niedziela
Fotografia ma się dobrze, to prawda.
Przyjaciele mówią mi, żebym przestał pisać.
Niewykluczone, że mają rację – 4 lata temu, gdy powstał Zawsze Kwadrat, fotografia w Polsce była naprawdę w słabszej kondycji. Na półkach królowały fotoszopy, a synonimem aparatu fotograficznego była cyfrowa „małpka”. Dziś w Empiku wybór 8 razy większy: są pozycje, które nawet bym sobie kupił, gdybym miał taką fantazję wydawać pieniądze na wszystko, co mnie zainteresuje. Powstają nowe, „ambitne” księgarnie, w których można – nie korzystając z pomocy wujka z Ameryki – naprawdę dostać rzadkie i wartościowe książki, często w obcym języku.
Ludzie też jakby bardziej świadomi wizualnie. Zwracają uwagę na czarno-białe odbitki już nie na zasadzie „o, mój dziadek takie robił”; raczej pytają który to taki artysta i czy da radę zdobyć podobne zdjęcie.
Jednocześnie wszystko jakby dryfuje w swoim kierunku, a ja czuję się trochę wyalienowany. Jak pewien wędkarz, który zimą poszedł łowić ryby nad przerębel… bez wędki. Ewidentnie czegoś też mi brakuje, ale mimo wszystko i tak dobrze mi posiedzieć nad wodą i poobserwować ptaszki.
I w końcu tak bywa, że spotykają mnie sytuacje, które mój brak wędki boleśnie mi uświadamiają. Tak właśnie było z pewnym chętnym na mój zestaw lamp błyskowych. Sprzedałem je, oczywiście. Continue…