niedziela
Wciąż można znaleźć samorodki
Czasem sobie chodzę sam po okolicy. Biorę kilof na ramię i ruszam szukać.
Niektórzy mówią, że jestem szalony, bo złoto już dawno się skończyło, ale ja wciąż liczę na jakieś samorodki. Rzeczywiście, może i jestem szalony. Ojciec mi mówi, że żółty kruszec lepiej byłoby odzyskiwać ze starych komórek i podzespołów komputerowych, ale to nie dla mnie. Wolę sposób moich pradziadów.
I wiecie co? Właśnie coś znalazłem. Muahahaha!
No dobra, może to zabrzmiało trochę zbyt grafomańsko, ale poważnie – czuję się, jakbym znalazł taki samorodek.
Wpadłem na jego zdjęcia, bo jedno ze zrobionych przeze mnie mu się spodobało. Kliknąłem i zagadałem. Posłuchajcie.
– Lubię robić zdjęcia, ale jestem totalnym fotoamatorem — zaczął wyjaśniać. — Moje pierwsze są sprzed jakichś 14 miesięcy. Wiesz, fotografia dla mnie to głównie takie snapshoty rodzinne. Poza tym, w szkole nie lubiłem malarstwa, rysunku czy grafiki – nie chodziłem na zajęcia i miałem słabe oceny – więc podstawy kompozycji u mnie wypadają raczej słabo.
– Ale robisz porządnym sprzętem, do tego analogowym — wytrzeszczyłem na niego oczy z niedowierzaniem.
– Niby tak, ale jak rok temu dostałem w ręce hassela, to nie wiedziałem gdzie nacisnąć, żeby zrobić zdjęcie. A założenie filmu było jeszcze większa tajemnicą. Jednak coś pstryknęło w moim mózgu po pierwszym zdjęciu – zakochałem się w dźwięku migawki i z dnia na dzień moje uczucie rośnie.
– No dobrze, ale ten styl starej Sally Mann… Continue…
