Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1151
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

mar 31
środa
Wokół ludzi
Fotograficzna publiczność

Często słyszę, że fotografii nie powinno się robić „do szuflady”. Fotografia zwykle jest robiona po to, by ją pokazywać.

W końcu – jeśli nie pokazywać, to po co w ogóle utrwalać? Lepiej chwytać wzrokiem i zapisywać w głowie, choć to potrafi stwarzać pewne problemy

No więc pokazujemy. Przez internet, w książkach, czy galeriach. Na ekranach monitorów i drogich papierach najwyższej jakości.

Jednak – często czujemy niedosyt. Chyba szczególnie właśnie w epoce internetu – wskaźniki popularności naszej strony ze zdjęciami (czy własnej, czy takiej, która jest fragmentem większej galerii) – są tak mierzalne, tak łatwo odnaleźć i zobaczyć trendy – w końcu tak prędko człowiek ulega pokusie zwiększania ilości swych odbiorców! A gdzie jest cel? Gdzie koniec?

Brooks Jensen zadał takie pytanie na swoim blogu, sugerując jednocześnie, że publiczność jako taka może wręcz… uzależniać. Prędzej czy później, niektórzy dochodzą do etapu, gdzie chcą tylko więcej i więcej. Systematycznie więcej! Stale!

I rzeczywiście – widzę, że wielu fotografów ma głęboko w dupie to, kto obejrzy jego zdjęcia. Ale za to dbają mocno o to, by promować się tak, by ilość odbiorców była jak największa. Ilość „userów” albo szum w mediach, zależy na jakim etapie jesteś i kogo znasz.

Swoją drogą ciekawi mnie ta różnica w tym, jak do fotografii podchodzą Amerykanie i Polacy: ci drudzy często wstydzą się mówić o tym, że chcą dotrzeć do kogokolwiek, a ci pierwsi są już na etapie redefiniowania podejścia zmierzającego do odnalezienia właściwego odbiorcy. Czasami wręcz mam wrażenie, że koledzy zza Wielkiej Wody traktują wszystko (fotografię czy sztukę w szczególności) jako biznes.

Tak więc chyba mimo wszystko powinienem zdefiniować odbiorcę; i tu pojawia się problem:

Kto w Polsce interesuje się fotografią nie robiąc jej? Bo nie chcę, by odbiorcą moich zdjęć byli tylko koledzy z aparatami.

Gdzie znaleźć takich ludzi? Co to za środowiska?

Klasa średnia? Wolne żarty. Więc gdzie? A może tutaj, na zawsze-kwadracie? Jest ktoś, kto nie robi zdjęć i chciałby je, powiedzmy, kupić (czy to w formie albumu, czy odbitki)??? Bo jak inaczej zdefiniować właściwego, docelowego odbiorcę?

Dodatek, polecane komentarze:

Autorstwa _K_____:

Wiekszosc odbiera fotografie jako sztuke. Lokujecie ja w galeriach, na wielkich aukcjach i innych temu podobnych miejscach, ktore rozpalaja wyobraznie i marzenia. Tyle, ze – co jesli ona sztuka nie jest?
Porownujac do literatury – kupujecie i czytacie ksiazki tylko wielkich, znanych i docenionych?
Co do popularnosci zas – czy nie lepszym od liczenia slupkow i statystyk jest nawiazanie dialogu z odbiorca?
Tysiac “lubie to!” i “fajnych” klepniec po plecach za jedna spokojna rozmowe z kims wartosciowym.
Lub cokolwiek, byleby dluzszego niz 160 znakow.

Autorstwa Ja:

Drogi Rudolfie, Droga publiczności. Poruszyłeś temat wstydliwy i odważny zarazem. Sztuka zachodnia bez publiczności nie istnieje. Cywilizacja zachodnia rozprawia sie w barbarzyński sposób z “wewnętrznym dzieckiem” stawiając na racjonalność, oglądalność, hierarchię wartości i ważności. Kiedy byliśmy dziećmi rysowaliśmy spontanicznie rysunki, mazaliśmy w zeszytach nie oglądając sie na nikogo. Robiliśmy to dla siebie, z własnej potrzeby i satysfakcji. Jaka cywilizacja, taka jej sztuka. Kiedyś papieże jako spadkobiercy dziedzictwa Cesarzy decydowali, who is hot, who is not. Teraz mechanizmy rynkowo-marketingowe sprytnie manipulują potokiem zdarzeń i wydarzeń, gdzie w sukurs przychodzi im nieokiełznany strumień internetu, który niczym Karcher szlifuje lakier Sztuki. A spójrzmy teraz na Mistrzów ZEN, z ich wewnętrznym dialogiem w postaci wiersza haiku oraz kaligrafii. Ani jedno ani drugie nie nawołuje odbiorcy aby żyć. Istnieje samo w sobie, w niemym zachwycie nad tajemnicą istnienia.


Post Tags: , , , ,

36 Responses to “ Fotograficzna publiczność ”
  1. „Kto w Polsce interesuje się fotografią nie robiąc jej? Bo nie chcę, by odbiorcą moich zdjęć byli tylko koledzy z aparatami.”

    Oprócz kilku oszołomów-komentatorów na ZK raczej nikt. Powód wydaje mi się trywialny – robić zdjęcia każdy może…i umie, więc nikt „nie zajmujący się fotografią” nie traktuje jej poważnie. Co innego takie np. malarstwo, ooo tutaj aktu już nie każdy z pędzlem stworzy, nie to co np. na plfoto….Zatem ranga danej sztuki decyduje o jej popularności i statusie artystycznym.

  2. ja albumu z twoimi zdjeciami bym mie kupił, jeżeli o to pytasz. tak zrozumiałem twojego posta:)

  3. Bardzo dobrze postawione pytanie. Zmusza do refleksji, zastanowienia, myślenia… Świetne. Oddalam się w celu długich przemyśleń…

  4. Ja mam obecnie 5 (słownie: pięciu) odbiorców, do każdego docieram trochę innymi drogami, dla każdego przygotowuje inne, specyficzne fotografie. To oczywiście moi znajomi. Najważniejszym odbiorcą jestem jednak ja sam za 5, 10, 25 lat. Wtedy będe miał głęboko gdzieś fakt, że jestem ich jedynym oglądającym. Fotografia nie koniecznie musi być robiona żeby ją pokazywać, fotografia może być robiona na pamiątkę.

  5. @hubert: owszem, mam ciągoty pesymistyczne, ale nie wierzę, że aż tak jest źle.

    @kobbal: raz, że źle interpretujesz posta, a dwa, że popełniasz wieeelki błąd publicznie odżegnując się od zakupu mojego albumu. ;)

    @iREM: a ja myślałem, że etaty zgryźliwców są już obsadzone na tym blogu…

    @io3times: 5 odbiorców? ciekaw jestem, czy spontanicznych, czy takich, do których doszedłeś, bo zaplanowałeś.

  6. Magik z Bombaju

    kwi 1, 2010
    Reply

    Ten temat bardzo lubię. Zresztą często on wraca co jest zrozumiałe. Na tabliczkach, które nadal spoczywają w Górach Świętokrzyskich, jeszcze nie odkryte, wyraźnie jest wyryte, że spośród wszystkich ludzi fotografujących 95% to są matoły kompletne, 4% to są obleśni kolesie, 1% ma pojęcie o robieniu zdjęć. Kto i dlaczego to wyrył? Niewiadomo.
    Na kamieniach z Graphiconu wyryto z kolei, że 99% fotografuje dla samej czynności fotografowania, dla przeżycia, to taka formy aktywności, cholera wie, jakieś freudowskie czynności, tylko 1% myśli kategoriami gotowego zdjęcia, więc wszystko można znaleźć: morze amatorskiej fotografii, o czym pisze Hubert, i biznes.
    Hubert moim zdaniem idzie w dobrym kierunku ale chyba nie widział dobrej fotografii na dużej odbitce. Moim zdaniem fotografia może być atrakcyjna jak każdy inny obrazek lub przedmiot. Przynajmniej ja tak to odbieram. Fotografia, poza przekazem informacji, służy wyłącznie jednemu, dekoracji. Każdy chce dekorować swoje otoczenie czym innym, każdemu co innego się podoba. To taka cecha ludzi. Tak to widzi Magik.
    Jeśli ktoś już chce dekorować swoje otoczenie za pomocą fotografii to liczy się jedno: NAZWISKO. Nazwisko = marka. Nazwisko + bzdet = dzieło. Tak to funkcjonuje. Ale czy rzeczywiście bzdet?
    W kwestii bzdetów, na koniec kamienie z Codaac. Wyryte tam wyraźnie jest, że wszystko może być interesujące lub być szajsem, towarem śmietnikowym, i nie ważne czy to jest malarstwo, fotografia, rysunek, recytacja wiersza. Ze wszystkiego można zrobić dzieło lub śmieć, wszystko zależy od autora, co potrafi taki koleś. Na najsłynniejszym kamieniu z Codaac wyryte jest, że statystycznie bardzo, bardzo, bardzo niewielu ludzi potrafi tworzyć coś nieprzeciętnego. Jeśli jesteś jednym z wielkiej rzeszy zwykłych konsumentów zup w puszkach i nie robisz z tych puszek dzieła sztuki, to się nie przejmuj, że nic sensowego nie stworzysz, nie jesteś sam, i na pewno znajdziesz dziewiccę, której to nie będzie przeszkadzać. A pytanie o aparat, który dzierżysz w dłoni, po co go dzierżysz, zignoruj, przecież jesteś tak niezwykły i gdybyś się tylko spiął to byś takie zdjęcia zrobił, że hej.
    Do czego w końcu zmierzam, zapytasz? A xuj to wie, odpowiem.
    Czy to prawda z tych kamieni potwierdzona badaniem rozpadu węgla, zapytasz? Tak to prawda, odpowiem.

  7. Magik z Bombaju

    kwi 1, 2010
    Reply

    Nie martw się Rudolf czy są ludzie interesujący się fotografią. Są, interesują się różnymi ciekawymi rzeczami w tym i fotografią jak wszystkim innym. Nawet nie chodzi o ceny i biznes, ale o fajne ciekawe fotografie. Nie takie od sztancy, albo takie wyciągnięte maksymalnie z RAWa, albo takie przez YG promowane, to jest gówno. Po prostu brakuje oryginalnych, może powinienem napisać, fajnych, odjechanych, porąbanych fotografii, jakiś kuxwa nie takich wypieprzonych od sztancy jakby każdy miał ambicje naśladować tych 5 kolesi z encyklopedii fotografii współczesnej…tylko takich dzikich, nowych, niepowtarzalnych, kogoś kto się nie piexdoli.
    Czytających pardon, ale tylko w ten sposób mogłem oddać emocje skojarzone z tematem.

  8. Rudolf! Ja chętnie kupię twoje zdjęcia. Ale musisz mi dać gwarancję, że przez najbliższych kilkanaście lat będziesz ciężko pracował na swoje nazwisko. Że będziesz znany na świecie, a przynajmniej w Europie. Że będziesz wystawiał w prestiżowych miejscach i wydasz kilka docenionych albumów. Wtedy za 20 lat Twoje autorskie zdjęcia będą warte kupę kasy, ich wartość wzrośnie no powiedzmy 20-to krotnie. Inaczej to kasa wyrzucona w błoto, za 20 lat nikt nie będzie pamiętał kto to Rudolf i nigdzie tego nie odsprzedam. Takie są OKRUTNE prawa rynku sztuki!!! Tak było zawsze, jest, i będzie. Galerie inwestują tylko w obiecujących artystów, promują ich i inwestują kasę, bo liczą że w przyszłości na nich zarobią. Ale pocieszmy się, czasem zdarzają się wyjątki od reguły. Życzę wszystkim żeby ich zdjęcia były docenione! Pozdrawiam! maciej

  9. Rudolf, nie mogę kupić Twoich zdjęć, bo uważam się za fotografującego. A przecież nie dla fotografujących robimy zdjęcia, jeśli dobrze zrozumiałem. :-) Nie było ani grama zgryźliwości, po prostu skłaniasz innych do zastanowienia. Mnie się to naprawdę podoba. To samo robił Iczek, ale szlag Go trafił… Szkoda.
    Co do nazwiska, to częściowo się zgadzam z Magikiem. Z tym, że ja napisałbym trochę inaczej. Bycie Żydem +cośtam = dzieło. Ilekroć czytam biografie, bądź oglądam film o słynnych fotografikach nachodzi mnie pytanie: dlaczego nie urodziłem się Żydem?

  10. @Magik: są? A jak mam ich określić? Czy może twierdzisz, że wywodzą się z tak wielu różnych środowisk i warstw społecznych, że nie da się ich wsadzić do jednego worka i podpisać?

    @tom: tu nie chodzi o to, w co inwestują galerie. I nie chodzi o inwestycje w sztukę, jak mniemam – chodzi o to, kto kupi fotografię młodego, nieznanego fotografa!

    iREM: przepraszam, że Cię tak odebrałem, mam już po prostu paranoję na punkcie zgryźliwości przez niektórych, z którymi się zadaję :)
    Co do Żydów – wrócimy w najbliższym czasie obszerniej :)

  11. A propo tego co napisałeś na samym początku R., to poruszyłeś temat rzekę dotyczący użyteczności i funkcjonalności wszelkiego rodzaju sztuki.
    Mnie na przykład sztuka dla sztuki nie interesuje. Sztuka dla odbiorcy – owszem i faktycznie czasem się zastanawiam czy na ile warto w fotografować [czy w moim przypadku malować czy tworzyć w jakikolwiek inny sposób] to co się będzie podobało z dużą dozą prawdopodobieństwa dużej ilości ludzików, a na ile to co się na prawdę chce i czuje – a co zrobi wrażenie na dwóch. Chyba chodzi o to, żeby robiąc coś dla ludzi ‘mówić’ o tym o czym mamy pojęcie i do czego sami przed sobą możemy się przyznać. Mam nadzieję, że się nie zamotałam całkiem w pisaniu, łatwiej mi coś zrobić niż o tym napisać.

  12. Jeszcze jedna sprawa. Jest sztuka dla sztuki. Sztuka dla odbiorcy. Sztuka dla siebie. [ta ostatnia jest też jak najbardziej w porządku].

  13. Wiekszosc odbiera fotografie jako sztuke. Lokujecie ja w galeriach, na wielkich aukcjach i innych temu podobnych miejscach, ktore rozpalaja wyobraznie i marzenia. Tyle, ze – co jesli ona sztuka nie jest?
    Porownujac do literatury – kupujecie i czytacie ksiazki tylko wielkich, znanych i docenionych?
    Co do popularnosci zas – czy nie lepszym od liczenia slupkow i statystyk jest nawiazanie dialogu z odbiorca?
    Tysiac „lubie to!” i „fajnych” klepniec po plecach za jedna spokojna rozmowe z kims wartosciowym.
    Lub cokolwiek, byleby dluzszego niz 160 znakow.

  14. Magik z Bombaju

    kwi 1, 2010
    Reply

    @Rudolf „Czy może twierdzisz, że wywodzą się z tak wielu różnych środowisk i warstw społecznych, że nie da się ich wsadzić do jednego worka i podpisać?”

    Tak dokładnie bym to ujął, są tak różni a spotykają się w symbolicznej galerii. To właśnie moim zdaniem jest tak typowe dla świata fotografii, że się mogą oni wszyscy tacy różni spotkać. Oczywiście nie przypadkiem dotknąłeś tego tematu, jak się domyślam. Ale tak to chyba właśnie jest. Musi w tym być jakieś zaangażowanie intelektualne lub estetyczne, erotyczne czy snobizmus. Cała ta menażeria łasa na przyjemności rzuca się na nowe zdjęcie i każdy konsumuje z niego coś innego. Nie wiadomo więc jak określić docelową grupę. Ująłbym to tak. Ja myślę, że trzeba być egoistą, całkowitym indywidualistą, plwać na gustta i inne, robić swoje, malować gównem jak Delacroix, potem sępy się zlecą i… zobaczymy. To gra va banque, nie dla panieneck, albo się uda albo nie, albo maszyneria zatrybi albo nie. Kto asekurrant ten nie wygrywa.

    @U „to co się będzie podobało z dużą dozą prawdopodobieństwa dużej ilości ludzików”

    A może wśród odbiorców zdjęć są nie tylko ludziki ale ludzie sporo przewyższający fotografa pod każdym względem?

  15. Magik z Bombaju

    kwi 1, 2010
    Reply

    @U „Chyba chodzi o to, żeby robiąc coś dla ludzi ‘mówić’ o tym o czym mamy pojęcie i do czego sami przed sobą możemy się przyznać.”

    Myślę, że ocena odbiorców działa artystycznego, czegoś co jest celowo utworzone jako dzieło artystyczne i celowo wystawione do obejrzenia, ta ocena jest bezwzględna, totalna, niszcząca, jak tajfun. Bach Bach. Jak ktoś w swoim dziele ma zamiar pokazać autentycznego siebie 1:1, to musi liczyć się z tym co będzie, gdy jego dzieło zmieszają z błotem i wyśmieją. Te sprawy są okrutne. To jest cała sztuka żeby to robić wkładając w dzieło prawdę ale niekoniecznie siebie.

  16. Drogi Magiku;) Jak tak się zastanowić nad tym to wydaje mi się, że większy problem bywa z wkładaniem w dzieło prawdy niż siebie. Siebie trochę znamy, a prawdę niekoniecznie [już nie dochodzę czym ona jest]. Co do oceny to chyba się nie zgodzę. Ocena bywa niszcząca, ale nie zawsze. Mam w tej kwestii parę przykrych i tajfunowych doświadczeń, ale pozytywne też są. Jak się żyje nie tylko pracą twórczą to chyba też ma się inne priorytety i najgorsze błoto Ci krzywdy nie zrobi. Nie chodzi mi o pokazywanie siebie 1:1, ale o szczerość we fragmencie.

  17. Panie K. Zgadzam się z Panem :)
    [w kwestii 5 ostatnich linijek].
    Tylko gdzie te rozmowy prowadzić?, w galerii sztuka jest zamknięta, a odbiorca ‘elitarny’ [a dla większości artystów wernisaże są możliwością spotkania w 4 oczy z odbiorcą], w internecie to dla mnie niestety jednak nie całkiem rozmowa /nie widzę Was :/, najciekawsze rozmowy można przeprowadzić wychodząc i tworząc wśród ludzi choć to trudne, ale wtedy jak ktoś się zainteresuje to zwykle bezinteresownie np. z czystej ludzkiej ciekawości poznania i dowiedzenia się czegoś nowego. /a propos fotografii to rzadziej działa bo się stała strasznie powszechna – no chyba, że ktoś wyciąga Linhofa na wielkim statywie…/.

  18. Tomasz Pawłowski

    kwi 1, 2010
    Reply

    Z grubsza rzecz biorąc, koncepcja Magika z Bombaju jest spójna i kwadratowa, ma wszystkie cechy Ogólnej Teorii Wszystkiego i jako taka powinna zostać uznana za powszechnie obowiązującą, przynajmniej do czasu pojawienia się nowej teorii wyjaśniającej szersze spektrum zjawisk obserwowalnych. Ze źródeł autorytatywnych wiem, że naukowcy z NASA potwierdzili autentyczność słynnych tabliczek z Gór Świętokrzyskich i bardzo mnie cieszy, że sprawa wreszcie wyszła na jaw i to właśnie tutaj, na Zawsze-Kwadracie.

    Rudolf pyta „kto w Polsce interesuje się fotografią nie robiąc jej?” Dobre pytanie. W Polsce siadła zupełnie krytyka artystyczna i nie dotyczy to tylko fotografii. Brakuje idei, „ani ch… idei za oknem” – jak pisał poeta już na początku lat 90-tych. Pozostaje wierzyć, że stan to przejściowy.

    ps. Dwie ostatnie noce spędziłem na niemieckich autostradach i kilka razy musiałem skorzystać z toalet w zajazdach przyklejonych do stacji benzynowych. W sieci „Marche” nad pisuarami wiszą bardzo dobre reprodukcje dzieł artystycznych – w jednej z nich były oprawione w gustowne ramy podobne do tych, jakie można spotkać w galeriach.

  19. Być może jest tak, jak pisze Magik, ale podoba mi się szczególnie to, co napisał _K_____; tylko jak nawiązać dialog nie będąc super-aktywnym w internecie?

    @Tomasz Pawłowski: a w Stanach w McDonaldsach podobno wiszą reprodukcje wielkich fotografów :)

  20. Tomasz Pawłowski

    kwi 1, 2010
    Reply

    Hubert@ ” co innego takie np. malarstwo, ooo tutaj aktu już nie każdy z pędzlem stworzy”

    Kompleks malarstwa fotografia ma już za sobą. Z tego co piszesz, wynikałoby, że pędzel jest lepszy od aparatu tylko dlatego, że nie każdy umie się nim posługiwać.
    Czy bohomazy robione pędzlem przez adeptów szkół artystycznych są lepsze niż pstryki na naszej klasie lub innych portalach społecznościowych ?

  21. Tomasz Pawłowski

    kwi 1, 2010
    Reply

    Rudolf@ „to, co napisał _K_____; ” Ano właśnie. K napisał coś oczywistego dla mnie, żyjemy dziś w czasie wizualnego terroru, fotografia ma sens tylko w świetle tego, co może o niej powiedzieć ktoś inny. Jedno słowo może powiedzieć więcej niż tysiąc zdjęć – odwracając stary slogan marketingowców ;)

    Ps. „jak nawiązać dialog nie będąc super-aktywnym w internecie?” – to staje się coraz trudniejsze. No ale właśnie: był kiedyś Góral i proponował pozainternetową przestrzeń dla ZK i mówił, że „dutków nie bierze” – jakoś nikt się nie odezwał na tę propozycję… Góralu, czy ci nie żal? ;)

  22. Tak, o Góralu i jego propozycji też akurat dzisiaj myślałem. :)

  23. Magik z Bombaju

    kwi 1, 2010
    Reply

    U@
    Rozumiem. Muszę Ci wyjaśnić, że przede wszystkim, nigdy, nie oceniam dzieł, czy to Leonarda czy Kunta Kinte. Mam jakieś przeczucie herodowe, że nie jestem od tego. Może to zahamował mi hormon w dzieciństwie, kiedy starsi intelektualnie rozumieli wszystko, a ja nic w ząb. Ostatecznie więc ile czego jest w dziele nie chcę dociekać, bo wiem, że spotka mnie coś czego nie rozumiem a przyjdzie ktoś i w 5 minut rozpozna wszystko, ktoś kto się zna. Przyjmuję, że jak kto się poci w tych miejscach jak operuje aparatem to nie za wiele zrobi. To powinno przychodzić względnie łatwo i właściwie nie wiadomo skąd. Miałem tą przyjemność mieć do czynienia z takimi egzemplarzami, że widać, że dla nich zobaczyć temat, podejść go, skomponować to żaden problem. Po tych traumatycznych doświadczeniach jestem więcej jakiś taki zawiedziony.

    Tomasz@
    Znając Twoją naturę będącą jak wielowarstwowy tort z kawą z pół kilo, o woni ciężkiego, gęstego ponczu, z polewą, która jak ją nacisnąć pęka i grzmi jak wagnerowskie basy, podany zaraz po tych kluskach litewskich w ilości pogańskiej, to oczywiście wiem, że to dla zmyły, że nie na żadnych autostradach w Niemczech ale na talerzu planetarnym o nazwie WIR z predystynowanym do tego laser-rysikiem jeździłeś po tych różnych trudnych miejscach i nanosiłeś na tych kamieniach tą koncepcję starodawną, którą ja tylko nieskromnie ujawniłem, bo skąd byś wiedział, że NASA o tym wie, jak ja nikomu w NASA nic o tym nie powiedziałem? Musisz mieć, zresztą sam to przyznałeś, jakieś chody tam gdzie powstają te wszystkie zapisy na tych kamieniach.

  24. Kontynuując temat: tak, zdarza się czasem że mało znany początkujący artysta sprzedaje czasem swoje dzieło. Znam takich ot choćby mój kolega ze szkoły, który wystawił swój dyplom w galerii, sprzedał 3 duże wydruki kolorowe za kwotę, która zrekompensowała wszystkie wydatki na wystawę, czyli wydruk(z dzikiej) sztuk chyba 10, podklejanie, ramowanie itp.. Zakupiła to Pani, która tą galerię prowadziła. Podobały się jej bardzo zdjęcia więc nabyła i tyle. Kolega nie jest zbytnio znany(dopiero co się chłopak na filmówce obronił), do tego jest Bułgarem, i ma trudne do zapamiętania nazwisko( to a propos wyrabiania nazwiska). No i takich przypadków było kilka z tego co pamiętam, nawet ktoś swojego videoarta sprzedał za 1000 zł dla kolekcjonera, a to było zaliczenie u prof. Robakowskiego. Ucinając wątek, nie jest dobrze, nigdy zresztą nie było, ale niektórym się udaje, bo… są dobrzy, się starają bardzo, mają ideę i potrafią ją sprzedać, no artyści pełną gębą z żyłką do marketingu oczywiście.

  25. @Tom
    A propos marketingu. Kończę sobie właśnie studia na Wydziale Sztuki krakowskiego UP. Ktoś mądry kiedyś wpadł na to, żeby w harmonogram włączyć przedmiot o nazwie MARKETING SZTUKI. I bardzo dobrze zrobił, były to bowiem chyba jedyne zajęcia, na których konkretnie informowano nas o co chodzi w gospodarce, grantach, sponsoringu, projektach itp., itd. . Czyli co ze sobą można zrobić jak się jest zdolnym [albo przynajmniej garść osób tak twierdzi - bo to niestety w tej kwestii ważniejsze] żeby mieć z tego kasę. Możliwości są, ale artyści często nie mają pojęcia nawet o podstawach prawa autorskiego!!! Tego przedmiotu [MSzt] brak moim zdaniem na ASP.
    @Mgk czytałam parę razy, trochę mętnie rozumiem… W każdym razie staram się nie oceniać pracy dopóki nie poznam bardzo szeroko rozumianego kontekstu pracy i biografii twórcy. Bardzo to spowalnia, ale równocześnie uatrakcyjnia poznawanie.

  26. Tomasz Pawłowski

    kwi 2, 2010
    Reply

    Magik@ naprawdę byłem na germańskiej ziemi – mucha w akceleratorze autostrad ;)
    Tom@ ciekawe przykłady podajesz, ale wątku raczej nie ucinają lecz obchodzą go łukiem;) Główne pytanie wpisu – o ile dobrze zrozumiałem – dotyczyło możliwości lub niemożliwości zdefiniowania potencjalnego odbiorcy fotografii. Pani z galerii, która wsparła rozwój młodej fotografii bułgarskiej w Polsce jest tu interesującym przykładem, ale jako „galerianka” należy ona do wąskiego grona ludzi mających potrzebę obcowania z fotografią na ścianie. Ale gdzie – poza osobami zajmującymi się zawodowo fotografią ( oraz klientami niemieckich toalet ;) szukać „odbiorcy”?
    Ps. Tom/Maciej : „Poznać Wschód zanim przyjdzie tam Zachód?” To już jest idea – podoba mi się twoje motto ( zdjęcia też ), ale nie jestem pewien czy pochód Zachodu już się nie skończył.

  27. Tomasz Pawłowski

    kwi 2, 2010
    Reply

    u@ „konkretnie informowano nas o co chodzi w gospodarce, grantach, sponsoringu, projektach itp., itd.”

    właśnie próbuję sobie wyobrazić jak Leonardo de Vinci zasuwa po granta do Unii Europejskiej, dostałby tonę papierów do przeczytania i mona Lisa by się tak nie uśmiechała zagadkowo przez wieki :)

  28. Marketing sztuki – kiedyś od sztuki był artysta, który żył w swoim dziwnym świecie i przetwarza ł/wytwarzał produkty swojego – jakże często – z lekka rozharmonizowanego umysłu. I był człowiek, który kombinował jak na tym rozharmonizowanym umyśle zarobić. Dzielili się zyskami i żyli szczęśliwie. Teraz artysta jest biznesmenem – bo musi, żeby mieć na bigmaca; a biznesmen artystą – bo zauważył, że nieistotne jest „co” a „komu” i „za ile”.
    I w ten piękny sposób sztuka stała się zwyczajną kurwą.

  29. Drogi Rudolfie, Droga publiczności. Poruszyłeś temat wstydliwy i odważny zarazem. Sztuka zachodnia bez publiczności nie istnieje. Cywilizacja zachodnia rozprawia sie w barbarzyński sposób z „wewnętrznym dzieckiem” stawiając na racjonalność, oglądalność, hierarchię wartości i ważności. Kiedy byliśmy dziećmi rysowaliśmy spontanicznie rysunki, mazaliśmy w zeszytach nie oglądając sie na nikogo. Robiliśmy to dla siebie, z własnej potrzeby i satysfakcji. Jaka cywilizacja, taka jej sztuka. Kiedyś papieże jako spadkobiercy dziedzictwa Cesarzy decydowali, who is hot, who is not. Teraz mechanizmy rynkowo-marketingowe sprytnie manipulują potokiem zdarzeń i wydarzeń, gdzie w sukurs przychodzi im nieokiełznany strumień internetu, który niczym Karcher szlifuje lakier Sztuki. A spójrzmy teraz na Mistrzów ZEN, z ich wewnętrznym dialogiem w postaci wiersza haiku oraz kaligrafii. Ani jedno ani drugie nie nawołuje odbiorcy aby żyć. Istnieje samo w sobie, w niemym zachwycie nad tajemnicą istnienia.

  30. no proszę was, porzućmy ten amerkanizm myślenia :) sztuki na sprzedaż… sztuki dla ludu i odbiorcy… czy czegoś w tym stylu… komu to w ogóle potrzebne (poza sztuką użytkową, która świetnie się sprawdza jako dekoracja w salonie i kuchni i zawsze ma swoich klientów jest przewidywalna i łatwa i wszystkie warunki jej zaistnienia zostały już dawno określone). Zdjęcia do szuflady, zdjęcia dla jednego odbiorcy… fotografie, na których się traci (bo trzeba wydać kasę na film, wydruk, odbitkę, publikację, wino, fajki, kobiety i śpiew… traci, a nie zarabia. To jest wyzwanie. Sensem sztuki istotnej jest strata. :) wydatkowanie twórczej energii, zostawiającej ślad w materii. zarabiać można na pomidorach. (czy ja już o tym nie mówiłem?) :) cytując za Groges’em Bataille’m, bo akurat mam pod ręką… ‘każdy z nas w bezkresnym ruchu wszystkich światów jest jedynie punktem zatrzymania sprzyjającym powtórnej eksplozji.’ CZĘŚĆ PRZEKLĘTA. Więc wystawić & publikować trzeba, ale dla siebie. Chodzi o eksplozję. :)

  31. @K Ja się nie znam, ale dla mnie sztuka nie jest ‘zwyczajną kurwą’ dlatego, że ktoś się postara żeby go było stać na farby, filmy, aparat i inne materiały. Artystę kościół przestał finansować wieki temu. P.S. Nie przepadam za Leonardem /choć szanuję/ ani za pojęciem Sztuki /bo za dużo się na ten temat chyba mówi i niewiele z tego wynika/

  32. Tomasz Pawłowski

    kwi 2, 2010
    Reply

    Tomasz Pawłowski@ „nie jestem pewien czy pochód Zachodu już się nie skończył ”

    Sorrry, jednak chyba się skończył ;)

  33. Tomasz Pawłowski

    kwi 2, 2010
    Reply

    A z innej beczki: K – co ty zrobiłeś z tym narratorem w swoim opowiadaniu „czas” :)))) Odjechany tekst, ledwo wróciłem na ziemię.

  34. Magik z Bombaju

    kwi 2, 2010
    Reply

    Gdyby mieli mówić o mnie jegomość, dla którego fotografii galerią są kible RFN. No problem!

  35. Wywrocilem na zewnatrz.
    Nie pisz o tym blogu tutaj, bo sie Rudolf zdenerwuje.

  36. I don’t even know how I ended up here, but I thought this post was good. I do not know who you are but definitely you’re going to a famous blogger if you aren’t already ;) Cheers!


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.