – słuchajcie więc mnie szczególnie wy, analogowcy!
Tak, dziś będzie do zatwardzałych ortodoksów, analogowców, którzy kochają się w swojej analogowości.
Powiem wam, jaka jest najprawdziwsza prawda, ukryta pod mroczną prawdą. Otóż zwyczajnie nie nadążacie.
Fotografia cyfrowa jest trudniejsza. Jest trudniejsza, bo trzeba opanować więcej narzędzi (nie tylko aparat i ciemnię w postaci fotoszopa, ale też komputer i inne urządzenia), a poza tym trzeba – i naprawdę nie ma tu wielkiego wyboru – wciąż być na bieżąco i nadążać za zmianami. To jest cholernie trudne szczególnie w dzisiejszych czasach.
Fotografia analogowa jest więc czymś w rodzaju powrotu do bezpiecznego, acz nieprawdziwego już dzieciństwa. Kto nie nadąża – mówi, że fotografia cyfrowa nie ma duszy i zamyka się w ciemni. Regres w imię zachowania twarzy. A co zrobić z tymi, którzy dają radę i nadążają? Ach, jak im zazdrościmy! Zaatakować więc! Oskarżyć o herezję i spalić!
Muahahaha, ależ was rozgryzłem!!! :D