czwartek
Zapach książek
To było tak:
Jeszcze w lipcu usłyszałem, że w bibliotece ZPAF są do wypożyczenia Dzienniki E. Westona. Oczywiście zapisałem sobie, że trzeba je wypożyczyć. I w końcu nastała wiosna i udało mi się wziąć w garść: poszedłem się zapisać.
Lekki wiosenny deszczyk na Placu Zamkowym powodował, że japońscy turyści chowali swoje małpki pod marynarkami, względnie pod parasolkami (jeśli któryś miał).
Znajduję numer osiem i wpadam na trzech artystów „na papierosku” (Człowiek z Fryzurą „na pożyczkę”, Człowiek w Swetrze i Fotografik z Zezem). Poczułem dreszczyk – trochę duch lat 70-tych (te okulary, ten sweter), trochę świadomość, że to członkowie ZPAF, trochę krople deszczu spadające ze składanego parasola – to wszystko stworzyło klimat. Kierują mnie na dół – strasznie uprzejmi ludzie – i trafiam do pomieszczenia biblioteki.
Przystaję na chwilę i „dostaję obuchem po głowie” – w nozdrza wpycha mi się wspaniały i specyficzny zapach starych książek!
Niesamowite jest dla mnie również to, że na półkach wokół leżą sobie spokojnie tomy pełne wiedzy skupionej wokół obrazu i fotografii. Fantastyczne uczucie.
Mam w końcu te Dzienniki. Brakuje mi trochę czasu (wiem, to skandal), i może w święta dokończę wreszcie pierwszy tom. Póki co, muszę powiedzieć, że to wielka frajda czytać zapiski człowieka z początku XX wieku – tym bardziej, że to zapiski o charakterze osobistym i jednocześnie zapiski sławnego fotografa. Fotografa, który – jak ja – lubił pomarudzić; przykładem niech będzie krótki, ale dosadny fragment opisujący zmianę służącej (Elisa zastąpiła Aurorę):
Elisa nie potrafi ani pisać, ani czytać (Aurora potrafiła). Jednak – podczas gdy Elisa jest zwinna i inteligentna, Aurora była powolna i głupia – to tyle w temacie edukacji.